Студопедия
rus | ua | other

Home Random lecture






Monarsze sekrety 17 page


Date: 2015-10-07; view: 412.


Trzecią kobietą, z którą książę Pepi związał się do końca swoich dni, była młodziutka Zofia Czosnowska z Potockich. Mimo iż miała zaledwie osiemnaście lat, zdążyła już rozwieść się ze swoim mężem. Jeden ze współczesnych pamiętnikarzy pisał o niej, że była "nader kształtną blondynką, śnieżnej białości, o ślicznych rysach twarzy, wielkich błękitnych oczach i czarującym uśmiechu. Głowy tuzinami umiała zawracać". Zdanie kobiet było znacznie bardziej surowe. "Książę Józef - relacjonowała wojewodzina Nakwaska - kochał ją długo i stale, więcej zawsze jak zasługiwała, bo pani Czosnowska mimo dwóch starożytnych nazwisk z ojca i męża, wcale co do serca skłonności arystokratycznych nie była i zawsze złoto pana Szołdarskiego, równie jak młoda, rumiana twarz oficera Gawara, syna niegdyś nauczyciela w Warszawie, jej się podobały; nie wiem jak się oni wszyscy trzej ze sobą zgadzali, ale to widzieliśmy wszyscy, że pomimo rozgłosu co jej sprawki miały, pan Szołdarski żył zawsze z księciem Józefem w najlepszej harmonii, a oficer Gawar ani razu w kozie nie siedział, lubo na to nieraz pozornie i sprawiedliwie zasługiwał". Nie można tu oczywiście wykluczyć, iż słowa te dyktowała wojewodzinie zawiść, jako że Nakwaska także darzyła afektami pięknego księcia.

Kiedy Czosnowska urodziła syna, w ojcostwo Poniatowskiego nikt jednak nie wątpił. Dziecko zapisane zostało jako Józef Ponitycki, a książę Józef zapisał mu w swoim testamencie piętnaście tysięcy czerwonych złotych. Jego matka otrzymała roczną rentę w wysokości sześciuset czerwonych złotych, ale rentę tę wkrótce przestano wypłacać, gdyż Zofia wyszła za mąż za pułkownika Aleksandra Oborskiego, a małego Józefa adoptowała książęca siostra Maria Tyszkiewiczowa, nadając mu swoje panieńskie nazwisko - Poniatowski.

Liczne romanse księcia Pepi nie wpływały oczywiście budująco na projektowane małżeństwo z infantką Marią Augustą. Gorszyły one jej pobożnego ojca, a kiedy na prośbę Czosnowskiej Ponia-towski urządził w swoim pałacu bal, choć panował wówczas okres adwentu, przebywający w Warszawie Fryderyk August wezwał go do siebie i w asyście prymasa Raczyńskiego udzielił surowej reprymendy.

Można jednak przypuszczać, iż na przełomie 1809 i 1810 roku doszło wreszcie do formalnych zaręczyn, ponieważ prasa paryska i berlińska pisały, że "infantka Maria Augusta zaręczyła się z synowcem zmarłego króla Stanisława Augusta, ministrem wojny i naczelnym wodzem armii Księstwa Warszawskiego - księciem Józefem Poniatowskim".

Zupełnie niespodziewanie gruchnęła jednak w tym samym czasie wiadomość, iż Zofia Czosnowska powiła Poniatowskiemu syna. Drugi nieślubny syn wyczerpał cierpliwość bigoteryjnego Fryderyka Augusta. Kazał on prawdopodobnie zerwać zaręczyny. Zakochana i starzejąca się infantka prosiła ojca o wyrozumiałość, powołując się na swego prapradziada Augusta Mocnego, ale władca Saksonii obstawał przy swoim.

Rozwiązanie tego dylematu nadeszło jednak samo, chociaż takiego finału nikt się zapewne nie spodziewał. Piękny książę Pepi utonął w Elsterze podczas Bitwy Narodów. Poległ jako marszałek napoleoński, w którym Fryderyk August skłonny był ponownie upatrywać swojego przyszłego zięcia.

