Студопедия
rus | ua | other

Home Random lecture






Monarsze sekrety 14 page


Date: 2015-10-07; view: 419.


Wiśniowieccy z Piastami nie mieli oczywiście nic wspólnego. Wywodzili się z Rusi, a protoplasta rodu Dymitr był atamanem kozackim, który przeszedł na służbę do Iwana Groźnego. Później ogłosił się niezależnym hospodarem Mołdawii, ale umarł powieszony w Stambule za uprawianie rozboju.

Inny Dymitr dzierżył już jednak później buławę wielką hetmańską i kasztelanię krakowską, a ojciec Michała Jeremi, wojewoda ruski, wsławił się podczas wojny polsko-kozackiej.

To przede wszystkim ze względu na zasługi ojca zubożały Michał trafił na tron. Pisano, że "król nieborak, stworzenie biedne, zahukane, już w najwyższym stopniu nieporadne, leniwy, ociężały, małostkowy, słabego umysłu, bez woli i charakteru, bez idei i szerszego poglądu na sprawy Rzeczypospolitej, był podobno wymowny, ale i tego daru nie potrafił używać".

Wiśniowiecki wychowywał się na dworze królewicza Karola Ferdynanda i zdobył tam wykształcenie, chociaż podejrzewano go o ograniczenie umysłowe. Kiedy zasiadł na tronie, miał lat dwadzieścia osiem, ale nigdy przedtem nie interesował się polityką. Nie interesował się nią także i wtedy, kiedy został już monarchą. Odwiedzał kościoły, chadzał na bale, uczestniczył w ucztach, ale nie potrafił wpłynąć na tok obrad sejmowych. Największą przyjemność znajdował w jedzeniu i piciu.

Matka, Gryzelda z Zamoyskich, zamierzała go ożenić z siostrzenicą Sobieskiego Teofilą Ostrogską, ale kiedy zasiadł na tronie, kandydatek na żonę poczęto szukać wśród księżniczek francuskich i hiszpańskich. Ostateczny wybór padł jednak na Eleonorę Marię Józefę, przyrodnią siostrę cesarza Leopolda I i narzeczoną księcia lotaryńskiego Karola, który podczas elekcji również starał się o polską koronę.

Wesele odbyło się w Częstochowie i pamiętnikarze zanotowali, że spożyto wówczas 300 bażantów, 5 tysięcy par kuropatw, 6 tysięcy par indyków, 3 tysiące par cieląt, 400 wołów, 4 tysiące baranów, 5 tysięcy jagniąt, 100 jeleni, 5 łosi, 2 tysiące zajęcy, kilkadziesiąt dzików, a także niezliczoną ilość owoców, konfitur, ciast i słodyczy. Zapijano wszystko to hektolitrami wina, piwa i miodu. Była to bodaj największa uczta w dziejach Rzeczypospolitej.

Młoda królowa była kobietą lojalną wobec swego małżonka i z cierpliwością znosiła objawy poufałości ze strony dworzan. Bywało, iż ciągnięto ją za włosy, aby sprawdzić, czy są naturalne, czy też nosi perukę. Cierpliwością i taktem zdołała sobie zjednać powszechny szacunek, którego nie posiadał nigdy jej królewski małżonek.

Doszło nawet do tego, iż postanowiono monarchę zdetronizować. Żądał tego między innymi hetman Sobieski, a także prymas Polski Prażmowski. Prymasowi król odpowiedział wszakże, że "wiem, żeś waszmość mnie koronował, ale nie jeden obierał. Jeżeli wszyscy na to pozwolą i zgodzą się, rad do tych rąk, z których ją wziąłem, oddam koronę".

Opowiadano jednak, że w tym samym czasie Eleonora na polecenie męża symulowała ciążę, aby zasugerować senatorom, że wkrótce narodzić się może następca tronu. Michał Korybut dzieci jednakże nie miał. Mówiono, że był homoseksualistą i że żył ze swoim faworytem, niejakim Konarzewskim.

