|
Monarsze sekrety 4 pageDate: 2015-10-07; view: 416. Pierwszą Ryksą Piastówną była córka Mieszka II, która imię swe odziedziczyła bez wątpienia po matce. Ojciec przeznaczył ją dla owdowiałego Emeryka, syna króla Węgier Stefana I. Emeryk, wyniesiony zresztą później na ołtarze, hołdował jednak małżeńskiej czystości i Ryksa aż do śmierci pozostała dziewicą. Umarł zresztą stosunkowo prędko, zginąwszy po roku na polowaniu w Górach Świętokrzyskich. Straciwszy w ten sposób sukcesora, król Stefan przekazał tron węgierski swojemu siostrzeńcowi, Wenecjaninowi Piotrowi Orseolo, chociaż pretendowali do niego także dwaj bratankowie Stefana: Andrzej i Bela. Owdowiała Ryksa poślubiła młodszego, Belę, bez specjalnej nadziei na uzyskanie korony. Przez dwadzieścia lat małżonkowie przebywali w Polsce, a ich dzieci, Gejza, Władysław i Eufemia, wychowywały się razem z dziećmi Kazimierza Odnowiciela. Po śmierci Piotra królem Węgier został Andrzej i panował aż czternaście lat. Dopiero kiedy umarł w 1060 roku, Bela wraz z Ryksą otrzymali upragnioną koronę. Chociaż dzierżyli ją zaledwie trzy lata, od nich na dobrą sprawę wywodzi się cała dynastia węgierskich Arpadów. Królami Węgier zostali obaj synowie Ryksy, a Władysława Kościół katolicki uznał nawet za świętego. Błyskotliwą karierę zrobiła także córka Gejzy, a więc wnuczka Ryksy, która poślubiła Joannesa Komnena i została cesarzową Bizancjum. Kolejna Ryksa była jedną z siedmiu córek Bolesława Krzywo-ustego. Kiedy ukończyła lat dwanaście, ojciec wydał ją za mąż za Magnusa, następcę tronu Szwecji i Danii. Magnus zapisał się w dziejach niezbyt pochlebnie, ponieważ zamordował podstępnie swojego kuzyna, księcia obodrzyckiego Kanuta Lawarda. Za Kanutem stał jednak cesarz Lotar, przed którym Magnus musiał się ukorzyć i złożyć mu hołd lenny. Hołd ten nie uchronił go wszakże przed zemstą brata Kanuta, Eryka Zajęczej Nogi, który zabił go w bitwie pod Fodwig. W ten sposób po czterech latach małżeństwa Ryksa została wdową. Po Magnusie pozostał jej jedynie syn Kanut. Powróciwszy do Polski na dwór ojca, już po roku wydana została ponownie za mąż, za Włodzimierza, księcia Nowogrodu Wielkiego. Siostra Włodzimierza, Wierzchosława, poślubiła brata Ryksy - Bolesława Kędzierzawego. Nie miała wszakże Piastówna szczęścia do swoich mężów, ponieważ po roku znów owdowiała. Nie żył już także jej ojciec, Bolesław Krzywousty, więc prawdopodobnie na własną rękę wydała się po raz trzeci, tym razem za króla Szwecji Swerkera. Przeżyła z nim szesnaście lat, rodząc mu dwóch synów. Jednemu z nich nadała imię Bolesław. Z córką Swerkera z pierwszego małżeństwa ożeniła swego syna Kanuta, który został regentem Danii. Dzieje trzeciej Ryksy były chyba najbardziej niezwykłe. Była córką Władysława Wygnańca i cesarskiej siostrzenicy Agnieszki. Swoje dzieciństwo spędziła we Wrocławiu i w Krakowie, ale po buncie, który wzniecili jej stryjowie, Bolesław Kędzierzawy i Mieszko Stary, opuściła Polskę i wyjechała wraz z matką do saskiego Altenburga. Tam też przeżyła swoją bajeczną przygodę. Do pozbawionej dziedzictwa Piastówny przyjechało poselstwo hiszpańskie, aby w imieniu swego cesarza Alfonsa VII prosić ją o rękę. Pośpiesznie wyrażono zgodę, nie bacząc na to, iż Alfons był starszy od Ryksy o blisko trzydzieści lat i miał sześcioro dzieci z pierwszego małżeństwa. Wyjazd narzeczonej uległ wszelako niespodziewanej zwłoce ze względu na śmierć jej protektora, cesarza Konrada III. Jego następcą został jednak kuzyn Agnieszki Fryderyk Barbarossa, który dotrzymał uprzednich zobowiązań i po roku odprawił Ryksę w uroczystym orszaku do Hiszpanii. Alfons oczekiwał na nią z pewnym niepokojem, ponieważ jego pierwsza żona Berenguela słynęła z nadzwyczajnej piękności. Ryksa okazała się wszakże dziewczyną równie urodziwą i nic nie stało na przeszkodzie zawarciu małżeństwa. W kilka miesięcy później ukoronowano ją na cesarzową Hiszpanii. W dwa lata po ślubie urodziła córkę Sanchę, a w rok później syna Ferdynanda, który umarł jednak w dzieciństwie. Dwuletnią Sanchę zaręczono z czteroletnim Alfonsem, synem hrabiego Barcelony. Cesarska przygoda śląskiej Piastówny nie trwała długo. Cesarz wyruszył na wyprawę przeciwko Maurom, podczas której rozchorował się i niespodziewanie dla wszystkich wyzionął ducha. Dwudziestoletnia wdowa nie powróciła jednak do swej ojczyzny. Pozostała na dworze Rajmunda, przyszłego teścia małej Sanchy. Tam poznała bratanka króla Aragonii, Rajmunda II Berengera, hrabiego Prowansji, i już wkrótce pomiędzy Barceloną a Altenburgiem poczęły ponownie kursować poselstwa, uzgadniające warunki ślubnego kontraktu. Ustalono, iż cesarz odda Rajmundowi w lenno całe hrabstwo Prowansji w zamian za złożenie hołdu i poparcie spokrewnionego z Babenbergami antypapieża Wiktora IV w jego sporze z papieżem Aleksandrem III. Wkrótce po ślubie młoda para udała się do Turynu, gdzie Rajmund złożył hołd cesarzowi, a otrzymaną od niego Prowansję przekazał jako prezent ślubny swej małżonce, noszącej ciągle tytuł cesarzowej. Po kilkumiesięcznym pobycie w Turynie nowożeńcy pociągnęli na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej. Pożycie z Rajmundem także nie trwało długo, gdyż po powrocie z krucjaty został on przypadkowo przeszyty strzałą w Nicei. Z małżeństwa tego pozostała córka Douce, która zmarła wszakże przed dojściem do pełnoletniości. W kilka lat później Ryksa wyszła po raz trzeci za mąż, tym razem za Albrechta II, hrabiego Eversteinu, i urodziła mu kilku synów. Sancha, jej najstarsza córka, po osiągnięciu pełnoletniości poślubiła Alfonsa, hrabiego Barcelony. Z małżeństwa tego pochodziła Konstancja, która została żoną Fryderyka II Hohenstaufa, króla Sycylii i rzymskiego cesarza. Prawnuka Ryksy, Konrada IV, obwołano królem Niemiec. Czwarta Ryksa była córką króla Polski Przemysła II i jego drugiej żony, królewny szwedzkiej. Przemysł II, który po okresie rozbicia dzielnicowego zdołał jako pierwszy odzyskać koronę królewską, nie należał do ludzi o kryształowym charakterze. Swą pierwszą żonę Ludgardę, córkę Henryka meklemburskiego, kazał po dziesięciu latach udusić, ponieważ nie dała mu ona sukcesora. Królewna szwedzka, która urodziła mu tylko córkę, uniknęła losu swej poprzedniczki tylko dlatego, że po kilku latach umarła sama śmiercią naturalną. Przemysł ożenił się po raz trzeci z Małgorzatą brandenburską, ale w trzy lata po ślubie został skrytobójczo zamordowany przez własnego siostrzeńca, margrabiego brandenburskiego Jana IV. Młodziutką Ryksę poślubił wówczas owdowiały król czeski Wacław II, gdyż małżeństwo to legitymizowało jego starania o uzyskanie korony polskiej. Ryksa została zatem królową Czech i Polski. Pożycie z Wacławem nie trwało jednak długo, gdyż schorowany król zmarł już po dwóch latach od zawarcia małżeństwa. Do opuszczonego tronu pretendował jego syn z pierwszego małżeństwa Wacław III, żonaty także z Piastówną, Wiolą oświęcimską, ale zginął zasztyletowany w Ołomuńcu, kiedy udawał się do Polski, aby przejąć koronę. Po śmierci Wacława Ryksa wyszła ponownie za mąż za Rudolfa Habsburga, najstarszego syna króla Niemiec Albrechta. Został on na krótko królem Czech i pretendował też do korony polskiej. Rudolf zmarł jednak nagle po niespełna dwóch latach, a podwójna wdowa zapałała nagłą miłością do zarządcy południowych Moraw. Przez kilkanaście lat była