|
Monarsze sekrety 15 pageDate: 2015-10-07; view: 387. Swoje miłosne podboje August rozpoczął stosunkowo wcześnie, ponieważ atmosfera na dworze drezdeńskim była nader swobodna, wzorowana na francuskim Wersalu. Mając lat siedemnaście książę, pod nazwiskiem hrabiego Leisinga, wyruszył w podróż po Europie. Trwała ona dwa lata i wiodła przez Niemcy, Francję, Hiszpanię, Portugalię, Włochy, Węgry i Austrię. W każdym z odwiedzanych przez siebie krajów pozostawiał po sobie liczne kochanki i liczne dzieci. Nie miał w tym czasie żadnych uprzedzeń klasowych, skoro romansował zarówno z arystokratkami, jak na przykład z hiszpańską hrabiną Mocenigo, jak i z dziewczętami z gminu, na przykład z Wenecjanką Trompettiną. Po powrocie do Drezna ożenił się z Krystyną Eberhardyną, córką margrabiego Brandenburg-Bayreuth, z bocznej linii Hohenzollernów. Był w niej początkowo zakochany, ponieważ podobała mu się ładna, wyrośnięta i wdzięcznie zaokrąglona panienka o jasnej cerze i blond włosach. Zalety umysłu miała jednak dość wątpliwe i początkowe zauroczenie minęło równie szybko, jak przyszło. Urodziła mu ona tylko jednego syna, który później zasiadł na tronie polskim jako August III. Znudzony swą prowincjonalną małżonką August nawiązał romans z damą dworu swojej matki Zofią Kessel. Pisano o niej, że "była wzrostu pięknego, czarniawa, oczy jasne, szczupła, stan przedziwny i rozum piękny, lubo trochę melancholiczna". Romans ten nie trwał długo, gdyż podczas nieobecności kochanka matka wydała ją za mąż za marszałka dworu Jana Haugwitza i wyprawiła do Wittenbergi. Młody elektor nie potrafił jednak żyć bez towarzystwa kobiet i wkrótce poznał Aurorę Knigsmarck, która została jego pierwszą, oficjalną metresą. Aurora pochodziła ze Szwecji i była siostrą hrabiego Filipa, kochanka królowej Anglii Zofii Doroty, którego zazdrosny mąż, Jerzy I, kazał podstępnie zamordować. Mówiono o niej, że "do urodzenia wielkiego przyłączyła i rozum wyborny, i jak mogą być gracje najpiękniejsze". Zakochany August kazał jej wybudować w Dreźnie pałac i uczynił ją przełożoną opactwa w Kwedlinburgu. Knigsmarck zadbała przede wszystkim o to, aby pozyskać sympatię żony elektora, Krystyny, i jego matki - Anny. Zaakceptowały one w końcu jej obecność na dworze i na uroczystościach pojawiały się odtąd niezmiennie obok siebie. Krystyna i Aurora jednocześnie zaszły w ciążę i obie urodziły synów. Mówiono, iż wcześniej przyszedł na świat Maurycy, syn Aurory, ale ze względów dynastycznych pierwszeństwo oddano Augustowi III. Maurycy był postacią niezwykle barwną. Po ojcu odziedziczył swoją obyczajową rozwiązłość i pierwsze dziecko spłodził w wieku trzynastu lat. W całej Europie komentowano jego romanse z księżną Conti, z Adrianną Lecouvreur, panią Favart, księżną de Bouillon, a także Anną, przyszłą carycą Rosji. Kandydował do tronu kurlandzkiego, którego nie zdobył, ale został za to marszałkiem Francji. Pod koniec swego życia utrzymywał stosunki z siostrami Rinteau, z których jedna urodziła mu córkę Marię Aurorę. To od niej w prostej linii pochodziła znana pisarka George Sand, późniejsza kochanka Chopina, Musseta i Mrimego. Poród Aurory zakończył jej związek z Augustem, ponieważ - jak pisał królewski biograf - "doktorowie po porodzie zostawili w niej jakieś zepsowanie, że zapach był nieprzyjemny, iż żaden najwymyślniejszy i najmocniejszy odór nie mógł tego smrodu zwyciężyć". Rozstali się jednak w całkowitej zgodzie i pozostali ze sobą nadal w przyjaźni. Knigsmarck wyjechała do Kwedlinburga, zamieniając wkrótce średniowieczne opactwo w rodzaj miłosnego dworu, na wzór pałacu w Rambouillet. Następną metresą Augusta została hrabina Lamberg Esterle, która "nie miała cnoty bardzo surowej" i postarała się zaciągnąć elektora do swojej sypialni. W przeciwieństwie do prostolinijnej Aurory była kobietą wyniosłą, mściwą i nieszczerą. Towarzyszyła ona Augustowi podczas jego koronacji w Krakowie, a kiedy został królem, "tak się hardą uczyniła, iż wszystkich jakoby nie znała, wyjąwszy tych, do których miała jaki interes". Interes miała zaś do ministra Flemminga i księcia Wiśniowieckiego, których od czasu do czasu dopuszczała do swojej łożnicy. Skończyło się to dla niej niezbyt fortunnie, gdyż król kazał ją oddalić z dworu, a jej synowi odmówił swego ojcostwa. Przez kilka miesięcy, przy braku oficjalnej metresy, August romansował z Turczynką Fatymą, poznaną u wojewodziny Przebendowskiej. Urodziła mu ona syna, któremu król nadał tytuł hrabiego i nazwisko Rutowski. Został później znanym masonem i generalnym feldmarszałkiem Saksonii. Córka Fatymy, Maria Aurora, wyszła za mąż za cześnika koronnego Michała Bielińskiego. Rozstawszy się z Turczynką August wydał ją za pułkownika i dyplomatę saskiego Spiegla. Kolejną metresą została Urszula Lubomirska z domu Alten Bokum, żona podstolego koronnego i bratanica prymasa Radziejowskiego. Król rozwiódł ją z mężem i zabrał ze sobą do Drezna. Wyjednał dla niej u cesarza tytuł księżnej cesarstwa, który miała nosić pod nazwiskiem Cieszyńska. Lubomirska nie pozyskała jednak nigdy względów królewskiej małżonki, a kiedy powiła syna, zapanowały pomiędzy nimi stosunki wręcz wrogie. Syna ochrzczono imieniem Jana Jerzego i został on potem kawalerem maltańskim i gubernatorem Drezna w stopniu feldmarszałka. Związek z Lubomirską trwał kilka lat, aż do tego czasu, kiedy August poznał Annę Hoym, żonę saskiego ministra stanu, która weszła do historii jako hrabina Cosel. Była to kobieta niezwykle inteligentna, a przy tym zapobiegliwa. Wymogła ona na królu ostateczne oddalenie poprzedniej metresy oraz zobowiązanie, że po śmierci królowej zawrze z nią małżeństwo, a jej dzieci uzyskają prawa sukcesyjne. Zakochany monarcha przystał na te warunki, rozwiódł ją z mężem i wyjednał dla niej tytuł hrabiny cesarstwa. Cosel na dworze drezdeńskim spełniała tę samą rolę, co madame Pompadour w Wersalu. To ona decydowała o dworskich awansach i to od niej zależały kariery saskich polityków. Urodziła królowi troje dzieci: córkę Augustę, wydaną później za saskiego ministra Friesena, oraz Fryderykę, która poślubiła podskarbiego koronnego Jana Moszyńskiego. Syn August umarł w dzieciństwie. Z czasem apodyktyczność metresy poczęła królowi coraz bardziej ciążyć, tym bardziej iż pojawiły się nowe kochanki: Henryka Renard i tancerka Duprac. Wykorzystawszy pogłoski o romansie Cosel z hrabią