Cesarska epopeja przechodzić poczęła z wolna do legendy. Odżyła jeszcze na sto dni po ucieczce Napoleona z Elby, ale Waterloo definitywnie przekreśliło nadzieje na odzyskanie niepodległości tą drogą. Upadło Księstwo Warszawskie, umarł cesarz, zmarł jego wierny sojusznik Fryderyk August, zmieniali się w Saksonii kolejni elektorzy. Żyła tylko Maria Augusta. Pomagała polskim emigrantom po Powstaniu Listopadowym i żywo interesowała się losami kraju, którego królową niegdyś miała zostać. Zapamiętano ją jako starszą damę, zawsze odzianą na czarno. Zmarła w wieku osiemdziesięciu trzech lat, w chwili gdy w Polsce wybuchło Powstanie Styczniowe.

Patriotyzm w buduarze

Kiedy na balu wydanym w Warszawie przez księcia Talleyranda cesarz Napoleon tańczył kontredansa z szambelanową Marią Walewską, nie przypuszczano zapewne, że rozpoczyna się jeden z największych i najsłynniejszych romansów w historii Polski.

Zainteresowanie cesarza piękną szambelanową jako pierwsza dostrzegła hrabina Vauban i to ją uważać można za matkę chrzestną tego romansu. A była to miłość niezwykle patriotyczna, pełna wzniosłych słów, w której cnotę niewieścią postanowiono złożyć na ołtarzu ojczyzny, spodziewając się, że z sypialni szambelanowej wyłoni się niepodległa Polska. Cnota była oczywiście w tym wypadku pojęciem czysto umownym, ponieważ starościanka gostyńska Maria Łączyńska już w wieku szesnastu lat poślubiła starszego od siebie o lat pięćdziesiąt szambelana Anastazego Colonnę Walewskiego. Walewscy, choć nie należeli do rodzin magnackich, potrafili jednak w przeszłości skoligacić się nawet z Lubomirskimi.

Wynikiem tego niecodziennego związku był syn Antoni, który przyszedł na świat w dwa lata po ślubie. I na tym w zasadzie wspólne pożycie małżonków dobiegło końca. Walewski zajął się interesami, a Marię coraz częściej widywano w pałacu Pod Blachą, gdzie grono pięknych kobiet admirowało księcia Józefa. Czy Walewską łączyło coś z księciem Pepi, trudno powiedzieć, ale zważywszy na rajfurskie zdolności hrabiny Vauban, możliwości takiej nie można wykluczyć.

Walewska przeszła do historii jako kochanka cesarza Napoleona. Pierwsze rozmowy, które szmbelanowa prowadziła z Bonapartem, obracały się wokół niepodległości Polski. Cesarz chciał widzieć w młodej Polce swoją kochankę, ale ona widziała w nim zbawcę Ojczyzny. Napoleon groził, że jeżeli doprowadzi go do rozpaczy, pogrzebie swoje nadzieje, a ona odpowiadała, że jeżeli jej odda Ojczyznę, będzie zaspokojona i wolna od zasłużonej pogardy. Były to zatem dziwne rozmowy, niemniej Maria spełniła swój patriotyczny obowiązek - "aby ziomkowie mogli uradować się i czuć szczęśliwi". Cesarz oczywiście nigdy Polski nie wskrzesił, a kiedy cel swój osiągnął, przestał już w ogóle o tym mówić.

Owocem patriotyzmu szambelanowej stał się cesarski syn, zapisany w metryce jako Aleksander Florian Józef Walewski. Noworodkowi ojciec przysłał brukselskie koronki, jego matce dzieła Corneille,a, natomiast szambelan, który cesarskiego potomka firmował własnym nazwiskiem, otrzymał dwadzieścia tysięcy franków w złocie. Suma ta nie usatysfakcjonowała jednak widocznie Walewskiego, ponieważ jego małżeństwo z Marią rozpadło się definitywnie, a ona w towarzystwie brata i swoich kuzynek wyjechała do Paryża.

