|
Monarsze sekrety 16 pageDate: 2015-10-07; view: 491. Pomimo to przez kilka lat codziennie odwiedzał swoją żonę w jej komnacie i urodziła mu ona dwóch synów i osiem córek. Bezustanne wypełnianie małżeńskich obowiązków, wynikające z nieposkromionego temperamentu Ludwika, zmęczyło Marię do tego stopnia, iż uskarżała się swoim dworkom: "wciąż sypiać z nim, wciąż być w ciąży, wciąż rodzić". Nie tylko Ludwik, ale także stary Leszczyński spostrzegł, iż sprawy nie podążają w dobrym kierunku, gdyż pisał, że "moja córka i moja żona to dwie najnud-niejsze kobiety, jakie spotkałem w swym życiu, i mój zięć przyszedłszy do komnaty swej żony, przyjmowany jest przez nią tak niechętnie, że jedyną jego przyjemnością staje się zabijanie much na szybach okiennych". Nic dziwnego, iż w takiej sytuacji król znalazł sobie w końcu pierwszą kochankę. Została nią pani de Mailly z domu de Nesle, kobieta w sumie brzydka, o długim nosie, spłaszczonych policzkach, ogromnych ustach i małych oczach, która jednak miała nad królową tę przewagę, że nie była pruderyjna. Królewski romans trwał kilka lat, w ciągu których Ludwik przestał w ogóle zachodzić do sypialni swojej żony. Opowiadano, że poroniła ona jedenaste dziecko i kiedy bezpośrednio po poronieniu nie wpuściła króla do siebie, ten - obrażony - zapowiedział, iż więcej jego noga u niej nie postanie. Był wtedy rok 1738 i byli już trzynaście lat po ślubie. Panią de Mailly zastąpiła później jej młodsza siostra i była zakonnica, pani de Vintimille. I ona także nie grzeszyła urodą. Niskiego wzrostu, tęga, o czerwonej szyi i ramionach, dostarczała jednak monarsze tego, czego nie chciała dostarczyć mu żona. Urodziła zresztą Ludwikowi nieślubnego syna, pierwszego z serii dwudziestu dwóch królewskich bastardów. Rozpaczał też bardzo, kiedy po porodzie umierała w straszliwych męczarniach. Zastąpiła ją trzecia siostra de Nesle, żona diuka de Lauraguais, a po niej czwarta, de La Tournelle. Maria przyglądała się bezsilnie królewskim faworytom, a kiedy nadszedł czas Joanny Poisson, znanej powszechnie jako madame Pompadour, świat o niej zapomniał. Przeżyła w Wersalu czterdzieści trzy lata, ale przez trzydzieści lat żyła już wyłącznie w cieniu, poświęcając się wychowywaniu swych dzieci, z których troje wprawdzie umarło, ale siedmioro (delfin i sześć brzydkich córek) dożyło pełnoletniości. Wokół królowej skupiła się tak zwana "partia dewotów", która nie miała jednak poważniejszego znaczenia. Oczkiem w głowie tej partii był oczywiście delfin Ludwik, którego usiłowano zjednać dla własnej polityki. Przychodziło to stosunkowo łatwo, gdyż delfin stanowił zaprzeczenie własnego ojca. Ociężały fizycznie i umysłowo, nie znał się na rządzeniu, nie interesował się kobietami, z upodobaniem natomiast poświęcał się religijnym praktykom i religijnym lekturom. Uwielbiał pouczać bliźnich i prawić im morały, a dewocję uważał za kwintesencję wszelkich cnót moralnych. W 1745 roku ożeniono go z infantką hiszpańską, piękną Marią Teresą, a na jego weselu Ludwik XV po raz pierwszy spotkał młodziutką Joannę Poisson. Maria Teresa zmarła już po kilkunastu miesiącach małżeństwa - przy porodzie. Sięgnięto wtedy znowu po polską królewnę. Następczynią infantki została Maria Józefa, córka Augusta III. Była to dziewczyna brzydka, rudawa, ale dość sympatyczna, a na dodatek wnuczka cesarza. Udało się jej pozyskać wzajemność delfina, który początkowo odnosił się do niej dość nieufnie i stale wspominał piękną Hiszpankę. Kiedy lody zostały przełamane, wszystko potoczyło się utartym trybem i Maria Józefa urodziła mężowi pięciu synów i trzy córki. Dwaj najstarsi synowie umarli jednak w dzieciństwie, a nieco później gruźlica zabrała także ich