Lecherenne, August oskarżył ją o zdradę, kazał aresztować i zamknąć w twierdzy Stolpen. Przebywała w niej ponad czterdzieści lat, aż do swej śmierci. Nie skorzystała z wolności, którą ofiarował jej po śmierci ojca August III. Tymczasem król po raz kolejny został ojcem, gdyż Henryka Renard powiła mu córkę Annę, znaną później pod nazwiskiem hrabiny Orzelskiej. To z nią odbył swoją seksualną inicjację król pruski Fryderyk Wielki, a opowiadano także, że była kochanką własnego ojca. Poślubiła ona księcia Karola Holstein-Bock i po śmierci ojca na zawsze usunęła się z Drezna. U schyłku swojego romansu z hrabiną Cosel August poznał także Mariannę Denhoffową, żonę podkomorzego wielkiego litewskiego, i uczynił ją swoją nową metresą. Denhoffowa, dzięki swym koneksjom w Watykanie, załatwiła sobie u papieża Klemensa XI rozwód i wyjechała z królem do Drezna. Królewski romans trwał blisko trzy lata, ale kiedy Marianna usiłowała izolować Augusta towarzysko, ten odprawił ją do Warszawy. Po jakimś czasie poślubiła księcia Ignacego Lubomirskiego, pisarza wielkiego koronnego. August zabawiał się w tym czasie z Erdmutą Dieskau, o której mawiał, że "gdyby miała tyle rozumu co piękności, zapewne by chuć moją uspokoiła na całe życie". Dieskau rozumu jednak nie miała i król wydał ją za marszałka dworu Jana von Loss, a sam zajął się Henryką Osterhausen. Była to już ostatnia jego oficjalna metresa. Król przekroczył sześćdziesiąt lat, szwankowało mu zdrowie, wypalał się jego seksualny temperament. Absorbowało władcę zresztą zabezpieczenie sukcesji swojemu jedynemu legalnemu synowi. Związek z Osterhausen nie trwał więc długo i, wbrew swoim zwyczajom, August ją porzucił, nie zadbawszy nawet o zabezpieczenie jej przyszłości. Henryka wyjechała do Pragi, gdzie wstąpiła do zakonu urszulanek. Powiadano jednak, iż w klasztorze tylko sypiała, dnie zaś spędzała na rozrywkach i uciechach. W Pradze poznała swego przyszłego męża, szambelana królewskiego, Stanisławskiego. Augustowi umarła w tym czasie żona Krystyna, z którą nie łączyło go wprawdzie od dawna żadne uczucie, ale której stratę przeżył dość boleśnie. Kazał sprowadzić na dwór nieślubną córkę Annę Orzelską, którą ze wszystkich swych dzieci kochał chyba najbardziej i która towarzyszyła mu aż do śmierci. Chybione elekcje Pierwsza połowa XVIII wieku stanowiła w Polsce czasy nader osobliwe. Zapomniano wtedy o patriotyzmie i sprawiedliwości, religia zamieniała się w ciasną dewocję, prawda przeszła w obłudę, a obowiązek w warcholstwo. Narodową cnotą stało się tanie pochlebstwo. Palono czarownice, odprawiano egzorcyzmy, ćwiczono pod pręgierzem niezamężne matki. Niejaki Kazimierz Kamiński, którego podejrzewano, że zapisał swą duszę diabłu, cudem tylko uniknął śmierci, a diabła wypędzono z niego za pomocą chłosty. Głównym zajęciem szlachty stało się jedzenie i picie, ponieważ czasy te stanowiły apogeum narodowego obżarstwa i pijaństwa. "Panowie tak w domach jak i na publicznych miejscach przebywając, kochali się w wielkich stołach, dawali sobie na publice nawzajem obiady i wieczerze" - pisał Jędrzej Kitowicz, a wojewoda wileński Krzysztof Zawisza dodawał do tego, że "kto umiał dobrze pić, pewny był