We Francji czekał wprawdzie na nią mały pałacyk, służba, wynajęte loże w teatrach i miesięczna pensja, ale nic ponadto. Napoleon odsunął się od swej kochanki i jej dziecka. Po rozwodzie z Józefiną ożenił się zresztą z Marią Luizą i oczekiwał właśnie legalnego potomka. Kilkakrotnie udało się Walewskiej porozmawiać z cesarzem, ale zrozumiała, że jego uczucia wygasły. Zadowolić się musiała tytułem hrabiego cesarstwa, który nadał swojemu synowi, i wyznaczonym jej dożywociem w wysokości 50 tysięcy franków rocznie. Bardziej niż syn i jego matka interesowała go w tym czasie zbliżająca się wojna z Rosją.

Maria powróciła do Warszawy rozczarowana, chociaż Polacy wierzyli nadal w jej szczęśliwą gwiazdę. Siostrzenica Poniatowskiego Anetka Potocka pisała, że "podczas pobytu pani Walewskiej w Warszawie traktowano ją jako facsimile cesarzowej". Walewska nie czuła chyba potrzeby, aby swych rodaków wyprowadzać z błędu.

Potem widziała cesarza jeszcze cztery razy. Pierwszy raz, kiedy zmęczony zatrzymał się u niej w Walewicach wracając spod Moskwy, drugi raz w Paryżu, kiedy przedstawił jej swego oficjalnego syna, trzeci, kiedy wraz z Aleksandrem odwiedziła go jako wygnańca na Elbie, i czwarty - kiedy po Waterloo zamierzał popełnić samobójstwo. Potem wywieziono go na Wyspę Świętej Heleny, a Maria wyszła za mąż za hrabiego Augusta Ornano. Urodziła mu syna Rudolfa Augusta, a potem umarła na zadawnioną chorobę nerek.

"Mój syn, dziecię spod Wagram, będzie kiedyś królem Polski" - mawiał Napoleon, ale mit królestwa rozwiał się ostatecznie pod Waterloo. Aleksander, który według cesarza miał zostać francuskim wojskowym, wychowywał się początkowo w Polsce, pod opieką swego wuja Teofila Łączyńskiego. Pamięć jego ojca była jednak wciąż żywa, skoro wielki książę Konstanty nigdy nie spojrzał mu prosto w oczy, chociaż marzył, aby Walewski został jego adiutantem. Napotkawszy zdecydowaną odmowę, nałożył na niego areszt i Aleksander potajemnie, przez Petersburg i Anglię, musiał uciekać do Francji. Tam, chociaż służył Bourbonom, obracał się towarzystwie dawnych żołnierzy cesarza, a nawet jego kochanka Rachela Felix, która urodziła mu syna, gustowała także w napoleońskim generale Bertrandzie i cesarskim bratanku zwanym księciem Plon-Plon.

Kiedy restytuowano cesarstwo i na tronie zasiadł cesarski bratanek Ludwik Napoleon, Walewski zajął się dyplomacją i został ministrem spraw zagranicznych. W 1838 roku, po śmierci swojego przyrodniego brata, księcia Reichstadtu, został jedynym spadkobiercą Napoleona Bonaparte. Cesarz Napoleon III podejrzewany był bowiem o nieślubne pochodzenie, gdyż jego matka, Hortensja Beauharnais, znana była ze swych licznych, skandalizujących romansów.

Walewski ożenił się z markizą Marią Ricci, wnuczką bratanka króla Polski Stanisława Poniatowskiego i pięknej włoskiej szewcowej. Maria urodziła mu troje dzieci, choć najmłodsza córka była wynikiem jej romansu z Napoleonem III. Po ujawnieniu tego faktu Walewski porzucił cesarską służbę i dość niespodziewanie dla wszystkich zmarł na apopleksję w wieku pięćdziesięciu dwóch lat.

