|
Monarsze sekrety 3 pageDate: 2015-10-07; view: 451. Mieszko, który swego sukcesora upatrywał w pierworodnym Bolesławie, synowi zrodzonemu ze związku z Rychezą nadał imię Kazimierz, oznaczające człowieka szanującego rozkazy. Miał zatem Kazimierz przejść przez życie powolny ojcowskim poleceniom. Nie godziła się z tym oczywiście jego matka, która nadała mu drugie, cesarskie imię - Karol. Dopóki żył Bolesław Chrobry, Rycheza i jej syn znajdowali w nim pełne oparcie. Kiedy jednak Chrobry umarł, Mieszko przywrócił oficjalnie do łask Dobrawę, a Kazimierza oddał do odległego francuskiego klasztoru, aby nie stanął on na drodze do kariery swemu przyrodniemu bratu. Później nastąpiło wszakże wspomniane już zawirowanie historii. Władzę przejął Bezprym, Rycheza udała się do Niemiec, a pozbawiony wsparcia Mieszko schronił się w nieprzyjaznych mu Czechach. Został tam pojmany przez księcia Udalryka i z jego rozkazu wykastrowany. Kazimierz opuścił prawdopodobnie klasztor i czekał w Niemczech na sposobność powrotu do kraju. Po śmierci Bezpryma władzę odzyskał Mieszko, chociaż wkrótce umarł w wieku czterdziestu czterech lat, kto wie, czy nie od trucizny. Po jego śmierci na widowni pojawił się Bolesław Zapomniany. Przy poparciu drobnego rycerstwa objął władzę, chociaż o jego rządach powiedzieć można bardzo niewiele. Nie można jednak wykluczyć, iż to on mógł zainicjować rewolucję pogańską w Polsce. Kościół katolicki, który odmawiał mu prawa do sukcesji, był przecież jego naturalnym przeciwnikiem, podczas gdy według pogańskich obyczajów, jako pierworodny syn, miał do tej sukcesji pełne prawa. Będąc nieprzejednanym wrogiem chrześcijaństwa Bolesław otrzymał także przydomek Okrutny. Jego panowanie nie trwało dłużej niż trzy lata. Zginął zamordowany przez zamachowca działającego prawdopodobnie z inspiracji Kościoła. Później nastąpił okres całkowitego rozprzężenia, najazd Brzetysława, zniszczenie kraju. Dopiero jesienią 1039 roku do Polski mógł powrócić Kazimierz, jedyny żyjący sukcesor piastowskiego tronu. Imię Bolesława Zapomnianego poczęto skwapliwie wymazywać z ludzkiej pamięci, ponieważ zhańbił on swoim postępowaniem chrześcijańską dynastię. Marginesowo wspomina o nim jedynie Kronika Wielkopolska, z wyraźnym wszakże zastrzeżeniem, że z powodu srogości i potwornych występków wykluczono go z pocztu królów i książąt Polski. Święty zdrajca Syn Kazimierza Odnowiciela Bolesław Śmiały należał bez wątpienia do dobroczyńców Kościoła katolickiego. Po objęciu władzy odbudował zniszczoną podczas rewolucji pogańskiej polską administrację kościelną, restytuował metropolię gnieźnieńską, utworzył nowe biskupstwa w Płocku, Kaliszu, Białogardzie i Grójcu. Kronikarz niemiecki Lambert z Hersfeldu pisał z podziwem, że w jego uroczystości koronacyjnej uczestniczyło aż piętnastu biskupów. Bolesław fundował także kościoły i klasztory i za jego rządów powstały wspaniałe opactwa w Mogilnie, Tyńcu i Lubiniu. Prowadził także prokościelną politykę zagraniczną. Poparł papieża Grzegorza VII w jego sporze z cesarzem Henrykiem IV. W nagrodę otrzymał od papieża zgodę na koronację i nawiązał nią do królewskich tradycji swego dziada. Mogłoby się zatem wydawać, iż polski Kościół katolicki będzie gloryfikował swego dobroczyńcę, ale stało się niestety zupełnie inaczej. Tenże Kościół uznał go za zbrodniarza, okrutnika i sodomitę, który - uniesiony bezbrzeżną pychą - nie zawahał się zamordować sługi bożego, biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Okoliczności tego zatargu pozostają jednak do dzisiaj nie wyjaśnione, chociaż w opinii publicznej pokutuje powszechnie wersja kościelna, której wyrazicielem stał się