fortuny, przyjaciół i honoru". Te sybaryckie czasy stworzyły także sybaryckich monarchów, a może przez tych monarchów właśnie zostały w jakimś stopniu zainspirowane. Los był bowiem bardzo przewrotny i postawił obok siebie dwie podobne osobistości, którym kazał najpierw rywalizować o tron, obie na tym tronie posadził, skłócił, pogodził, a na koniec wreszcie skoligacił. Mowa tu oczywiście o Stanisławie Leszczyńskim i Auguście III Wettynie. Leszczyński, chociaż przeżył Augusta, był od niego znacznie starszy. Żył zresztą wyjątkowo długo i kto wie, czy gdyby nie nieszczęśliwy wypadek, nie doczekałby rozbiorów Polski, obchodząc wtedy swoje setne urodziny. Wywodził się z rodu magnackiego, chociaż nie najwyższej proweniencji. Jego genealogia sięgała XIV wieku, czyli czasów Rafała z Leszna. Imię Rafał było zresztą w tej rodzinie dziedziczne, ponieważ nosili je sekretarz Zygmunta Starego, wojewoda bełsko-kujawski, kasztelan wiślicki, a także ojciec Stanisława, podstoli wielki koronny. Tenże podstoli nie pozostawił po sobie najlepszej opinii, ponieważ w czasie najazdu szwedzkiego trzymał stronę Karola Gustawa. Na Szwedach opierał się także jego syn i to oni, zmusiwszy do abdykacji Augusta II Mocnego, po raz pierwszy wprowadzili go na tron polski. Było to wszakże panowanie czysto iluzoryczne, ponieważ kiedy po klęsce połtawskiej August powrócił do Polski, Stanisław musiał uciekać z kraju. Azylu szukał najpierw w Turcji, gdzie snuł plany rozbioru swojej ojczyzny, pragnąc wykroić dla siebie jakiekolwiek królestwo. Potem udał się do Szwecji i został głównodowodzącym armii, ale gdy August II nasłał na niego siepaczy, przestraszył się i wyjechał do Alzacji. I właśnie wtedy zdarzyła się rzecz zdumiewająca, o której nigdy zapewne nie marzył. Został teściem króla Francji Ludwika XV, od którego otrzymał w dożywocie księstwo Lotaryngii. Po śmierci Augusta II Leszczyński raz jeszcze usiłował wygrać swoją szansę. W przebraniu kupca udał się do kraju, stanął do elekcji i po raz drugi został wybrany królem. Opowiedziało się za nim dwanaście tysięcy elektorów, podczas gdy jego konkurent August III otrzymał zaledwie tysiąc głosów. Za Augustem stała jednak potęga Rosji, której wojska wchodzić poczęły na przedmieścia Warszawy. Ponownie król elekt musiał uchodzić ze stolicy i czynił to bardzo pośpiesznie. Pojechał najpierw do Gdańska, później zaś do Królewca. W Królewcu, dzięki swojej ogładzie i znacznej wiedzy, pozyskał zaufanie króla Prus Fryderyka Wielkiego. Prowadził z nim filozoficzne dysputy, ale nie udało mu się namówić pruskiego monarchy do interwencji w Polsce. Wyjechał zatem do swej Lotaryngii, zrzekł się formalnie tronu i pędzić począł spokojny żywot sybaryty, do którego był zresztą stworzony. Rozmyślał, filozofował, snuł plany reform, pisał, ale nade wszystko folgował urokom stołu i łoża. Jego oficjalną metresą była w tym czasie markiza de Boufflers. Spędził w ten sposób ponad trzydzieści lat, wyzbywając się wszystkich ambicji politycznych. Pogodził się nawet ze swoim dawnym konkurentem Augustem III, z którym wszedł nawet w rodzinne koligacje, kiedy jego wnuk, delfin Francji, poślubił córkę Augusta Marię Józefę. Stary i coraz grubszy