Pomimo niezbyt udanych doświadczeń z Marią Walewską, której łóżkowa ofiara nie przyniosła Polsce niepodległości, do wariantu tego powrócono raz jeszcze po kongresie wiedeńskim.

Upadło wtedy efemeryczne Księstwo Warszawskie, które miało być zalążkiem nowej Polski, a na jego miejsce powstało równie efemeryczne Królestwo Kongresowe, którego władcą stał się wnuk Katarzyny Wielkiej, car rosyjski Aleksander I.

Zmierzch napoleońskiej epopei przeorientował Polaków z Zachodu na Wschód i to w osobie Aleksandra dopatrywać się poczęto nowego męża opatrznościowego.

Car był żonaty z Luizą, margrabianką badeńską, która po przejściu na prawosławie przybrała imię Elżbiety. Nie było to małżeństwo z miłości, gdyż wobec swojej żony był zawsze wyjątkowo oziębły. Urodziła mu ona wprawdzie dwie córki, pierwszą w sześć, drugą zaś w trzynaście lat po ślubie, ale obie zmarły w niemowlęctwie i więcej dzieci już nie było. Podejrzewano zresztą, iż ojcem drugiej córki był carski przyjaciel Adam Czartoryski, przez dłuższy czas kochanek Elżbiety. Rzecz charakterystyczna, iż Aleksander o tym romansie był doskonale poinformowany i całkowicie go aprobował. Być może chciał w ten sposób wynagrodzić żonie własną oziębłość, a może dawał jej zadośćuczynienie za własne romanse.

Przez jego życie przewinęła się bowiem niezliczona ilość kobiet, różnego wieku, różnej profesji i różnej narodowości. Jego kochanką była między innymi słynna pisarka francuska Herminia de Stael, zdeklarowana przeciwniczka Napoleona; w carskim łóżku demonstrowała swoją niechęć do bonapartystów.

Aleksandra szczególnie jednak upodobały sobie Polki, które nazywały go "aniołem pokoju" i marzyły o dostaniu się do carskiej sypialni. Księżna Czetwertyńska poślubiła nawet carskiego faworyta Naryszkina, aby być bliżej cara. Rzeczywiście po pewnym czasie została jego kochanką. W jej ślady poszła także młodsza siostra, Tyzenhauzówna, oraz Helena Rautenstrauchowa, z domu Dzierżanowska, która powiła mu nawet syna Gustawa. Nosił on później nazwisko Ehrenberg, był znanym poetą i całe swoje życie poświęcił sprawie ludu i walce z caratem. Jako organizator Świętokrzyżowców, warszawskiej filii Stowarzyszenia Ludu Polskiego, został potem aresztowany przez własnego wuja - Mikołaja I - i dwadzieścia lat spędził w kopalniach Sybiru.

Zanim wszakże do tego doszło, Polacy kochali się w Aleksandrze, który o tę przyjaźń zresztą umiejętnie zabiegał. Pisał płomienne manifesty, popierał polski parlamentaryzm, przyznał Królestwu liberalną konstytucję. Jego poczynaniami kierował swoisty mistycyzm o podłożu seksualnym, gdyż prym na dworze poczęły wodzić przeróżne prorokinie typu Katarzyny Tatarinowej i Barbary Krdener, które odwiedzały też carską sypialnię.

Mit "anioła pokoju" burzył jednak carski brat, wielki książę Konstanty, który przybył do Królestwa, aby objąć naczelne dowództwo wojsk polskich. Był to człowiek nieokiełznany, porywczy, wybuchowy i często aż do przesady grubiański. Jego żoną była Anna, księżniczka sasko-koburska, która nie mogąc wszakże wytrzymać poniżenia i upokorzenia, uciekła od niego do rodzinnych Niemiec. Żył potem oficjalnie ze swoją faworytą, baronową Friedrichs, która urodziła mu syna Pawła Aleksandra.