jego konkubiną, aby po jego śmierci wstąpić do ufundowanego przez siebie klasztoru w Starym Brnie i dokonać tam reszty życia. Zmarła mając lat czterdzieści siedem. Święci i wyklęci Kościół propagował w średniowieczu ideę świętości. Najkrótsza do niej droga wiodła poprzez karierę duchowną, gdyż zdecydowana większość średniowiecznych świętych rekrutowała się spośród duchowieństwa. Czasami tylko pojawiała się między nimi jakaś księżniczka, która przedkładała własną cnotę nad obowiązek zapewnienia mężowi dynastycznego potomstwa. Piastowie nie mieli jednak szczęścia do Kościoła. U Niemców za świętego uznany został cesarz Henryk II, u Francuzów król Ludwik IX, u Anglików król Edward, u Duńczyków król Kanut II, u Hiszpanów król Ferdynand III, u Węgrów król Stefan, u Polaków zaś nimbem świętości otoczono jedynie żonę księcia śląskiego Henryka, Jadwigę, zresztą z pochodzenia Niemkę. Życie nie szczędziło Jadwidze trosk i zgryzoty i to zapewne wyzwoliło w niej poczucie świętości. Jej siostra Agnieszka poślubiła króla Francji Filipa Augusta, który nie uzyskał wszakże rozwodu z Ingeborgą duńską. Papież nie uznał tego małżeństwa i rzucił na króla ekskomunikę. Agnieszka opuściła męża i wstąpiła do klasztoru, gdzie po kilku miesiącach zmarła. Druga siostra, Gertruda, wyszła za mąż za króla Węgier Andrzeja II. Nie cieszyła się jednak miłością swoich poddanych i po kilku latach została przez nich zamordowana. Dwaj bracia, z których jeden był nawet biskupem, uznani zostali za współwinnych zamachu na Filipa szwabskiego i wygnani z kraju, a narzeczonego jej córki Gertrudy, Ottona Wittelsbacha, który zamordował Filipa, stracono. W dzieciństwie umarło jej czworo dzieci, syn Konrad zabił się na polowaniu, drugi syn Henryk poległ pod Legnicą, męża zaś Kościół ekskomunikował i wyłączył ze swojej społeczności. Wnuk Bolesław cieszył się na Śląsku złą sławą hulaki i rozpustnika. Nieszczęścia te złamały Jadwigę do tego stopnia, że dla przebłagania Boga, w wieku niespełna trzydziestu lat i po urodzeniu siedmiorga dzieci, ślubowała czystość małżeńską i dalsze życie pędziła na wzór mniszki, według surowej reguły świętego Pachomiusza. Z mężem spotykała się jedynie w towarzystwie osób trzecich, a kiedy umierał, nie pośpieszyła, aby towarzyszyć jego śmierci. Jadwiga zmarła w 1243 roku, a już w 1267 została przez papieża Klemensa IV zaliczona w poczet świętych. Kościół beatyfikował także jej synową Annę, córkę króla czeskiego Przemysła Ottokara I, której pobożność rozwijała się w cieniu Jadwigi. Stara księżna była bowiem osobą niezwykle despotyczną, nie uznającą żadnego sprzeciwu. Bezpośrednio po ślubie wywiozła synową do Trzebnicy i postanowiła, iż nie połączy się ona z mężem dopóty, dopóki nie zostanie ukończony trzebnicki kościół. Żądała także od Anny, aby ubierała się skromnie i chodziła po mieście boso, narażając się na drwiny bogatych mieszczek. Ingerowała także w życie osobiste małżonków, namawiając ich do złożenia ślubów czystości. Tu spotkała się jednak ze zdecydowaną odmową, którą poparł zresztą biskup wrocławski. Anna urodziła mężowi aż dwanaścioro dzieci, wiedziała bowiem, iż Henryk oczekuje od niej sukcesora. Siedmioro z nich Jadwiga przeznaczyła jednak na służbę Bogu. Zrezygnowana Anna poczęła także w końcu popadać w dewocję. Po tragicznej śmierci Henryka Pobożnego stała się opiekunką i fundatorką kościołów i klasztorów, co zaważyło niewątpliwie na jej beatyfikacji. Beatyfikowano także córkę Leszka Białego - Salomeę, żonę Kolomana węgierskiego, oraz jej bratową Kingę - księżniczkę węgierską, żonę Bolesława Wstydliwego. Obie ślubowały czystość małżeńską i obie zmarły podobno w dziewictwie. Salomea