Niewydarzony monarcha przez całe swoje panowanie był tylko pionkiem na politycznej szachownicy, przesuwanym z jednej strony przez stronnictwo francuskie, z drugiej zaś austriackie. Popierała go jednak cała rzesza drobnej szlachty, która w jego obronie zawiązała nawet konfederację. Doszłoby zapewne do wojny domowej i rozlewu krwi, gdyby nie niespodziewana śmierć króla. Umarł mając zaledwie trzydzieści trzy lata. Jedni powiadali, że zmarł od przejedzenia się korniszonami, inni zaś - że został otruty. W każdym razie wojna została zażegnana, Eleonora mogła powrócić do Austrii i poślubić Karola, a szlachta gotować się do nowej elekcji.

Dynastia, której nie było

Wdrugiej połowie XVII wieku pojawiła się w Polsce szansa na założenie nowej dynastii królewskiej. Okazji tej nie potrafił jednak wykorzystać król Jan III Sobieski, uważany skądinąd za ostatniego wielkiego monarchę Polski.

Sobiescy nie wywodzili się wprawdzie z królewskiej rodziny, ale dzięki korzystnym mariażom skoligaceni byli z najświetniejszymi rodami Rzeczypospolitej: Wiśniowieckimi, Żółkiewskimi, Zasławskimi, Radziwiłłami, Lubomirskimi i Radziejowskimi. Pierwszym znaczniejszym przedstawicielem rodu był Sebastian Sobieski. Z trzech jego synów Jan dał początek linii królewskiej, a Stanisław - szlacheckiej. Wnuk Jana, Marek, był zawołanym harcownikiem i rębaczem. Uratował on kiedyś na polowaniu życie Stefanowi Batoremu i w nagrodę otrzymał wysokie godności państwowe. Został najpierw chorążym koronnym, a potem wojewodą lubelskim.

Syn Marka i ojciec przyszłego króla - Jakub - był człowiekiem wykształconym, ponieważ studiował w Akademii Krakowskiej, a potem pogłębiał swoją wiedzę podczas podróży po Europie. Znał literaturę grecką i rzymską, opiekował się artystami. Pod koniec życia uzyskał godność kasztelana krakowskiego.

Jakub Sobieski żenił się dwa razy. Pierwszą jego żoną była Marianna Wiśniowiecka, córka wojewody ruskiego Konstantego. Zmarła ona jednak po czterech latach pożycia, a w ślad za matką poszły także jej dwie nieletnie córki.

Po raz drugi Jakub ożenił się z wojewodzianką ruską Teofilą Daniłowiczówną, dziedziczką fortuny Żółkiewskich. Była to kobieta nader energiczna, która na czele swej służby potrafiła obronić Olesko przed Tatarami.

Natychmiast po ślubie posypały się Sobieskim dzieci. Najpierw urodził się Marek, po nim Jan, później zaś Zofia, Katarzyna, Anna, Staś I i Staś II. Dzieci umierały jednak jedno po drugim. Do pełnoletniości doszli jedynie Marek, Jan i Katarzyna.

Córkę wydano za mąż za wojewodę krakowskiego księcia Dominika Zasławskiego. Owdowiała ona po sześciu latach, po czym poślubiła wojewodę wileńskiego i hetmana polnego litewskiego Michała Radziwiłła. Opowiadano o niej, że była skrajną dewotką. Codziennie słuchała podobno trzech mszy, ćwiczyła ciało dyscypliną, pościła i obchodziła boso kościoły.

Obu synów Jakub oddał na naukę do Krakowa, gdzie zapisał ich do Kolegium Nowodworskiego. Po ukończeniu szkoły podjęli studia na wydziale filozoficznym Akademii Krakowskiej. Opuściwszy mury uczelni, udali się w podróż po Europie. Odwiedzili Niemcy, Francję, Anglię i Holandię.