Nie wiadomo, w czyjej głowie pojawił się pomysł, aby Konstantemu podsunąć polską arystokratkę, która zdołałaby nastawić go przychylnie do Polaków. Do tego celu posłużono się Joanną Grudzińską, damą z dawnego fraucymeru hrabiny Vauban. Jej matka po rozwodzie z pierwszym mężem poślubiła Adama Brońca, marszałka zamku królewskiego w Warszawie, i Joanna miała przez to ułatwiony dostęp do wielkiego księcia. O tym niezwykłym romansie pisała Anetka Potocka:

"Kształtna, choć drobna postać Joanny odznaczała się elegancją, która przydaje blasku każdej modzie. Jasne loki, bladoniebieskie oczy, ocienione jaśniejszymi jeszcze rzęsami i słodycz wyrazu nadawały jej dyskretny urok pastelu. Wrodzona dystynkcja i szczególny wdzięk w ruchach widoczny był zwłaszcza w tańcu: rzekłbyś za poetą, że to nimfa muska ziemię nie dotykając jej stopami. Dowcipnisie mówili, że wślizgnęła się do serca Wielkiego Księcia tanecznym krokiem w rytmie tak w owej epoce modnego gawota... Taka sytuacja utrzymywała się przez dwa lata, po czym gruchnęła wieść, że małżeństwo zostało zawarte w ścisłej tajemnicy, ale z zachowaniem wszystkich obrzędów religijnych i kościelnych przewidzianych przez pozostający w mocy kodeks Napoleona".

Za sensację poczytano fakt, że Konstanty oddalił swoją kochankę i wydał ją za mąż za pułkownika kirasjerów Weissa, a Joannę zaślubił według katolickiego obrządku. Będąc szwagierką cara otrzymała ona tytuł księżnej łowickiej.

Co do tego, czy Joanna wywiązała się z nałożonych na nią patriotycznych obowiązków, zdania są podzielone. W jakimś stopniu wpłynęła na pewno na złagodzenie obyczajów wielkiego księcia i przywiązała go do Królestwa, którego zapragnął zostać suwerennym władcą. Powiadano, że to tylko dlatego nie przyjął ofiarowywanej mu po śmierci Aleksandra korony carskiej i zrzekł się jej na rzecz swego młodszego brata Mikołaja. Powiadano także, iż wiedział o przygotowywanym Powstaniu Listopadowym i nie zawiadomił o tym cara, a nawet w pewnym stopniu sprzyjał powstańcom. Powiadano wreszcie, że postanowił przejść na katolicyzm i że został z tego powodu na carskie polecenie otruty. Być może jest w tym wszystkim jakieś ziarno prawdy, ale także sporo przesady. Według Anetki Potockiej "na nieszczęście Joanna nie umiała zrobić użytku z wpływu, który jej pozycja powinna była jej zapewnić". Z łóżka Grudzińskiej do niepodległości Polski było chyba jeszcze dalej niż z sypialni Walewskiej. Joanna usatysfakcjonowana swoją wysoką pozycją towarzyską zapomniała zapewne o patriotycznych powinnościach i najprawdopodobniej nie wtrącała się w ogóle do polityki. Do końca swego życia utrzymywała przyjazne kontakty z Mikołajem I, a po zgonie Konstantego zamieszkała w Carskim Siole.

Próby budowania buduarowej polityki poniosły zatem zdecydowane fiasko i w warszawskich sypialniach nie odrodziła się niestety niepodległa i suwerenna Polska.