po tragicznej śmierci męża powróciła do Polski i wstąpiła do zakonu klarysek. Prowincjał franciszkański w Sandomierzu oblókł ją w habit, a biskup krakowski Jan Odrowąż włożył jej na głowę welon, co stanowiło potwierdzenie dziewictwa. Podejrzewano wprawdzie Salomeę o stosunki płciowe z jej spowiednikiem bratem Olbrachtem, ale plotki te zdementowali w cudowny sposób święta Klara i święty Franciszek. Ukazali się oni we śnie jednej z zakonnic, aby oświadczyć, iż są to wyłącznie pomówienia. "Powiedz bratu Olbrachtowi - rzekła święta Klara - aby nie obawiał się swych przeciwników, albowiem oni mu nie zaszkodzą, a przed śmiercią dozna pocieszenia". Kinga także nie dopuszczała swego męża do łożnicy, a w sypialni towarzyszyły jej zawsze dwie damy dworu, które miały za zadanie strzec jej niewinności. Po zgonie Bolesława zamieszkała w ufundowanym przez siebie klasztorze. Opowiadano, że żyła tam ze swoim spowiednikiem Bogufałem, którego biskup odwołał wnet do Krakowa. Wdrożono dochodzenie, które poprowadzić miał Czech Piotr Odraniec. Sprawa znowu wyjaśniła się w sposób cudowny, ponieważ Kinga poczęła emanować pozaziemską poświatą, która rozwiała oczywiście wszelkie podejrzenia. Jest jednak rzeczą charakterystyczną, iż kiedy do klasztoru przybył biskup krakowski Paweł, aby welonować mniszki, księżna nie zgłosiła się po welon, a spowiednikowi nakazała, aby tajemnicę jej dziewictwa zachował wyłącznie dla siebie. Beatyfikowaną księżniczką była również siostra Kingi i żona Bolesława Pobożnego - Jolenta. Ona także chciała żyć w czystości, lecz - uległszy perswazjom siostry - po siedmiu latach małżeństwa urodziła w końcu mężowi trzy córki. Po śmierci męża pozostawiła je jednak na łasce krewnych i kierowana głosem powołania wstąpiła do klasztoru. Jedna z tych córek została później żoną Władysława Łokietka i matką Kazimierza Wielkiego. W okresie kontrreformacji Kościół beatyfikował także nieszczęsnego męża Kingi - Bolesława Wstydliwego, który nie wpuszczony do małżeńskiego łoża nie doczekał się nigdy potomstwa. Później o tej beatyfikacji zapomniano, a Naruszewicz określił księcia jako "pana lekkomyślnego, sędzię niesprawiedliwego i zdziercę poddanych", a jego rządy nazwał "pasmem nieszczęść i rozmaitych klęsk". Innych świętych i błogosławionych w dynastii piastowskiej nie było. Trudno dzisiaj powiedzieć, w czym tkwiło źródło niechęci Kościoła do tej dynastii. Książęta piastowscy fundowali przecież klasztory i kościoły, ustanawiali nowe biskupstwa, prowadzili działalność misyjną wśród pogan, umierali za wiarę, ale żaden z nich nie został jednak kanonizowany. Wręcz przeciwnie - popadali oni często w zatargi z hierarchią kościelną i nieraz sypały się na nich klątwy. Oprócz Henryka Brodatego, wyklętego mał- żonka świętej, ekskomunikowano także Henryka IV, Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Bolesława Rogatkę, Bolesława III Rozrzutnego, Bolka V opolskiego, a nawet Kazimierza Wielkiego. Wyklęto także piastowskiego biskupa Jana Kropidłę, który nie chciał spłacać zaciągniętych przez siebie długów. Był to jednak czas, kiedy znaczenie ekskomuniki mocno już osłabło. Pamiętajmy, iż biskup paryski Tempier ekskomunikował nawet świętego Tomasza z Akwinu, co temu ostatniemu nie przeszkodziło zostać Doktorem Kościoła. Współżycie monarchów i książąt piastowskich z Kościołem, pomimo okazjonalnych zatargów i okazjonalnych klątw, układało się na ogół poprawnie. Książęta zasiadali często na biskupich tronach, wspierali zatem Kościół swym książęcym autorytetem. Już w wieku X syn Mieszka i Ody, Lambert, został prawdopodobnie biskupem krakowskim, ale o jego życiu i działalności nie można