W Paryżu Jan przeżył swoją pierwszą miłość, której owocem stał się nieślubny syn noszący nazwisko Brizardier.

Po powrocie do kraju bracia ruszyli natychmiast na wojnę z Kozakami. Brali udział w bitwie pod Beresteczkiem, podczas której Jan został ranny w udo i dostał się do niewoli. W rok później Marek poległ pod Batohem i Jan stał się jedynym sukcesorem rodu Sobieskich. Zakochał się w tym czasie w ubogiej szlachciance, która urodziła mu dziecko i z którą zamierzał wziąć ślub, ale napotkał w tym względzie zdecydowany opór matki. Wojował póź-niej pod Żwańcem, pod Buszą, pod Ochmatowem. Był tatarskim zakładnikiem oraz posłem do Stambułu. W 1655 roku przyjechał do Warszawy, gdzie spotkał największą miłość swego życia. Nazywała się Maria d'Arquien i była dworką królowej Marii Ludwiki.

Jej ojcem był podobno kapitan francuskiej gwardii królewskiej, znany hulaka i rozpustnik, który na starość został kardynałem, matką zaś królewska guwernantka. Opowiadano wszakże szeroko, iż była ona nieślubnym dzieckiem królowej, zrodzonym w związku z Kondeuszem lub Cinq-Marsem. Pogłoski te były do tego stopnia rozpowszechnione, iż król Władysław IV kazał nawet w tej sprawie wdrożyć oficjalne dochodzenie.

Maria Kazimiera, która przybyła do Polski mając pięć lat, wychowywała się we fraucymerze Marii Ludwiki. Rozpieszczana od dzieciństwa, wyrastała na kobietę oschłą i egoistyczną, skłonną do różnego rodzaju intryg. Uroda zjednywała jej mimo tych wad licznych wielbicieli, wśród których wymieniano Krasińskiego i Paca, a nade wszystko najwierniejszego z nich - Sobieskiego. Maria wyszła jednak za mąż za Jana Zamoyskiego, który słynął w Polsce zarówno ze swej fortuny, jak i swojego pijaństwa i rozpusty.

Sobieski pociągnął znowu na wojnę ze Szwedami. Początkowo przeszedł na stronę wroga, ale potem go odstąpił i oddał się pod rozkazy Czarnieckiego. Za zasługi w bitwie pod Warką Jan Kazimierz mianował go chorążym koronnym. W tym samym czasie chciał się żenić z piękną wdową, podkanclerzyną Leszczyńską, ale do związku tego ostatecznie nie doszło. Sprawiły to zapewne obietnice czynione mu ze strony pani Zamoyskiej. Przyrzekła ona w kościele, że wcześniej czy później, ale zostanie jego żoną.

Tymczasem Marysieńka rodziła jednak Zamoyskiemu dzieci. Było ich troje, ale wszystkie umarły w niemowlęctwie. Przyczyną tego był syfilis, którym obdarzył ją rozpustny małżonek. Jeździła nawet na kurację do Paryża, ale nie przyniosła ona spodziewanych efektów.

Związek pani Zamoyskiej z Janem Sobieskim stawał się coraz bardziej zażyły i wywoływać począł złośliwe komentarze. Kiedy zatem niespodziewanie dla wszystkich Zamoyski zmarł w wieku trzydziestu ośmiu lat, padło na nią podejrzenie o trucicielstwo. Fakty były bowiem w istocie dość zaskakujące. Zgon Zamoyskiego nastąpił 7 kwietnia, a już 14 maja odbył się tajny ślub wdowy z Janem Sobieskim. Podobno ślub ten zarządziła królowa, która przyłapała kochanków in flagranti.

Wiadomość o małżeństwie stała się publiczną tajemnicą i siostra Zamoyskiego, Gryzelda Wiśniowiecka, nie dopuściła nawet młodej wdowy do udziału w pogrzebie. Plotki wzmogły się jeszcze, kiedy w lipcu odbył się uroczysty ślub oficjalny. Podwójne zaślubiny poczytano za świętokradztwo.

Maria zaszła w ciążę i ponownie wyjechała na kurację do Paryża. Urodził się tam syn Jakub, który pomimo swej ułomności fizycznej dożył starości. Sobieska zamierzała zresztą zostać we Francji i namawiała męża, aby do niej przyjechał. Ludwik XIV obiecywał mu tytuł marszałka Francji i księcia para, Order Świętego Ducha i prawo nabycia dóbr ziemskich. Jan skłaniał się już ku wyjazdowi, ale wybuchła nowa wojna. Zwycięstwo pod Podhajcami rozsławiło jego imię i stał się bożyszczem tłumu. Otrzymał buławę wielką hetmańską i o wyjeździe nie mogło być oczywiście mowy.

Kiedy abdykował Jan Kazimierz, Sobieskiemu nie przyszło nawet do głowy, że to on może zostać królem, i poparł Kondeusza. Szlachta wybrała jednak nieudolnego Michała Korybuta Wiśniowieckiego, którego hetman wielki koronny określił jednym słowem - "małpa". Natychmiast po elekcji wyjechał na kresy, by bronić granic Rzeczypospolitej. Tymczasem Marysieńka rodziła mu kolejne dzieci. Było ich w sumie trzynaścioro, ale przeżyło tylko czworo.

Liczne porody, połączone z trapiącą ją chorobą weneryczną, sprawiły, iż temperament seksualny Marii Kazimiery począł z wolna wygasać. Sobieski, który odwiedzał żonę pomiędzy bitwami, przeżył to bardzo boleśnie, ponieważ jego temperament domagał się ciągłych kontaktów. Wyrzucał żonie w listach jej oziębłość pisząc, iż doprowadzi go ona niechybnie do choroby. Nie wiedział jednak, iż w tym samym czasie żona flirtowała z ambasadorem francuskim biskupem Bonzy oraz hetmanem Jabłonowskim. Usiłowała podobno uwieść nawet króla Michała, ale próba ta spełzła na niczym, a to ze względu na skłonności homoseksualne władcy.

Kiedy niespodziewanie umarł Wiśniowiecki, wydawać się mogło, iż uczucie Marysieńki do męża rozgorzało na nowo. Była to wszakże z jej strony gra, mająca na celu zdopingowanie go do udziału w elekcji. Już po koronacji urodzili się synowie Aleksander i Konstanty oraz córka Teresa. Marysieńka przelała na nich całą swoją miłość, ponieważ były to dzieci królewskie, z którymi nie mógł się równać hetmański Jakub.

Pożycie małżonków znowu poczęło szwankować i nie ożywiła go nawet wiktoria wiedeńska. Król stawał się zresztą coraz bardziej otyły i ociężały. Interesował się pszczelarstwem, astronomią, geo-grafią. Coraz bardziej plątał się w niefortunne rozgrywki polityczne, trwoniąc swój dawny autorytet. Głównym jego celem stało się za-pewnienie sukcesji najstarszemu synowi, Jakubowi. W tym celu ożenił go z Jadwigą Elżbietą, księżniczką neuburską, spokrewnioną z Habsburgami. Marysieńka żywiła jednak do niego dziwną niechęć i kiedy w 1696 roku król umarł, tknięty syfilitycznym paraliżem, rozpoczęła z synem rywalizację o tron. Zamierzała na nim zasiąść jak żona Sapiehy lub Jabłonowskiego. Ze sporu zwycięsko wyszedł jednak ten trzeci - elektor saski August II Mocny.

Królewicz Jakub po przegranej elekcji osiadł w Oławie, a żona urodziła mu siedmioro dzieci. Prześladowało go jednak fatum Sobieskich. Dzieci umierały jedno po drugim i lat dorosłych dożyły jedynie dwie córki: Maria Karolina i Maria Klementyna.