ojca. Sukcesja tronu przeszła w ten sposób na trzeciego wnuka Ludwika XV, księcia Berry, który miał zasiąść na tronie jako Ludwik XVI, nieszczęsna ofiara rewolucji francuskiej. Na tronie zasiedli także pozostali dwaj synowie Marii Józefy - hrabia Prowansji jako Ludwik XVIII i hrabia Artois jako Karol X. Matka nie dożyła wszakże ani klęsk, ani tryumfów swoich synów. Zmarła na gruźlicę w 1767 roku, mając zaledwie trzydzieści sześć lat. O rok przeżyła ją teściowa, Maria Leszczyńska. "Schudła ogromnie, była bezsilna i straciła możność chodzenia, a wzrok miała tak osłabiony, że całe dni nie otwierała oczu. Królowa spowiadała się codziennie, bojąc się umrzeć nagle w stanie grzechu. Gdy nie można było już nosić jej do kaplicy, prosiła, by odprawiano mszę świętą w jej sypialni. U stóp łóżka miała wielki krzyż, a rozpamiętywanie mąk Chrystusa stanowiło jej wielkie szczęście". Umarła mając lat sześćdziesiąt pięć. Król zapłakał nawet przy jej zwłokach, ale już wkrótce pocieszyła go kolejna faworyta, hrabina du Barry. Faworyty króla Stasia Stanisław August Poniatowski był trzecim po Warneńczyku i Janie Olbrachcie królem polskim, który zmarł w stanie bezżennym. Nie wynikało to bynajmniej z jakichkolwiek zahamowań seksualnych monarchy, ponieważ Poniatowscy znani byli powszechnie ze swego temperamentu. Najstarszy królewski brat, Kazimierz, był bodaj największym warszawskim hulaką i rozpustnikiem; otwartym powozem obwoził po ulicach rozebraną do naga swoją kochankę, zwaną Czarnooką Józefką. Ukończywszy siedemdziesiąt lat żył jeszcze oficjalnie ze słynną aktorką Agnieszką Truskolaską. Nie stronił także od kobiet drugi królewski brat, Michał, biskup i prymas Polski, ani też trzeci, Andrzej, generał wojsk austriackich, ojciec nieślubnego syna Michała Michałowskiego. Stanisław August także kochał kobiety i kilkakrotnie przymierzał się do ożenku, najpierw z Radziwiłłówną, potem z Potocką, a kiedy zasiadł na tronie - z księżniczką francuską lub arcyksiężniczką austriacką. Plany te storpedowała jednak caryca Katarzyna II, która nie była absolutnie zainteresowana odrestaurowaniem w Polsce monarchii dziedzicznej, a o tym, że Stanisław August mógł tę dziedziczność zapewnić, przekonała się osobiście. Swoją inicjację seksualną przeszedł on bowiem w sypialni przyszłej carycy. Poznali się w 1756 roku, kiedy to dwudziestotrzyletni Poniatowski przybył do Petersburga jako sekretarz posła angielskiego Williamsa. Jego miła powierzchowność i towarzyska ogłada wywarły silne wrażenie na Katarzynie, będącej ówcześnie żoną następcy tronu. Przystojna księżniczka także wpadła w oko Stanisławowi. Pisał później o niej, że "miała lat dwadzieścia pięć, była dopiero po pierwszym połogu i w tej pełni piękności, która jest szczytem rozkwitu kobiety urodziwej. Przy włosach czarnych płeć olśniewającej białości, rumieńce żywe, oczy duże, niebieskie i pełne wyrazu, rzęsy czarne i bardzo długie, nos grecki, usta - rzekłbyś - wołające o pocałunek". Ciążyli ku sobie już od pierwszego spotkania. Początkowo widywali się w domu Anglika Wroughtona, później u pisarza Jełagina. W życiu Poniatowskiego była ona pierwszą kobietą, gdyż napisał w swych pamiętnikach: "Mogłem jej złożyć w ofierze to, czego nikt nie posiadał... Nareszcie poznałem miłość i kocham z taką namiętnością, że gdybym mógł doznać zawodu, byłbym najnieszczęśliwszym z ludzi i czuję, że do wszystkiego bym się zniechęcił". Ich romans, mimo przeróżnych przeszkód, trwał dwa lata i zaowocował córką Anną. Dziecko nie żyło jednak długo i umarło w dzieciństwie. Rozbudzony w petersburskiej sypialni temperament Stanisława Augusta rozwijać się począł nadzwyczaj burzliwie. Jak pisał jeden z jego biografów, "korowód