między innymi kronikarz i biskup w jednej osobie - Wincenty Kadłubek. Głosi ona, iż niemoralne życie króla oraz jego nadzwyczajna surowość sprawiły, że popadł on w konflikt z biskupem krakowskim. Biskup napominał go podobno kilkakrotnie, a kiedy napomnienia te nie przyniosły spodziewanego skutku, rzucił na niego klątwę i zwolnił poddanych z obowiązku posłuszeństwa. W odwecie za to król kazał swoim ludziom zabić biskupa, ale ci, nie mając śmiałości podnieść ręki na pomazańca bożego - odmówili. Uniesiony gniewem Bolesław wpadł podobno osobiście do kościoła na Skałce, w którym Stanisław odprawiał właśnie mszę, i zarąbał go mieczem przy ołtarzu. Za zbrodnię tę został pozbawiony korony i wypędzony z Polski, a przy grobie zamordowanego dziać się poczęły przeróżne cuda, dzięki którym uznano go za świętego. Tak mniej więcej brzmi oficjalna wersja kościelna, którą za Kadłubkiem przekazali także hagiografowie Stanisława: Wincenty z Kielc i Jan Długosz. Nie wszystko w niej wydaje się jednak jasne i aby ją uwiarygodnić, odpowiedzieć należy na kilka zasadniczych pytań. Kim był biskup i czyje reprezentował interesy? Co było bezpośrednią przyczyną konfliktu? W jaki sposób został uśmiercony? Dlaczego król musiał opuścić Polskę? Jaki charakter miały cuda, dzięki którym Stanisław doczekał się kanonizacji? Odpowiedzi na te pytania wcale nie są proste. Część historyków twierdzi na przykład, iż biskup pochodził z możnego rodu Turzynów, a nawet był kuzynem Śmiałego, wnukiem przyrodniego brata jego matki, księcia kijowskiego Stanisława. Jest to jednak z całą pewnością teoria mocno naciągana, która dla celów propagandowych wywyższa niesłusznie osobę zamordowanego. Ród Turzynów gospodarował w dorzeczu Dunajca i Raby i nigdy nie zaliczał się do rodów o dużym znaczeniu politycznym. Nikt tam nigdy nie piastował wysokiej funkcji państwowej i nawet podczas kanonizacji nikomu nie przyznano żadnej godności. Stanisław wywodził się zatem prawdopodobnie z drobnego rycerstwa i swoją błyskotliwą karierę zawdzięczał wyłącznie Bolesławowi. Urząd biskupi objął dopiero w dwa lata po śmierci swojego poprzednika Lamberta II i należy przypuszczać, iż w ciągu tych dwóch lat nominacja jego napotykała sprzeciw ze strony możnych rodów Awdańców czy Sieciechów. Bolesław, który przeprowadził w końcu swoją wolę, sprawił, iż rody te przeszły wobec niego do opozycji. Stanisław ze Szczepanowa był zatem początkowo bez wątpienia zaufanym człowiekiem księcia, ponieważ dzięki niemu uzyskał swój urząd biskupi. Do rozdźwięków pomiędzy nimi doszło dopiero wówczas, kiedy Bolesław przystąpił do przebudowy polskiej organizacji kościelnej i powołania nowych biskupstw. Wiązało się to z koniecznością okrojenia olbrzymiego biskupstwa krakowskiego, a tym samym z ograniczeniem dochodów biskupa. W myśl prawa kanonicznego, potwierdzonego przez Księgę Reguły Pasterskiej papieża Grzegorza I, dochody z biskupstwa dzielono na cztery części: jedną na potrzeby kościoła, drugą na utrzymanie kanoników, trzecią na akcję charytatywną i czwartą dla biskupa. Zasada ta nie zawsze była wszakże przestrzegana i biskupi na swoje potrzeby zabierali często połowę uzyskanych dochodów. Jan Kanapariusz, autor Żywota św. Wojciecha, uważał nawet, iż fakt przestrzegania przez niego prawa kanonicznego był bez wątpienia atrybutem świętości. Stanisław, nie mogąc pogodzić się z utratą dotychczasowych beneficjów, począł spiskować przeciwko Bolesławowi i wkrótce skupił wokół siebie grono królewskich przeciwników. Kronikarz Gall nazwał go nawet zdrajcą. Spiskowanie przeciwko komuś wiąże się zwykle ze spiskowaniem na rzecz kogoś i rodzi się pytanie: kogo forował w tym czasie