Młodsi synowie króla Jana III opuścili Polskę, wyjechawszy najpierw do Francji, a potem do Włoch. Prowadzili tam życie nadzwyczaj hulaszcze. W Rzymie wplątali się w słynny skandal z kurtyzaną Tollą, który dzięki Marysieńce rozsądził papież.

Kiedy król szwedzki Karol XII zaproponował Jakubowi wysunięcie jego kandydatury przeciw Augustowi, obaj Sobiescy ruszyli na Śląsk, aby wesprzeć brata podczas elekcji. Pod Wrocławiem zosta-li pojmani przez wojska saskie i trzy lata spędzili w twierdzy Knigstein. Zamiast Jakuba do elekcji stanął Stanisław Leszczyński.

Obaj królewicze po odzyskaniu wolności powrócili do Włoch, gdzie przebywała ich matka. Aleksander wkrótce zachorował i umarł. Kazał pochować się w habicie kapucyna, co zrodziło legendę, iż ostatnie lata swego życia spędził w klasztorze. Drugi syn, Konstanty, ku zgorszeniu rodziny ożenił się z damą dworu księżnej neuburskiej, panną Wessel. Małżeństwo to wkrótce rozpadło się i Konstanty zmarł bezpotomnie.

Największą karierę zrobiła córka Sobieskiego Teresa, wydana za mąż za elektora bawarskiego Maksymiliana Emanuela. Jej syn, Karol Albert, został nawet na krótko cesarzem, a wnuczka, Maria Walpurgis, znana ze swego bujnego życia erotycznego, poślubiła syna Augusta III, króla Polski.

Najstarszy syn, Jakub, zdziwaczał. Tułał się po różnych krajach, zajmował się magią i kabalistyką. Popadł w dewocję i, tak jak jego ciotka Katarzyna, słuchał trzech mszy dziennie. Swego życia dokonał w rodzinnej Żółkwi.

Jedna z jego córek, Maria Karolina, poślubiła księcia de Bouillon, a druga, Maria Klementyna, została żoną Jakuba Stuarta, syna wygnanego króla Anglii. Wnuk Jakuba i prawnuk króla Jana, Karol, usiłował nawet odzyskać tron angielski, ale został pobity i tułał się później po Europie. Rozpił się, nabrał libertyńskich obyczajów i maltretował swą żonę hrabinę Albany, która na skutek tego związała się z włoskim poetą Alfierim. Młodszy syn Marii Klementyny został duchownym i uzyskał kapelusz kardynalski. Nawiązał tym samym do tradycji swego dziada markiza d'Arquien. Umierał już w początkach XIX wieku, kazawszy tytułować się aż do swej śmierci - Henrykiem IX, królem Anglii i Szkocji.

W ten sposób zakończyły się burzliwe dzieje rodu Sobieskich, który - zdziesiątkowany przez kiłę, wzburzany intrygami Marii Kazimiery i bezwolnym postępowaniem króla Jana III - nie potrafił stworzyć w Polsce nowej, królewskiej dynastii, chociaż miał wszelkie dane ku temu.

Tajemniczy libertyn

Pierworodny syn Jana Sobieskiego, noszący nazwisko Brizardier, budził od dawna zainteresowanie historyków. Jego sylwetka zatarła się jednak mocno w mrokach historii, tak że nie brak było nawet głosów powątpiewających w jego istnienie. Wydaje się, iż co do tego nie może być żadnej wątpliwości, ponieważ nazwisko owo wypłynęło w 1676 roku, kiedy to w sprawie osoby je noszącej interweniował u Ludwika XIV sekretny poseł króla Jana.

Brizardier był wynikiem przelotnej miłostki Sobieskiego, który podczas swojej podróży po Europie, w czerwcu 1646 roku, zawitał nad Sekwanę. Nikt wówczas jeszcze nie przypuszczał, iż ten siedemnastoletni młodzieniec, syn kasztelana krakowskiego, za niespełna trzydzieści lat zostanie królem Polski, a historia nada mu nawet przydomek "obrońcy chrześcijaństwa".