główek w jego życiu jest barwny i nieprzeliczony. Metresy stałe i dorywcze, królewny chwili i władczynie długich miesięcy, księżniczki krwi i magnatki najprzedniejszych rodów, szlachcianki zpuszcz brzeskich i gwiaz-dki z litewskich dworków, mieszczki warszawskie i zagraniczne awanturnice, modelki z pracowni Bacciarellego i pomywaczki z kuchni Tremona. Obok Ádemi-repsy- cnotliwa matrona; są wojewodziny, wojewodzicowe i wojewodzianki, znajdzie się starościna wespół z wdową po tapicerze, włoska markiza tuż przy Ámarmuzeli znad Sekwany. Są Angielki, Greczynki, Włoszki, Francuzki, Niemki i Żydówki. Słowem najsłodsze panoptikum piękności". Odtworzenie nazwisk królewskich kochanek jest praktycznie niemożliwe, ponieważ wiele z nich przemknęło się przez królewską sypialnię bezimiennie. Wiemy o dwóch jego kuzynkach: Aleksandrze Lubomirskiej i Izabeli Czartoryskiej. Pierwszą odstąpił później swojemu bratankowi Józefowi, drugą zaś ambasadorowi Rosji Repninowi. Uważano powszechnie, że córka Czartoryskiej Maria, późniejsza żona księcia Wrttemberg, była jego dzieckiem i popularnie zwano ją Ciołkówną. W królewskiej sypialni zagościły także na dłużej trzy księżne Sapieżyny: Joanna z Sułkowskich, Magdalena z Lubomirskich i Elżbieta z Branickich. Miała tam także swoje miejsce księżniczka kurlandzka Danuta Biron, francuska markiza i kabalarka Zofia Lullier, właścicielka salonu literackiego Maria Teresa Geoffrin, żona dyrektora fabryki porcelany baronowa Schtter, włoska śpiewaczka Benini. Osobne miejsce należy się jednak Elżbiecie z Szydłowskich Grabowskiej, o której mówiono, iż u schyłku życia monarchy została jego morganatyczną żoną. Poniatowski poznał ją, gdy był jeszcze stolnikiem litewskim. Młoda dziewczyna musiała zrobić na nim duże wrażenie, skoro zostawszy królem, sędziego Szydłowskiego, jej ojca, mianował senatorem i kasztelanem. Powołał nawet specjalnie dla niego kasztelanię mazowiecką, upoważniającą do senatorskiego tytułu. Wkrótce potem król doprowadził do małżeństwa Elżbiety. Wybrał dla niej wdowca, generała Jerzego Grabowskiego, z którym od dawna wiązały go przyjacielskie stosunki. Małżeństwo to stanowiło jedynie przykrywkę dla królewskiego romansu, gdyż Stanisław August pisywał w tym czasie do swej wybranki liściki następującej treści: "A więc moja droga Maleńka. Przyjdę dzisiaj do Pani zjeść kolację i uściskać Panią z całego mego serca. Choćby damy były, które nie ja będę uwodził, znajdę czas i sposób, aby dusić moją Maleńką". Grabowska tego rodzaju listy otrzymywała w owym czasie, kiedy jej mąż przebywał poza Warszawą i walczył z konfederatami barskimi. Został nawet przez nich porwany i uprowadzony, ale udało mu się uciec na Węgry i do Warszawy powrócił dopiero pod koniec 1770 roku. Podejrzliwie przeto patrzono na córkę Aleksandrę, którą generałowa powiła w kwietniu następnego roku. Po pierworodnej córce przyszły wkrótce dzieci następne: Michał, Izabela, Kazimierz i Stanisław. Ich ojcostwo trudno jest dzisiaj ustalić, ponieważ, jak podaje Niemcewicz, Elżbieta była w tym czasie metresą starszego brata królewskiego, Kazimierza. Król oficjalnie przyznawał się do Michała i Stanisława, chociaż niektórzy posądzali go także o ojcostwo Aleksandry i Izabeli. Kazimierz był prawdopodobnie królewskim bratankiem. Za firmowanie dzieci swoim nazwiskiem generał Grabowski otrzymał bogate królewszczyzny oraz ordery: Świętego Stanisława i Orła Białego. Po urodzeniu najmłodszego syna Elżbieta zadomowiła się na dobre u Stanisława Augusta. Nie mieszkała już w tym czasie z mężem, który zresztą zmarł po kilku latach. Nie bardzo wiadomo, czym Grabowska potrafiła przywiązać do siebie króla. Nie należała do kobiet przystojnych, a