eks-monarcha pomimo swego wieku i pobożności pędził życie nader rozpustne i wystawiał na szwank dobre imię swej córki, królowej Francji. Córka postanowiła go w końcu ożenić i jako kandydatkę na żonę wybrała mu siostrę swojej synowej, Marię Krystynę Wettyn, młodszą od Leszczyńskiego o pięćdziesiąt osiem lat. Były król, po początkowych oporach, zaakceptował w końcu ten związek, który miał sprawić, że zostałby nie tylko dziadkiem, ale także szwagrem następcy francuskiego tronu. Z niewiadomych przyczyn do małżeństwa jednak nie doszło, a Marii Krystynie przyznano uposażenie w opactwie Ramiremont. Przebywała w nim ona aż do końca swojego krótkiego życia. W kilka lat po jej śmierci zmarł także wiekowy niedoszły małżonek. Konkurent Leszczyńskiego do tronu, August III, był jedynym legalnym synem Augusta II Mocnego. Już od najmłodszych lat ojciec przygotowywał go do objęcia sukcesji i w tym celu zmusił do zmiany wyznania luterańskiego na katolickie. Wysłał go także w podróż po Europie, aby mógł się zapoznać z zasadami rządzenia państwem. Z tego czasu zachowała się charakterystyka królewicza, którą skreślił feldmarszałek Flemming: "Kocha się we wspaniałościach i kosztownych strojach i ma przekonanie, że zna się na tym. Kocha jedzenie, dobre i drogie wino, ale ich nie nadużywa. Uwielbia włoską muzykę. Posiada inklinacje właściwe dla książąt - do polowań, koni, psów. Jest skąpy, o ile chodzi o pieniądze, którymi rozporządza, lecz bardzo liberalny, gdy wydają je ci, którzy trzymają kasę. Ma wielką skłonność do dam, lecz gardzi bałamutkami. Kiedyś rumienił się, gdy rozmawiano przy nim o zalotach miłosnych, ale od jakiegoś czasu tak się do tego przyzwyczaił, że odczuwa przyjemność, gdy mu się o tym opowiada. Sądzi, że jest całkowicie obojętny na płeć piękną, lecz sądzę, że stać go na uczucia". Charakterystykę tę Flemming pisał, kiedy królewicz miał dwadzieścia cztery lata. Wtedy rzeczywiście przeżywał jakieś bliżej nieokreślone miłostki, zwłaszcza zaś podczas swojego pobytu we Francji. W rok później ojciec ożenił go z córką cesarza Józefa I - Marią Józefą. Małżeństwo to miało charakter dynastyczny, ponieważ August II, obserwując wymieranie męskich linii Habsburgów, pragnął w ten sposób przybliżyć syna do cesarskiej korony. Syn cesarzem jednak nigdy nie został, a tron polski zawdzięczał wyłącznie poparciu imperatorowej Rosji. Małżeństwo wpłynęło jednak na zmianę obyczajów Augusta. Maria Józefa była kobietą nader pobożną i otaczała swoją opieką kościoły i zakony, spośród których upodobała sobie szczególnie zakon jezuitów. Za swoje podstawowe zadanie uważała wszakże rodzenie mężowi dzieci i urodziła ich w sumie czternaścioro: siedmiu synów i siedem córek. Wszystkie córki jako pierwsze imię otrzymały Maria, na cześć Matki Bożej, natomiast wśród synów przewijało się imię Franciszka Ksawerego, świętego zakonu jezuitów. August zerwał z przelotnymi miłostkami i został wierny swojej wiecznie brzemiennej żonie. Kiedy po jej śmierci namawiano go, aby wziął sobie metresę, zareagował na to prawdziwym oburzeniem. Od czasu małżeństwa począł jednak tyć i pulchny dotychczas młodzieniec zamienił się w otyłe monstrum. Powiadano zresztą, iż