biskup Stanisław? Wymienia się tu zwykle młodszego królewskiego brata, Władysława Hermana, który w wyniku spisku odniósł przecież największe korzyści. Sprawa nie jest jednak prosta i wydaje się, że Herman początkowo w spisku nie uczestniczył, lecz przyłączył się do niego dopiero w końcowej fazie. Po objęciu władzy nie śpieszył się on bowiem z przeniesieniem zwłok biskupa do katedry krakowskiej, co stanowiłoby oczywiście jego pośmiertną rehabilitację. Zwłoki te kazał przenieść dopiero syn Śmiałego Mieszko po swoim powrocie do Krakowa w 1088 roku, a więc w dobrych kilka lat po śmierci biskupa. Ten gest ze strony syna obalonego władcy wydaje się całkowicie niezrozumiały, ale posiada z całą pewnością swoje ukryte konteksty. Można z niego wyciągnąć wniosek, że Stanisław spiskował na rzecz Mieszka, którego zamierzał zapewne osadzić na ojcowskim tronie. Wykorzystywanie małoletnich synów przeciwko ojcom nie należało w tym czasie do rzadkości i historia Polski zna wiele tego typu przykładów. Być może, iż działo się to za przyzwoleniem królewskiej żony Wyszesławy, którą łączyły z mężem nader napięte stosunki. Bolesław opuszczając Polskę i udając się na Węgry, gdzie spodziewał się uzyskać pomoc, zabrał żonę i syna ze sobą, pragnąc zapewne uniemożliwić swoją detronizację. I dopiero w tym miejscu do spisku przystąpił Władysław Herman, który przejął w Polsce władzę po swoim bracie. Możliwe, iż to z jego poruczenia Bolesław został otruty na Węgrzech. Herman sprowadził potem do Krakowa królewskiego syna i wypełniwszy swój plan do końca, kazał także jemu podać truciznę. Pamięć o biskupie Stanisławie była jednak dla Władysława dość niewygodna, ponieważ obawiał się, aby ten przykład nie okazał się zaraźliwy. Nie podjął zatem żadnych kroków, aby doprowadzić do jego kanonizacji, chociaż, jako męczennik, byłby zapewne kanonizowany w trybie natychmiastowym. Kościół wyniósł go na ołtarze dopiero w wieku XIII za staraniem Bolesława Wstydliwego. Kronikarz Gall, który pozostawał na usługach książęcego dworu, o konflikcie między królem a biskupem pisał zresztą w sposób nader oględny: "Wiele Bolesławowi zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował, gdy za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. Ani bowiem zdrajcy biskupa nie usprawiedliwiamy, ani też króla mszczącego się tak szpetnie nie zalecamy". Była to zapewne oficjalna wykładnia, która obowiązywała w środowisku Władysława Hermana. Historycznym mitem jest także twierdzenie, że biskup Stanisław rzucił na Bolesława klątwę i zwolnił poddanych od posłuszeństwa. Król należał do zwolenników papieża Grzegorza VII, przyjmował jego legatów, uzgadniał z nimi reformę administracji kościelnej i za papieskim przyzwoleniem otrzymał koronę. Było zatem nie do pomyślenia, aby biskup krakowski rzucił na niego klątwę, pominąwszy przy tym swego zwierzchnika, arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina, który zawsze popierał legalną władzę. Gdyby nawet Stanisław był zdeklarowanym przeciwnikiem papieskim, nie mógłby zwolnić poddanych od posłuszeństwa królowi, gdyż taki właśnie krok papieski obóz antygregoriański uważał za jawne pogwałcenie obowiązującego prawa. Żadnej klątwy zatem prawdopodobnie nie było, a Bolesław, dowiedziawszy się o zdradzie swojego protegowanego, kazał go po prostu postawić przed sądem, który wydał na niego wyrok śmierci. Wyrok ten wykonał zapewne kat krakowski, ponieważ twierdzenie, że słudzy królewscy bali się podnieść rękę na biskupa, jest nader naiwne. Na przykład kilka lat wcześniej jeden z kasztelanów polecił zamordować biskupa płockiego, a arcybiskupa Trewiru zamordowali mieszkańcy miasta w 