niestety nic bliższego powiedzieć. U schyłku XII wieku liczba książęcych purpuratów gwałtownie wzrosła. Wymienić tu można biskupów wrocławskich Jarosława, Wacława i Konrada, płockich Henryka i Kazimierza, włocławskich Henryka i Jana, passawskiego Konrada, ostrzyhomskiego Bolesława, nitrzańskiego Mieszka, arcybiskupa salzburskiego Władysława. Niektórzy z nich zasiadali nawet na kilku stolicach. Władysław był biskupem passawskim, bamberskim, wrocławskim i salzburskim, Wacław - wrocławskim i lubuskim, a Jan Kropidło, syn Bolka III opolskiego - dwukrotnie włocławskim, a ponadto kamieńskim, poznańskim, chełmińskim i nominatem na arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Z książąt piastowskich wywodził się także pierwszy kardynał Polski Aleksander, syn Siemowita IV, który kapelusz kardynalski otrzymał jeszcze przed Zbigniewem Oleśnickim. Do rzadkości należały wypadki karier duchownych Piastów bez mitry biskupiej. Konrad Garbaty był patriarchą akwilejskim, Konrad VI oleśnicki i Fryderyk cieszyński - dziekanami wrocławskimi, a Bolesław cieszyński - jedynie kanonikiem krakowskim. Niektórzy książęta trafiali także do klasztorów, traktując je najczęściej jako miejsce czasowego pobytu przed walką o objęcie ojcowizny. Sięgnąć tu można po przykłady Kazimierza Odnowiciela, Zbigniewa, Władysława Białego. Inaczej traktowano jedynie zakony rycerskie i Piastowie osiągali w nich często wysokie godności. Konrad VIII był prowincjałem zakonu krzyżackiego na Czechy i Morawy, Rupert legnicki - czeskim i polskim mistrzem joannitów, Siemowit cieszyński - przeorem joannitów. Jedynie Henryk ziębicki nie osiągnął w zakonie krzyżackim wysokich godności. Nie ulega wątpliwości, iż książęta piastowscy sprawujący funkcje kościelne przeszczepiali do Kościoła elementy życia świeckiego. Często porzucali oni szaty duchowne i zawierali związki małżeńskie, jak to było w wypadku Władysława legnickiego, Konrada głogowskiego, Henryka płockiego czy Jana oświęcimskiego. Średniowiecze było wszakże epoką przeróżnych kontrastów. W wieku XIII, kiedy głosić poczęto kult dziewictwa, nie była jeszcze ostatecznie uregulowana kwestia celibatu i legat papieski wielokrotnie upominał księży, aby nie trzymali u siebie kobiet i nie mieszkali z własnymi dziećmi. Jeszcze u schyłku XIII wieku biskup krakowski Paweł z Przemankowa posiadał prawdziwy harem, w którym znajdowały się także mniszki z pobliskich klasztorów, a w wieku XIV biskup Zawisza postradał życie, kiedy usiłował posiąść dziewczynę, która schroniła się na stogu siana. Zjawisko rozprzężenia moralnego było zresztą typowe dla całej ówczesnej Europy. Henryk, biskup Bazylei, pozostawił po sobie dwadzieścioro dzieci, a inny Henryk, biskup Leodium - aż sześćdziesiąt troje. Niektóre klasztory żeńskie, jak na przykład klasztor w Bambergu, zarabiały na chleb płatną miłością. Synod w Konstancji obsługiwało ponad tysiąc pięćset prostytutek, a Grzegorz X wytykał biskupowi Heinrichowi von Luttich, iż przełożoną klasztoru uczynił prostytutką i że spłodził aż czternastu synów. Świeckie obyczaje biskupów piastowskich nie raziły zatem specjalnie nikogo, tym bardziej iż u schyłku średniowiecza papież Sykstus IV założył w Watykanie dom publiczny, który przynosił mu 80 tysięcy dukatów czystego zysku. Do obowiązków księcia należało oddanie przynajmniej jednej córki do klasztoru na służbę Bogu, co wiązało się oczywiście z przyznaniem konwentowi odpowiedniego uposażenia. Bywało jednak, iż do zakonu trafiało nieraz i po kilka księżniczek, którym ojciec nie potrafił znaleźć odpowiednich kandydatów na mężów. Po cztery swoje córki umieścili w klasztorze Bolesław II opolski i Henryk