w tym czasie zjadał na obiad co najmniej dwadzieścia potraw. Jakie to były potrawy, podpowiada nam Jędrzej Kitowicz: rosół, barszcz, bigos, gęś ze śmietaną i grzybami, flaki, cielęcina na szaro, cielęcina na biało ze śmietaną, kury, kurczęta, gęsi na rumiano, indyki, kapłony, baranina z czosnkiem, prosięta, nogi wołowe w galarecie, wędzonka wołowa, kiełbasy, kiszki z ryżem, zające, sarny, jelenie, dziki, przepiórki, kuropatwy, cietrzewie. Król obrastał zatem w sadło, czemu towarzyszyła postępująca degradacja psychiczna. Najmilszym zajęciem stało się strzyżenie papieru, strzelanie przez okna do wałęsających się po ulicy psów, policzkowanie błaznów i udział w polowaniach. Polowania te, ze względu na królewską tuszę, urządzano na pałacowych dziedzińcach, na których ustawiano drzewa i wpuszczano zwierzynę. Każdy strzał był celny i zdarzało się, że na jednym takim "polowaniu" król kładł trupem i sześć niedźwiedzi. Odseparowany od swoich poddanych August stawał się coraz bardziej człowiekiem samotnym, a samotność ta była szczególnie odczuwalna po śmierci Marii Józefy. Interesował się wprawdzie sztuką, kochał operę i nie opuszczał żadnej premiery. W Polsce bywał bardzo rzadko. W ciągu swojego trzydziestoletniego panowania spędził w niej w sumie niecałe dwa lata. Śmierć miał symboliczną. Skonał niespodziewanie na próbie generalnej opery "Leucippe", która uświetnić miała jubileusz jego panowania. Umarł w Dreźnie i - podobnie jak Stanisław Leszczyński - nie spoczął nigdy w królewskich grobach na Wawelu. Królowa Francji Kiedy w 1719 roku król Polski Stanisław Leszczyński w ucieczce przed Augustem Mocnym opuścił Księstwo Dwóch Mostów i osiadł w alzackim Wissemburgu, nikt zapewne nie przypuszczał, iż już za kilka lat zostanie on teściem jednego z największych monarchów europejskich - Ludwika XV. Nie liczył na to także z całą pewnością polski wygnaniec, któremu rok wcześniej umarła ukochana córka Anna, kobieta inteligentna i wykształcona, z którą wiązał wszystkie swoje ojcowskie nadzieje. Jej młodsza siostra Maria po swej matce, Katarzynie Opalińskiej, odziedziczyła bigoterię i całkowity brak polotu, a matka mówiła do niej, że "będąc brzydką jak ty, nie trzeba się od losu niczego niezwykłego spodziewać". Maria dwukrotnie przymierzała się do małżeństwa, ale zarówno książę badeński, jak i komendant garnizonu w Wissemburgu wzgardzili jej ręką. Ta niepozorna kobieta została jednak królową Francji. Wszystko rozegrało się zatem niczym w baśni o Kopciuszku. Kiedy Ludwik XV miał pięć lat, złożono do grobu jego pradziada Ludwika XIV i nominowano go na króla. Ojciec, książę Burgundii, i dziad, noszący tytuł Wielkiego Delfina, zmarli jeszcze wcześniej i w imieniu małoletniego chłopca regencję objął bratanek zmarłego monarchy, książę Orleanu Filip. Regencja ta trwała siedem lat, ponieważ dwunastoletniego Ludwika ukoronowano w Reims i niemal natychmiast poczęto mu szukać kandydatki na żonę. Wybór padł na czteroletnią infantkę hiszpańską Annę, którą sprowadzono nawet do Francji, aby wychowywała się u boku swego przyszłego męża. Kiedy jednak umarł Filip, a stanowisko pierwszego ministra objął jednooki książę Kondeusz, Annę odesłano