Monarsze przypadłości

W Polsce panowało w sumie 27 monarchów: 6 Piastów, 7 Jagiellonów, 3 Wazów, 2 Andegawenów, 2 Wettynów, 1 Przemyślida, 1 Walezjusz, 1 Batory oraz 4 królów wywodzących się z polskich rodów magnackich. Władzę zwierzchnią sprawowało ponadto 16 książąt z dynastii piastowskiej, którzy nie posiadali wszakże korony. Dynastia Piastów panowała przez dwanaście pokoleń, a Jagiellonów przez cztery pokolenia. Rzecz ciekawa, iż dwunaste pokolenie reprezentował wśród Piastów książę wrocławski Henryk IV, który zmarł pod koniec XIII wieku. Kazimierz Wielki, schodząc z widowni w osiemdziesiąt lat później, był królem w pokoleniu jedenastym. Różnica ta wynikała stąd, iż Henryk był potomkiem najstarszego, a Kazimierz najmłodszego syna Bolesława Krzywoustego, pomiędzy którymi było ponad trzydzieści lat różnicy.

W porównaniu z całą ówczesną populacją władcy Polski żyli stosunkowo długo. Średnia wieku panujących Piastów wynosiła 53 lata, Jagiellonów - 56 lat, Wazów - 60 lat oraz monarchów elekcyjnych - 54 lata.

Największą długowiecznością charakteryzowali się Stanisław Leszczyński - 89 lat, Władysław Jagiełło - 86 lat, Zygmunt Stary - 81 lat, Mieszko Stary - 76 lat, Władysław Łokietek - 73 lata, Henryk Brodaty - 72 lata.

Pomimo stosunkowo znacznej długowieczności królowie i panujący książęta nie odznaczali się jednak dobrym zdrowiem i bardzo często gnębiły ich przeróżne choroby, z którymi ówczesna medycyna nie zawsze dawała sobie radę.

O schorzeniach Piastów trudno jest cokolwiek bliższego powiedzieć, ponieważ wzmianki kronikarskie są w tym wypadku nadzwyczaj lakoniczne. Chrobry na przykład "popadł w ciężką chorobę, która nękała go przez kilka miesięcy ustawicznymi cierpieniami", Krzywousty "tracąc ciągle siły i słabnąc popadał w ciężką niemoc", a Kędzierzawego złożyła nagle choroba, "a książę zauważył jej powolne wzmaganie się". Tego rodzaju relacja nie stanowi oczywiście żadnej wskazówki diagnostycznej. Szczegółowiej komentowano jedynie przypadki śmierci gwałtownej. W sposób nagły zeszli z tego świata: Mieszko II, Bezprym, Bolesław Śmiały, Zbigniew, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały, Henryk Pobożny, Henryk IV Probus, Przemysł II.

Dokładniejsze dane pojawiają się dopiero w wieku XIV. Dowiadujemy się na przykład, iż Wacław II cierpiał na przeróżne fobie związane z miauczeniem kotów i odgłosami burzy, a zmarł - według kronikarza - na suchoty. Objawy nie są jednak w tym przypadku nazbyt precyzyjne i równie dobrze charakteryzować one mogą chorobę nowotworową. Przyczyną zgonu Władysława Łokietka był wylew krwi do mózgu, połączony z paraliżem i zaburzeniami mowy, natomiast Kazimierza Wielkiego - zapalenie płuc z powikłaniami w postaci ropnia opłucnej.

Ludwik Andegaweńczyk umarł w wyniku dziedzicznej kiły, a jego córka Jadwiga - w wyniku gorączki połogowej. Od Ludwika kiła rozpowszechniła się zresztą wśród monarchów, gdyż chorowali na nią Jan Olbracht, Aleksander, Zygmunt August, Henryk Walezy, Władysław IV, Jan Kazimierz i Jan Sobieski. Protokół sekcyjny Sobieskiego zawiera na przykład informację, iż "król miał dwie gangreny koło jajec".

Władysław Jagiełło był na ogół człowiekiem zdrowym, chociaż przeszedł malarię i zapalenie płuc, a na starość miał kłopoty ze wzrokiem. Był wszakże alergikiem, uczulonym na zapach jabłek.