1066 roku. Zamordowany także został arcybiskup moguncki Zygfryd oraz arcybiskup magdeburski Wernher. Przekonanie o nietykalności sług kościelnych ma znacznie późniejszą metrykę i sztucznie powiązano je ze sprawą biskupa krakowskiego. Powstaje jednak pytanie, dlaczego Bolesław musiał uchodzić z Polski. Stało się tak dlatego, że króla odstąpili nie tylko możnowładcy, ale także średnie rycerstwo, stanowiące dotąd jego najsilniejsze oparcie. Do konfliktu z rycerstwem doszło zapewne podczas drugiej wyprawy kijowskiej, która dotarła jedynie do pogranicznego Wołynia, gdzie zawarta została ugoda. Wojsko pozbawione łupów poczęło buntować się i opuszczać królewskie szeregi. Bolesław zareagował na to w sposób bardzo gwałtowny i za- stosował wobec opornych daleko idące represje. Doprowadziło to w konsekwencji do zawiązania spisku, na którego czele stanął Stanisław ze Szczepanowa. Śmierć biskupa nie była jednak bezpośrednią przyczyną ucieczki króla, chociaż niewątpliwie w jakiś sposób ją przyśpieszyła. Bolesław uchodził, gdyż znalazł się w całkowitej izolacji. Rzecz wszakże charakterystyczna, iż nie całe duchowieństwo opowiedziało się przeciwko niemu. Modły za monarchę odprawiane były zarówno w katedrze krakowskiej, jak i w opactwach benedyktyńskich. Wyjazd króla z Polski zbiegł się w czasie z cudami, które działy się podobno przy grobie Stanisława. Cudów tych naliczono w sumie sześćdziesiąt trzy i dotyczyły one głównie uzdrowień. Rzecz ciekawa, iż najczęściej uzdrawiał on średnie rycerstwo, które wspólnie uczestniczyło z nim w antykrólewskim spisku. Analizując cuda spisane przez Jana Długosza należy stwierdzić, iż wyraźnie uwidacznia się w nich zamiłowanie świętego do pieniędzy. Uzdrowienia następowały bowiem wtedy, kiedy chory złożył stosowną ofiarę na rzecz Kościoła, podczas gdy oporni karani byli nieraz w sposób nader dotkliwy. Legendę świętego Stanisława stworzył Wincenty Kadłubek za czasów Kazimierza Sprawiedliwego, kiedy to Kościół w Polsce głosił już otwarcie wyższość władzy duchownej nad świecką. Postać męczennika biskupa, który przez swoją śmierć spowodował upadek monarchy, była doskonałym potwierdzeniem tej tezy. Legenda ta pominęła oczywiście wszystkie te elementy, które wiązały się ze zdradą i spiskiem, uwypuklając natomiast to, czego w sporze króla z biskupem nigdy nie było. Począwszy też od XIII wieku Stanisław ze Szczepanowa stał się patronem Polski, dystansując pierwszego męczennika - świętego Wojciecha. Rodzinne małżeństwa Społeczeństwo średniowieczne było w znacznym stopniu zdominowane przez więzy pokrewieństwa. Włościanie kojarzyli się w obrębie jednej wsi, mieszczanie w obrębie jednego miasta, a książęta zawierali związki małżeńskie w obrębie własnej dynastii. Tego rodzaju praktyka stała oczywiście w kolizji z zasadami głoszonymi przez Kościół, który do początków XIII wieku zakazywał kojarzenia się rodzinnego aż do siódmego pokolenia włącznie. Zakazy te miały niewątpliwie bardziej doktrynalny niż biologiczny charakter, ponieważ na równi z pokrewieństwem traktowa- ne było powinowactwo duchowe i nie zezwalano na małżeństwa pomiędzy rodzicami chrzestnymi, a także pomiędzy chrzestnymi i chrześniakami. Wydaje się zresztą, iż ten drugi zakaz traktowany był nawet bardziej rygorystycznie, ponieważ poza książętami i feudałami nikt nie potrafił odtworzyć własnej genealogii do siódmego pokolenia; znajomość rodzinnych realiów kończyła się zwykle na pokoleniu trzecim. W tej sytuacji zakazy kościelne pozostawały wyłącznie w sferze abstrakcji. Włościanie ich nie przestrzegali, książęta zaś omijali je za pomocą odpowiedniej dyspensy. Małżeństwa rodzinne pojawiły się już u