ambasador rosyjski Jan Jakub Sievers pisał nawet, że jest "ospowata i pomalowana". Mówiono także, że przypomina ona karykatury Hogartha, tak jest mała, garbata i cała pomarszczona. Opinie te pochodzą już z późniejszego okresu, kiedy ukończyła ona lat czterdzieści. Przedtem jeden z pamiętnikarzy pisał, że "nie była piękna na twarzy, ale figurę miała cudowną i pierś jak z marmuru wyciosaną". Może w tej piersi leżała zatem tajemnica jej powodzenia. Rosnące wpływy eks-generałowej spotykały się jednak z coraz większą niechęcią warszawskiego ludu. Przypisywano jej zgubny wpływ na króla, mówiono, że jest carskim szpiegiem, śpiewano o niej na ulicach nieprzyzwoite piosenki. Podczas Insurekcji Kościuszkowskiej strzelano do jej syna Michała, który był adiutantem królewskim, a jej bratanek, szambelan Stefan Grabowski, zawisł na szubienicy. Król, w trosce o bezpieczeństwo swojej metresy, zdecydował się w końcu wysłać ją za granicę. Kiedy Stanisława Augusta zesłano do Grodna, nie było jej obok niego. Przyjechała tam na dwa miesiące przed jego abdykacją, wraz z synem Michałem. Po śmierci Katarzyny nowy car, Paweł, zaprosił Poniatowskiego do Petersburga, ponieważ podejrzewał, że być może jest jego synem. Było to zupełnie nieprawdopodobne, gdyż Paweł urodził się, zanim Katarzyna poznała Stanisława, a jego ojcem był szambelan Sergiusz Sałtykow. W każdym razie Poniatowski podejmowany był z przepychem należnym suwerennemu monarsze. Do jego dyspozycji oddano Pałac Marmurowy, osobistą gwardię i okazały dwór. Na dworze tym przebywała zarówno Grabowska, jak i jej synowie Michał i Stanisław. Kiedy jednak po półtora roku August skonał rażony apopleksją, powrócili oni do Warszawy, gdzie Elżbieta otworzyła słynny salon literacki skupiający elitę intelektualną miasta. W czasie wojen napoleońskich słuch jednak po niej zaginął i dopiero w 1810 roku w "Gazecie Warszawskiej" pojawił się nekrolog donoszący, że: "Dnia 28 maja zakończyła życie w tutejszej stolicy JW Elżbieta z Szydłowskich Grabowska, Teodora Szydłowskiego wojewody płockiego i Teresy z Witkowskich córka, po Janie Grabowskim generale inspektorze wojsk litewskich wdowa, w roku sześćdziesiątym drugim wieku swego. W całym życia biegu łagodna, szczera, otwarta dla wszystkich, uprzejma dla przyjaciół, przystępna dla niższych, litościwa i dobroczynna, ostatek dni przykładnej oddana pobożności". Losy jej dzieci potoczyły się rozmaicie. Michał poświęcił się karierze wojskowej w służbie Napoleona, został generałem i komendantem Gdańska. Poległ pod Smoleńskiem podczas wyprawy moskiewskiej. Izabela wyszła za mąż za Walentego Sobolewskiego, który po śmierci generała Zajączka został namiestnikiem Królestwa Polskiego. Kazimierz został marszałkiem wołkowyskim, a Stanisław ministrem oświecenia w Królestwie i kawalerem maltańskim. Ze względu na swe prorosyjskie zapatrywania otoczony był powszechną pogardą. Najtragiczniejszy los spotkał najstarszą, Aleksandrę. Matka wy-dała ją za mąż za szambelana królewskiego Franciszka Krasickiego, ale nie oddała jej mężowi, lecz prosto z kościoła kazała wracać do domu. Na próżno hrabia Krasicki upominał się o swoje prawa. Wolno mu było jedynie widywać swoją żonę w obecności osób trzecich, w salonach jej matki. Pewnego dnia, podczas balu, padła nagle nieżywa. Przyczyną zgonu był zapewne udar słoneczny. Zrozpaczony małżonek opłakiwał jej śmierć do końca swego życia i nigdy więcej nie stanął na ślubnym kobiercu. Saska infantka i książę Pepi Żaden z licznych synów Augusta III nie zasiadł na tronie polskim, chociaż Karol Krystian ożenił się prawdopodobnie w tym celu z Franciszką Krasińską. Dopiero królewski wnuk, Fryderyk August III, został nominowany przez Napoleona