Sobieski zamieszkał w Paryżu w hotelu de Brisach, który dał zapewne początek dziwnemu nazwisku Brizardier.

Nie wiemy, która z paryskich dam została wówczas jego kochanką. Pogłoski o kontaktach z markizą de Svign należy chyba między bajki włożyć, ponieważ młody kasztelanic nie miał zapewne dostępu do najwyższej francuskiej arystokracji. Przelotnej kochanki upatrywać raczej należy wśród pośledniejszych dworek, do których zaliczały się guwernantki, garderobiane czy śpiewaczki. Zdecydowanie łatwiej określić natomiast można datę urodzenia nieślubnego syna. Sobieski przebywał w Paryżu od czerwca 1646 do kwietnia 1647 roku, więc chłopiec musiał przyjść na świat w 1647 roku. Prawdopodobnie młody ojciec nie widział nigdy swego syna, o którego istnieniu dowiedział się dopiero później.

Nazwisko Brizardier wypłynęło pod koniec lat sześćdziesiątych XVII wieku. Młody człowiek miał wówczas nieco powyżej dwudziestu lat i był sierżantem armii w Nantes. Nie zrobił jednak kariery wojskowej, gdyż na przeszkodzie temu stanęło jego zamiłowanie do praktyk libertyńskich.

Stworzył on wokół siebie atmosferę nieomal mistycznej tajemnicy, ogłosiwszy, iż posiada niezawodny sposób na spełnianie wszystkich życzeń kobiecych. Jedynym warunkiem było przyjęcie przez kobietę z jego rąk surowej pokuty. Sława natchnionego sierżanta rozniosła się po całej Bretanii i odwiedzać go poczęły najwytworniejsze damy. Były wśród nich prezydentowa de Magnan, hrabina de Kerollin, panna de Talet, były także inne arystokratki i żony miejscowych notabli. Prezydentowa prosiła go o otrzymanie sukcesji, co wiązało się ze śmiercią trzech osób, hrabina Kerollin - o sposób na sporządzanie złota, natomiast panna Talet o bogatego męża.

Brizardier kazał kobietom rozbierać się do naga i smagał je rózgami aż do krwi. Kiedy kandydatka na żonę bogatego męża nie mogła wytrzymać tej chłosty, wołała do niego: "Panie Brizardier, nie tak mocno! Wolę już, aby nie był aż tak bogaty".

Nie wiadomo, jak długo natchniony sierżant uprawiał swoje flagellacyjne praktyki. Zdemaskował go dopiero woźny miejscowego parlamentu, niejaki Bohamont, który spostrzegł, że jego córki systematycznie odwiedzają koszary. Brizardier stanął przed sądem, oskarżony o libertynizm, i groziła mu szubienica. Dzięki wstawiennictwu jego klientek, bretońskich arystokratek, skazano go jedynie na galery.

Galernikiem nie był jednak długo, gdyż jego protektorki uzyskały dla niego zwolnienie i załatwiły mu nawet pracę w kancelarii królowej.

Jan Sobieski zostawszy królem Polski postanowił dopomóc swojemu pierworodnemu synowi, ale uczynił to w sposób tak niezręczny, iż omal nie doprowadził do międzynarodowego skandalu.

Wysłał on bowiem do Ludwika XIV swojego zaufanego posła z prośbą, aby monarcha udzielił zezwolenia za kupno dóbr ziemskich we Francji, z którymi byłby związany tytuł książęcy. Nie wymieniał przy tym żadnego nazwiska i Ludwik był przekonany, iż chodzi tutaj o ojca królowej, markiza d'Arquien. Jakież było jego zdumienie, gdy dowiedział się, iż protegowanym króla Polski był skromny urzędnik, pracujący w kancelarii Ludwikowej żony. Otrzymał jednak odręczny list Sobieskiego, w którym ten tłumaczył, że Brizardier jest potomkiem starożytnego rodu polskiego, spokrewnionego z królem, a on, Sobieski, nadaje jego matce tytuł "pierwszej damy polskiej ze złotym kluczem".