O schorzeniach jego starszego syna, Władysława, nie można nic powiedzieć, ponieważ w wieku dwudziestu lat poległ pod Warną. Młodszy syn, Kazimierz, oprócz wrodzonej wady wymowy cierpiał na chorobę reumatyczną i zwyrodnienie kręgosłupa. Zmarł na dur brzuszny, którego nabawił się na Litwie. Na skutek odbiałczenia puchły mu nogi, a niedobór wody i elektrolitów doprowadził do zaburzeń w pracy nerek.

Synowie Jagiellończyka, Jan Olbracht i Aleksander, umarli na syfilityczny paraliż. Aleksander cierpiał ponadto na kamicę nerkową. Był także człowiekiem ociężałym umysłowo i miał wadę wymowy.

Najmłodszy syn Kazimierza, Zygmunt Stary, mimo iż dożył sędziwego wieku, nie cieszył się najlepszym zdrowiem. Cierpiał między innymi na bakteryjne zapalenie szpiku kostnego, a choroba ujawniona na prawym przedramieniu miała bardzo ciężki przebieg. Zwyrodnienie stawu skokowego doprowadziło także do wytworzenia się bolesnego guza na stopie. Chorował oprócz tego na podagrę, kamicę nerkową, reumatyzm, rwę kulszową, a na starość ujawniła się zaawansowana miażdżyca.

Niezwykle schorowany był także ostatni z Jagiellonów - Zygmunt August, ponieważ oprócz kiły dopatrywać się można u niego choroby nowotworowej. Miał także zaawansowaną podagrę, a ciężka malaria poczyniła spustoszenia w jego organizmie.

Pierwszy król elekcyjny Henryk Walezy był syfilitykiem i charakteropatą, ale zmarł śmiercią gwałtowną, zasztyletowany przez zamachowca. Jego następca, Stefan Batory, chorował na miażdżycę, umarł jednak w wyniku uremii, która rozwinęła się po zapaleniu nerek.

Niezwykle podatni na choroby byli królowie z dynastii Wazów. Zygmunt III odziedziczył po Jagiellonach podagrę i przekazał ją swoim synom. Często miewał też krwotoki z nosa, a pod koniec życia zaostrzyła się u niego miażdżyca. Umarł na udar mózgu.

Podagra u Władysława IV miała przebieg niezwykle ciężki i doprowadziła go nieomal do kalectwa. Zaostrzenia choroby następowały zwykle po sutych posiłkach i pijatykach (w których król szczególnie gustował), zatrzymując władcę na całe tygodnie w łóżku. Król oprócz kiły i podagry cierpiał także na kamicę nerkową, reumatyzm, częste zaburzenia przewodu pokarmowego, miażdżycę oraz miewał okresowe napady drgawek. Sekcyjnie stwierdzono u niego ropień nerki, z której wydobyto kamień wielkości gołębiego jaja.

Brat Władysława, Jan Kazimierz, chorował na niewydolność krążenia, a sekcja wykazała u niego zwyrodnienie mięśnia sercowego. Niezależnie od tego gnębiły go także rodzinne schorzenia: podagra i kiła. Przyczyną zgonu był wylew krwi do mózgu.

Michał Korybut Wiśniowiecki zmarł w wieku trzydziestu trzech lat po nadzwyczaj krótkim panowaniu. Podejrzewano nawet, że został otruty, ponieważ pozłacana miednica, do której w czasie sekcji wkładano królewskie wnętrzności, poczerniała. Cierpiał on jednak przez całe swoje krótkie życie, a główna przyczyna tych cierpień leżała przede wszystkim w nadmiernym obżarstwie. Powiadano, że podczas jednego posiłku potrafił zjeść na przykład tysiąc pomarańczy. Wiśniowieckiego cechowała ociężałość umysłowa, podejrzewano go nawet o debilizm. Cierpiał ponadto na cukrzycę, dolegliwości przewodu pokarmowego, niewydolność oddechową oraz miewał napady ostrej kolki nerkowej.


<== previous lecture | next lecture ==>
Monarsze sekrety 16 page | Monarsze sekrety 18 page
lektsiopedia.org - 2013 год. | Page generation: 0.284 s.