księciem warszawskim, a jego jedyną córkę Marię Augustę uznano za polską infantkę. Ojciec Fryderyka Augusta, Fryderyk Krystian, najstarszy z żyjących synów królewskich, urodził się kaleką. Miał skrzywiony kręgosłup i niedowład nóg, co uniemożliwiało mu poruszanie o własnych siłach. Ożeniono go jednak z Marią Antoniną Walpurgis, córką elektora bawarskiego Karola Alberta, a jednocześnie wnuczką Teresy Kunegundy Sobieskiej. Maria Antonina była kobietą urodziwą, pełną temperamentu i nie- zbyt odpowiadało jej współżycie z mężem, który swoje obowiązki w sypialni wypełniał przy pomocy lokajów. Nawiązywała zatem liczne romanse, z których najsłynniejszy był z hrabią Vizhumem. Urodziła jednak mężowi dwóch synów: Fryderyka Augusta i Karola, chociaż obaj byli również upośledzeni fizycznie. Karol na zawsze przykuty został do inwalidzkiego wózka, Fryderyk natomiast miał nienaturalnie cienkie nogi, kłopoty z chodzeniem i nerwowe tiki mięśni twarzy. Kiedy w 1763 roku zmarli zarówno August III, jak i chory na ospę jego syn, Fryderyk Krystian, Fryderyk August został kolejnym elektorem saskim. Kiedy doszedł do pełnoletniości, ożenił się z Marią Amelią z Wittelsbachów; urodziła mu ona córkę Marię Augustę. Córka ta została polską infantką, w osobie której ześrodkowała się cała historia Polski. Była prawnuczką króla Augusta III Wettyna, a jej habsburskie prababki skoligaciły ją z Piastami, Jagiellonami i Wazami. Jedna z jej prababek była córką Jana III Sobieskiego i powinowatą Michała Wiśniowieckiego. Babka, Maria Józefa, poślubiła wnuka Stanisława Leszczyńskiego, a poprzez męża, delfina Francji, była także daleką powinowatą Walezjuszy i Andegawenów. Do kompletu dynastycznych koneksji brakowało wprawdzie infantce powinowactwa z ostatnim monarchą Stanisławem Augustem Poniatowskim, który nie miał legalnych dzieci, ale przeszkodę tę można było usunąć poprzez małżeństwo z królewskim bratankiem księciem Józefem, wyznaczonym przez stryja na sukcesora. Restauracja polskiej monarchii, o której w czasach napoleońskich myślało się i mówiło coraz więcej, nie była jednak sprawą prostą. Cesarz Napoleon grał tutaj wyraźnie na zwłokę. Mianowawszy Fryderyka Augusta księciem warszawskim oświadczył bowiem wyraźnie: "Dałem mu Księstwo traktatem tylżyckim, by nie wzbudzić zaniepokojenia, ale to panujący starzec i Niemiec. Ale gdybym był stworzył Królestwo Polskie, to dla takiego narodu jak wasz, dałbym innego króla". Spekulowano zatem, kto ma być tym królem, bo wierzono, że królestwo jednak powstanie. Do nie istniejącego jeszcze tronu przymierzali się wprawdzie szwagier Napoleona i król Neapolu - Joachim Murat, cesarski brat Hieronim, a także cesarski pasierb Eugeniusz Beauharnais. Wspominano również o marszałku Louisie Davoucie, księciu elektorze Ludwiku z Hohenzollernów, Ferdynandzie Bourbonie z Hiszpanii oraz Ferdynandzie Habsburgu, księciu Toskanii. Konstytucja 3 Maja stanowiła bowiem wyraźnie, że: "Dynastia przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego Elektora Saskiego... Gdyby zaś dzisiejszy Elektor Saski nie miał potomstwa płci męskiej, tedy mąż, przez Elektora, za zgodą Stanów Zgromadzonych, Córce Jego dobrany, zaczynać ma linię następstwa płci męskiej do tronu polskiego". Konstytucję tę zamierzał uszanować nawet cesarz Napoleon, który po rozwodzie z Józefiną brał pod uwagę Marię Augustę jako kandydatkę na swoją przyszłą małżonkę, gdyż pragnął przejąć tron polski dla siebie. "Jeżeli jednak ożenię się z infantką - powiedział - Polacy zażądają ode mnie Polski w jagiellońskich granicach", i zdecydował się na mariaż z arcyksiężniczką austriacką Marią Luizą, córką cesarza Franciszka I. Polacy na przyszłym tronie polskim chcieli