do Hiszpanii, wyjaśniwszy, iż jest ona jeszcze dzieckiem, a król, ze względu na słabe zdrowie, musi natychmiast przystąpić do spłodzenia następcy tronu. Na polecenie Kondeusza i jego kochanki margrabiny de Prie sporządzono listę ewentualnych kandydatek na królową, na której znalazło się aż dziewięćdziesiąt dziewięć niezamężnych księżniczek europejskich. Czterdzieści cztery zdyskwalifikowano ze względu na podeszły wiek, gdyż ukończyły już dwadzieścia cztery lata. Dwadzieścia dziewięć nie doczekało się aprobaty, ponieważ nie miały jeszcze lat dwunastu, a dziesięć - ponieważ uznano je za zbyt ubogie. Pozostało szesnaście kandydatek, z których, zdaniem Kondeusza, największe zalety posiadała jego rodzona siostra. Ta stuprocentowa kandydatka pokłóciła się jednak z margrabiną de Prie i pogrzebała tym samym swoje szanse. Margrabina z grona zdyskwalifikowanych ubogich księżniczek wybrała Marię Leszczyńską, bowiem "o rodzinie Leszczyńskich nie wiadomo nic złego". Uważała zresztą, iż ta cicha i niepozorna dziewczyna stanie się w przyszłości bezwolnym narzędziem w jej ręku. Kiedy Stanisławowi Leszczyńskiemu zakomunikowano nowinę, omal nie zemdlał z wrażenia. "Padnijmy na kolana i dziękujmy Bogu - wołał do córki. Niebo jest dla nas łaskawe. Zostałaś królową Francji". Na dworze wersalskim małżeństwo z Leszczyńską potraktowano jako mezalians królewski. "Cóż to za straszliwe nazwisko dla królowej Francji" - wołał Mateusz Marais, a inni dworacy puścili plotkę, że Maria ma zrośnięte palce stopy, że cierpi na epilepsję, że miewa "zimne humory". Zaniepokojony tym ojciec przyszłej królowej zażądał powołania specjalnej komisji lekarskiej, która miała obejrzeć i zbadać jego córkę, a następnie wydać bezstronny wer-dykt. Orzeczenie komisji wypadło pomyślnie, a portret namalowany przez Goberta przypadł Ludwikowi do gustu. Król niezwłocznie kazał zatem swojemu pełnomocnikowi, aby ten w jego imieniu zaślubił Marię. Zaślubiny odbyły się w 1725 roku w Strasburgu i piętnastoletni Ludwik został mężem dwudziestodwuletniej Marii. Królewską małżonkę lud paryski przyjął życzliwie i pisano, że "nie była ładna, miała jednak żywość w ruchach, dystynkcję manier, ładną figurę, wymowne oczy, kształtną główkę i prześliczną cerę". Na Ludwiku, który nie miał jeszcze nigdy do czynienia z kobietami, zrobiła duże wrażenie i Wolter pisał, że już pierwszego wieczoru "król przygotowywał się do spłodzenia delfina". Czynił to bardzo ochoczo, gdyż - jak donosił Kondeusz Leszczyńskiemu - "w noc poślubną dał jej trzynaście dowodów swoich afektów". Marii spodobał się także młody małżonek, gdyż pisała do matki, że "nigdy nikt nie kochał tak, jak ja kocham Ludwika". Wydaje się jednak, iż już pierwszej nocy Maria zaprzepaściła swoją szansę. Wychowana przez pruderyjną matkę, była wstydliwa, pobożna, lękliwa i co tu dużo mówić - nudna. "Z głową owiniętą czarnym, koronkowym zawojem, zakutana w szale, chustki, manszety i wstążki nie najświeższej mody, z tą swoją nieco śmieszną elegancją wyglądała na starą, prowincjonalną mieszczkę". Denerwował króla jej obsesyjny strach przed duchami, obsesyjna miłość do suczki, a także zwyczaj sypiania pod pierzyną, której nie znosił.
|