V Gruby, po trzy Władysław bytomski, Władysław kozielski, Przemysł I, Mikołaj ziębicki, Bolesław niemodliński, Mikołaj I opolski. Największym powodzeniem cieszyły się zakony klarysek, dominikanek, cysterek i norbertanek, przede wszystkim we Wrocławiu, Starym Sączu, Strzelinie, Raciborzu, Sandomierzu, Trzebnicy i Czarnowąsie. Księżniczki pełniły w nich zwyczajowo funkcje przełożonych. Wymagane było wprawdzie w tym względzie ukończenie trzydziestu lat, ale córkom książęcym papieże nie odmawiali nigdy swojej dyspensy. Lista księżniczek piastowskich, które wybrały życie zakonne, jest nader długa. Można przyjąć, iż w wieku XIII i w pierwszej połowie wieku XIV blisko jedna czwarta Piastówien przywdziała habity. Nie czyniły tego bynajmniej z zamiłowania do kontemplacji. Godności zakonne rekompensowały im bowiem często gorzką samotność staropanieństwa. Książęcy arszenik Wieki średnie, pomimo wielkiej pobożności i religijności, pełne były waśni, podstępów, walk i skrytobójczych zbrodni. Kogo otwarcie nie można było pokonać mieczem, na tego nasyłano trucicieli. W ten sposób trucizna odegrała niemałą rolę w politycznej historii średniowiecza. Znajomość trucizn była ówcześnie bardzo duża i wiązała się często z czarami i magią. Posługiwano się najczęściej lulkiem, ciemierzycą, bieluniem, szalejem, tojadem, wilczą jagodą, z których sporządzano napoje oszałamiające, afrodyzjaki oraz tak zwaną maść czarownic o działaniu narkotycznym. Najdonioślejszą wszakże rolę w średniowiecznym trucicielstwie odegrał arszenik, odkryty na marginesie doświadczeń alchemicznych. Używano go między innymi do trucia szczurów i jego sprzedaż nie podlegała żadnemu ograniczeniu. Była to trucizna bez smaku i zapachu, dlatego też doskonale można ją było ukryć w winie, konfiturach, potrawach. Działała stosunkowo powoli, wywołując najpierw bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunki, które traktowano jako samoistne choroby i nie wiązano ich z trucizną. Z biegiem lat truciciele stawali się coraz bardziej pomysłowi. Arszenik wprowadzano kobietom palcem do pochwy lub nasączano nim knoty świec. Od zatrutej świecy umarł na przykład papież Klemens VII. Medycyna poszukiwała oczywiście środków chroniących przed zatruciem. Za skuteczną odtrutkę uważano driakiew, ząb narwala, ząb rekina, bezoar. Sławny lekarz polski i kanclerz króla Węgier Ludwika zalecał także wieszanie pacjenta za nogi, głową w dół. W ten sposób podobno sam uratował się od śmierci, kiedy podczas uczty spożył zatrutą potrawę. Pomimo łatwości uzyskania trucizny wymiar sprawiedliwości był dla trucicieli niezwykle surowy. Kościół nakładał na nich ekskomunikę i zabraniał księżom dawania rozgrzeszenia, pozostawiając je do wyłącznej dyspozycji papieża. Władze świeckie skazywały ich na śmierć, a często także na powolne konanie w mękach. Nie ograniczyło to jednak w niczym zasięgu trucicielstwa i za pomocą trucizny załatwiano wiele sporów politycznych i dynastycznych. Szczególnie obficie szafowano nią przede wszystkim na dworach włoskich i francuskich. Zagrożenie było tam do tego stopnia duże, iż król francuski Henryk IV jadał wyłącznie jaja, które popijał wodą czerpaną z Sekwany. Zgładzono go zatem za pomocą sztyletu. W Polsce trucicielstwo było wprawdzie mniej rozpowszechnione, ale twierdzenie, iż było ono obce dynastii piastowskiej, mijałoby się całkowicie z prawdą. Nie sposób jest oczywiście dzisiaj z całą pewnością określić, czyj zgon nastąpił od trucizny. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, którym kronikarze poświęcali z reguły mniej miejsca, a które usuwano często z tego świata, o ile nie dały mężowi męskiego potomka.
|