Nieufny król Francji kazał sprawdzić te informacje i okazało się, że "pierwsza dama polska" w ogóle nie istnieje. Przyłapany na kłamstwie król Jan począł wykręcać się coraz bardziej niezręcznie. Pisał, iż o względy dla Brizardiera występuje na prośbę królowej Francji, od której otrzymał odręczny list wraz z jej portretem ozdobionym diamentami.

Ta zupełnie nieprawdopodobna historia spowodowała, iż podejrzliwy Ludwik kazał wdrożyć dochodzenie, przypuszczając, że protegowany może być nieślubnym synem jego małżonki. Domniemanie to było oczywiście absurdalne, ponieważ Brizardier był młodszy od królowej zaledwie o dziewięć lat.

W trakcie dochodzenia ujawniono wszakże, iż kancelista królowej jest libertynem i byłym galernikiem. To wystarczyło, aby pierworodny syn Sobieskiego trafił do Bastylii. Nie przebywał tam jednak długo, gdyż dzięki swoim koneksjom już po kilku miesiącach był na wolności. Obracał w tym czasie niemałym kapitałem, należy więc przypuszczać, iż otrzymał wsparcie od swego ojca.

Incydent z Brizardierem wpłynął na ochłodzenie stosunków polsko-francuskich, gdyż Ludwik XIV nie mógł darować Sobieskiemu jego krętactwa i odmawiał mu odtąd w korespondencji tytułu "Majest".

Dalsze losy królewskiego bastarda pozostają nieznane, roztapiają się w mrokach historii. Król Jan III, przynajmniej oficjalnie, nie podejmował więcej żadnych kroków związanych z jego osobą.

Najgorzej na tej całej historii wyszedł królewski teść, markiz d'Arquien, któremu Ludwik nie przyznał już nigdy książęcego tytułu.

Królewskie metresy

Fryderyk August I, zwany później Augustem II Mocnym, był młodszym synem elektora saskiego Jana Jerzego III z dynastii Wettynów. Wettynowie to stary ród niemiecki, który od Zygmunta Luksemburczyka otrzymał prawa elektorskie, ale sam nie obsadził nigdy cesarskiego tronu. Płynęła w nich kropla krwi polskiej, ponieważ książę Rudolf III poślubił kiedyś Barbarę, córkę Ruperta legnickiego.

Po śmierci Jana Jerzego III władzę w Saksonii objął jego starszy syn, Jan Jerzy IV. Panował wszakże krótko, gdyż zaraziwszy się ospą od swojej kochanki Magdaleny Neitschtz, zmarł już po trzech latach. W ten sposób otworzyła się droga do kariery dla młodszego, Fryderyka Augusta. W 1694 roku został on elektorem saskim, a w 1697 roku, po śmierci Jana Sobieskiego, wybrano go także królem polskim. Wybór ten nie był wszelako jednoznaczny, ponieważ w czasie elekcji większość szlachty opowiedziała się po stronie księcia Conti de Bourbon i to jego prymas Polski obwołał monarchą. August zdążył jednak wcześniej dotrzeć do Krakowa, gdzie koronował go biskup kujawski Stanisław Dąmbski.

Rządy Augusta II w Polsce nie były nazbyt fortunne, ale mówiono, że przyczynił się on w znacznym stopniu do wzrostu liczby mieszkańców Warszawy. Posiadał, jak szacowano, ponad trzysta nieślubnych dzieci, chociaż za własne potomstwo król uznawał wyłącznie dzieci swoich oficjalnych metres - w sumie dziewięcioro.


<== previous lecture | next lecture ==>
Monarsze sekrety 13 page | Monarsze sekrety 15 page
lektsiopedia.org - 2013 год. | Page generation: 0.991 s.