oczywiście widzieć swojego rodaka i stąd też zrodziła się propozycja małżeństwa dwudziestopięcioletniej infantki z czterdziestopięcioletnim bratankiem króla, księciem Pepi, jak go wówczas powszechnie nazywano. Związek ten wypełniłby wszystkie postanowienia ustawy konstytucyjnej, kojarząc królewski ród Wettynów z królewskim rodem Poniatowskich. Mówiono zresztą powszechnie, iż "pełna nauki i rozumu", chociaż "dość czerwona i otyła" infantka darzy księcia Józefa szczerą miłością. Nie była to jednak niestety miłość odwzajemniona. Książę nie szukał bowiem u kobiet nauki i rozumu i z uporem nie dawał zapędzić się w związki małżeńskie. Swatano go wcześniej z siostrami Czartoryskimi, Rzewuską, Zamoyską, ale zawsze udawało mu się od ślubu wykręcić. Jego żywiołem były przede wszystkim salony i bitwy, ponieważ wśród pięknych kobiet i dzielnych żołnierzy czuł się najlepiej. Miał w swoim życiu niezliczoną ilość kochanek. Listę ich otwierała młodzieńcza miłość Maria Karolina Thun, późniejsza żona lorda Guilforda. Później na listę tę trafiły Jabłonowska, Potocka, Lubomirska, Kazanowska, Wielhorska, Bronikowska, Cichocka, a po- dobno także siostra Napoleona Paulina, nieślubna córka króla Stasia Maria, żona księcia Wrttemberg, a nawet własna siostrzenica księcia Poniatowskiego, Anetka Potocka. Pomimo nieprzebranego bogactwa faworyt tylko trzy kobiety wycisnęły na jego życiu swoje niezatarte piętno. Pierwszą z nich była Zelia Sitańska, córka kapelmistrza orkiestry Tyzenhausa i śpiewaczka teatru narodowego. Jej związek z księciem trwał blisko trzy lata i zaowocował nieślubnym synem, którego zapisano w metrykach jako "Józefa Szczęsnego Maurycego Chmielnickiego, syna prawego Józefa Chmielnickiego, oficera służby cesarskiej". Próżno byłoby jednak w cesarskim korpusie szukać jego ojca. Nazwisko swoje uzyskał on bowiem od starostwa chmielnickiego, które król podarował w tym czasie swojemu bratankowi. Książę nie wypierał się jednak ojcostwa i cieszył się, kiedy roczny syn "czarny jak Indianin i silny jak lew, bije się ze wszystkimi dziećmi". W swoim testamencie zapisał mu zresztą dziesięć tysięcy czerwonych złotych. Po rozstaniu z Sitańską Poniatowski wybrał się do Brukseli, gdzie poznał starszą od siebie o lat dziesięć francuską hrabinę Henriettę de Vauban, żonę podporucznika żandarmów i szambelana księcia orleańskiego. Nie wiadomo, czym ta podstarzała dama ujęła księcia, ponieważ "była wysoka i chuda, twarz blada, ale nie bez wyrazu, zachowała jeszcze ślady wdzięków, o których sile wątpić nie chciała. Uśmiech miała nieco szyderczy, mowę nader cichą, zdrowie poprzednim sposobem życia osłabione". Urody nie dodawały jej też wyraźne ślady po ospie, które szpeciły twarz. Mimo iż księcia nękały wówczas febra, żółtaczka, choroba oczu i odnowiona rana, nawiązał z ową damą romans, który zakończył się wprawdzie dość prędko, ale hrabina na zawsze weszła w życie królewskiego bratanka. Zabrał ją ze sobą do Warszawy, gdzie w pałacu Pod Blachą spełniała rolę pierwszej damy. Przypominała w tym madame Pompadour, ponieważ kiedy ze względu na swój wiek nie mogła już zaspokajać młodszego od siebie kochanka, została po prostu rajfurką i dostarczała mu młode i piękne dziewczęta. Było to oczywiście rajfurzenie na najwyższym poziomie, ponieważ o zaszczyt bywania u hrabiny zabiegały największe polskie arystokratki. Zastanawiano się, co mogło łączyć tych dwoje ludzi. Być może chodziło tu o politykę, ale chyba raczej o pieniądze. Mówiono, iż Vauban pożyczyła kiedyś Poniatowskiemu olbrzy- mie sumy, których ten, pogrążony w ustawicznych kłopotach finansowych, nie był w stanie jej oddać. Utrzymywał ją za to w swym pałacu i ulegał jej zachciankom i kaprysom.
|