progu naszej państwowości. Ryksa, prawnuczka Mieszka I, poślubiła jego wnuka, księcia węgierskiego Belę, Bolesław Krzywousty, prawnuk Mieszka II, poślubił jego prawnuczkę, księżniczkę ruską Zbysławę, Elżbieta, prawnuczka Kazimierza Odnowiciela, poślubiła jego prawnuka, księcia czeskiego Sobiesława II, a Salomea, córka Mieszka III, poślubiła księcia pomorskiego Racibora, którego ojciec, Bogusław I, ożenił się jednocześnie z jej siostrą Anastazją. Przykłady można by tu mnożyć, ponieważ większość książąt piastowskich była w jakiś sposób spokrewniona ze swoimi żonami. Zwyczaj związków zawieranych w obrębie własnej dynastii upowszechnił się od postanowień Soboru Laterańskiego w 1215 roku, który złagodził dotychczasowe zasady kojarzenia się krewnych, udzielając zgody na związki już w piątym pokoleniu. Od pontyfikatu Grzegorza IX wprowadzono także zasadę, że przy nierównomierności stopni liczy się zawsze stopień dalszy. Przybrała także na sile praktyka dyspensyjna, która w wieku XIV stała się czymś zupełnie powszednim. Znaczna różnica wieku, jaka dzieliła najstarszego syna Bolesława Krzywoustego, Władysława - protoplastę linii śląskiej - od najmłodszego, Kazimierza, protoplasty linii małopolskiej i mazowieckiej (trzydzieści trzy lata), sprawiła, że w dynastii piastowskiej upowszechnił się model związków zawieranych przy nierównomierności stopni, co w wielu wypadkach zwalniało od konieczności ubiegania się o dyspensę. Analiza list dynastycznych Piastów śląskich pozwala na przykład stwierdzić, iż na 160 książąt w związki małżeńskie wstąpiło 96 osób, z czego 47 zawarło małżeństwa w obrębie własnej dynastii. Pozostała część skoligaciła się z innymi dynastiami, z którymi wszakże najczęściej łączyło ją pokrewieństwo poprzez matkę. Najbliżej spokrewnione ze sobą małżeństwo to związek Jana lubińskiego z Jadwigą brzeską w stopniu drugim dotykającym trzeciego oraz Bolka cieszyńskiego z Eufemią mazowiecką i Bolka jaworskiego z Beatrycze brandenburską w stopniu trzecim. Zostały one potwierdzone dyspensami papieskimi, a tym samym stały się prawomocne wobec Kościoła katolickiego. Brak jest natomiast dyspensy na małżeństwo Henryka świdnickiego z Katarzyną, córką Karola Roberta i prawdopodobnie Elżbiety Łokietkówny. W tym układzie Katarzyna byłaby cioteczną siostrą Henryka i zachodziłby drugi stopień pokrewieństwa, którego Kościół na ogół nie dyspensował. Byłby to najbliższy stopień pokrewieństwa wewnątrz dynastii piastowskiej. Małżeństwa krewniacze prowadziły w konsekwencji do powiększania się tak zwanej wsobności populacyjnej. Malała liczba dzieci, szczególnie po stronie męskiej, i dochodziło do wymierania całych linii dynastycznych. W ten sposób w szóstym pokoleniu wymarły zarówno linia wrocławska, jak i raciborska, w siódmym zaś dobiegła kresu głogowska starsza. Krewniacze związki małżeńskie prowadziły ponadto do rozpowszechniania się schorzeń uwarunkowanych genetycznie. Mogły to być zarówno choroby spowodowane wadami chromosomowymi (na przykład fenyloketonuria i schizofrenia), choroby o podłożu dziedzicznym, na które oddziałują wszakże czynniki środowiskowe (na przykład cukrzyca, padaczka, alergia, podagra, schorzenia nowotworowe), jak też choroby o etiologii środowiskowej, których częstość zależy jednak od predyspozycji genetycznych (na przykład gruźlica, choroba wrzodowa, kamica). Fenyloketonuria jest chyba najbardziej typowym schorzeniem o podłożu dziedzicznym. Charakteryzuje się niedorozwojem fizycznym i umysłowym. Nie można wykluczyć, iż na chorobę tę cierpiała Jadwiga, córka Henryka Pobożnego, którą ze względu na ograniczenie umysłowe oddano do klasztoru, oraz Wacław, syn Jana żagańskiego, który z tego samego powodu pozbawiony został dziedzictwa i wiódł życie jako zwykły mieszczanin wrocławski. Pewnych ułomności psychicznych dopatrywać się także można u córek książęcych, których mimo ich starszeństwa nie wydawano za mąż, lecz kierowano do klasztoru. Wymienić tu można na przykład Kunegundę i Agnieszkę, córki Bolka II opolskiego, Elżbietę, córkę Mikołaja I opolskiego, i wiele innych. Ograniczeniem umysłowym charakteryzować się także mogły księżniczki, które nie pełniły zwyczajowej funkcji przeoryszy, jak na przykład Anna, córka Siemowita III, Adelajda, córka Kazimierza kujawskiego, Helena, córka Henryka Grubego, Wieńczysława, córka Kazimierza opolskiego. Cechą charakterystyczną dla fenyloketonurii jest także niedobór melaniny, czego objawami są bardzo jasne włosy i takaż karnacja skóry. Być może, iż od tego pochodzą przydomki Biały, na przykład Leszek Biały, Władysław Biały, Henryk III Biały, Konrad VII Biały, Konrad X Biały. Trudno bowiem przypuszczać, aby cechą wyróżniającą były tu blond włosy, typowe przecież dla całej Słowiańszczyzny. Wśród schorzeń dziedzicznych niepoślednie miejsce zajmuje także schizofrenia. Diagnozy średniowieczne są w tym wypadku nadzwyczaj nieprecyzyjne, chociaż częste pojęcie "obłędu" należy odnosić zapewne do schizofrenii. Kronikarze wspominają o obłędzie Mieszka II, Bolesława Śmiałego, Władysława legnickiego i Janusza mazowieckiego. Pewne cechy schizofreniczne wykazywali także Bolesław Rogatka, zwany czasem Dziwacznym, oraz Jan II żagański zwany Szalonym. Pierwsze objawy schizofrenii występują zwykle pomiędzy piętnastym a czterdziestym rokiem życia i mogło zdarzyć się, iż książęta i księżniczki piastowskie, wobec skróconej wówczas przeżywalności, umierali wcześniej, przed pojawieniem się pierwszych objawów chorobowych. Podłoże dziedziczne posiadała także podagra, stosunkowo częsta w rodzinie piastowskiej. Chorowali na nią Władysław Herman i Henryk VII Rumpold, a księciu cieszyńskiemu Przemysłowi, który z powodu tego schorzenia nie mógł w ogóle chodzić i noszono go w lektyce, nadano przydomek Noszak. O występowaniu gruźlicy dowiadujemy się przede wszystkim z historii Piastów mazowieckich. W Kalendarzu Płockim czytamy o zgonie Władysława mazowieckiego, iż zmarł on na suchoty, które "miały w jego rodzinie charakter dziedziczny". Na gruźlicę chorowali między innymi książęta Janusz i Stanisław. Precyzyjne diagnozowanie schorzeń średniowiecznych, zwłaszcza zaś tych, które mają charakter dziedziczny, jest oczywiście niemożliwe i traktować je należy wyłącznie w kategoriach hipotezy. Nie ulega wszakże żadnej wątpliwości, iż tak zwana wsobność populacyjna musiała odgrywać w tym wypadku decydującą rolę. Dochodziło zatem do paradoksalnych sytuacji, kiedy małżeństwa podyktowane troską o dobro dynastii prowadziły w konsekwencji do coraz większego tej dynastii zdeformowania. Ryksa, czyli królowa Imię Ryksy lub Rychezy trafiło do dynastii piastowskiej za pośrednictwem żony Mieszka II, siostrzenicy cesarza Ottona III. Nie cieszyła się ona w Polsce dobrą opinią, a Jan Długosz pisał nawet, że "niepomna (...) na siły i płeć niewieścią nie potrafiła mądrze użyć swojego szczęścia i nie słuchała mądrych doradców". Dodawał także, iż "królowa nienawidziła Polaków, gardziła ich obyczajami i mową i często obrzucała ich obelgami". Nie kochali zatem Polacy swojej monarchini, tym bardziej iż po śmierci męża wywiozła z kraju insygnia koronne i przekazała je cesarzowi. Znienawidzona królowa zaszczepiła jednak w dynastii swoje imię i co ciekawsze, księżniczki, które je nosiły, dostępowały najwyższych zaszczytów, zasiadając na królewskich tronach.
|