Ñòóäîïåäèÿ
rus | ua | other

Home Random lecture






Monarsze sekrety 13 page


Date: 2015-10-07; view: 432.


Kariera Urszuli należała chyba do najbardziej błyskotliwych na Zygmuntowskim dworze. Hetmani wyczekiwali na nim nieraz po kilkanaście lat na swoją buławę, natomiast Urszuli Meierin oprócz tego, że została przełożoną fraucymeru, powierzono również edukację dzieci królewskich (z prawem cielesnego ich karania). Uczestniczyła ona także w radach koronnych, jeździła królewską karetą i jadła posiłki przy królewskim stole. Od jej wstawiennictwa zależały dworskie awanse i o jej względy ubiegali się politycy tej miary co Lew Sapieha.

Urszula przez całe swoje życie pozostała starą panną, chociaż - jak pisał nuncjusz papieski Visconti - "wielu panów polskich starało się o jej rękę, ale ona nie chciała nigdy opuścić swych dobroczyńców, jak gdyby wyrzekła się miłości siebie samej". Wśród starających się był także podkanclerzy litewski - Albrycht Stanisław Radziwiłł.

Kronikarze podkreślali nadzwyczajną pobożność królewskiej ochmistrzyni, którą posądzano nawet o dewocję. Należała ona do "przybranych" zakonu jezuitów, czyli żyjąc poza zakonem, uczestniczyła za osobnym dyplomem agregacyjnym w przywilejach, zasługach zbiorowych i łaskach zakonu przed Bogiem. Za jej pobożność papież odznaczył ją złotą różą, którą otrzymywały zazwyczaj zasłużone dla Kościoła przedstawicielki panującej dynastii. I pomyśleć, iż dotyczyło to wszystko tylko królewskiej och-mistrzyni.

Wydaje się, że pomiędzy świątobliwym monarchą a równie świątobliwą wychowawczynią jego dzieci istniał intymny związek i tylko dlatego nie wyszła ona nigdy za mąż. Po śmierci królowej Anny nie opuściła bowiem Krakowa, jak to zrobiła większość dam dworu, lecz przez osiem lat królewskiego wdowieństwa wpływy jej gwałtownie wzrosły. Osieroconemu Władysławowi zastępowała matkę, a owdowiałemu Zygmuntowi - żonę. Podejrzliwy Piotr Skarga pisał, że trzyma się ją na dworze "ku oburzeniu ogólnemu i z małym honorem", a sekretarz królewski Jan Szczęsny Herburt nazwał ją wręcz "sprośną faworytą". Urszula nabrała w tym czasie iście królewskich manier. Korespondowała z siostrą królewską Anną Wazówną, z kanclerzem wielkim koronnym, a nawet pisała listy do cesarza Ferdynanda II.

Kiedy król zaślubił Konstancję, wpływy Urszuli wcale nie osłabły. Z rozproszonych i po trosze plotkarskich wiadomości dowiadujemy się, że została także kochanką królewicza Władysława, który przeszedł z nią swoją seksualną inicjację. Być może, iż był to punkt jej pedagogicznego programu, który wdrażała swojemu wychowankowi. Przez jakiś czas utrzymywała się między nimi dość osobliwa i frywolna korespondencja.

Nie porzuciła jednak nigdy starzejącego się króla i służyła mu aż do śmierci. Kiedy Zygmunt umierał, to ona w jego imieniu rozdawała senatorskie stanowiska. Król, który nie mógł już mówić, przytakiwał tylko skinieniem głowy.

Po śmierci Zygmunta pozostała nadal na dworze, chociaż jej ukochany wychowanek Władysław IV odsunął ją od spraw politycznych. Zarządzała już tylko fraucymerem. Głęboko przeżyła następujące jeden po drugim zgony Aleksandra Karola i Jana Albrechta. Załamana tym nieszczęściem, zmarła sama w trzy miesiące później, przeżywszy około sześćdziesięciu lat.

Ciało Urszuli Meierin, niczym ciało królowej, wystawiono na zamku królewskim. Pogrzeb celebrował królewicz Karol Ferdynand, biskup wrocławski. Pochowana została w warszawskim kościele jezuitów.

Cały swój majątek zapisała królewskim dzieciom, nie zapominając wszakże o kościołach i klasztorach. Jezuitom, którzy przyjąć mieli jej doczesne szczątki, ufundowała srebrne tabernakulum.

Grób Urszuli został zniszczony już dwadzieścia lat po jej śmierci. Dokonali tego szwedzcy żołnierze Karola Gustawa, stryjecznego wnuka Zygmunta III, któremu poświęciła całe swoje życie.

Król i buntownik

Wczasie długiego panowania Zygmunta III Wazy utrwalać się począł w Polsce stabilny model monarchii dziedzicznej w stylu jagiellońskim i dla nikogo nie było tajemnicą, że po śmierci króla na tronie zasiądzie jego najstarszy syn - Władysław. Elekcja w 1632 roku trwała zaledwie pół godzi- ny i charakteryzowała się całkowitą zgodnością głosów elektorskich.

Nowy król nie należał już do ludzi najmłodszych. Skończył trzydzieści siedem lat i od lat ponad dwudziestu był nominalnym carem rosyjskim. W przeciwieństwie do swego ojca nie posiadał jego kompleksów ani bigoterii. Miał szerokie plany polityczne, dla wprowadzenia których odwoływał się do religijnej tolerancji, chociaż nie spotkało się to z uznaniem papieża Urbana VIII.

Z ojcem łączyło go przede wszystkim marzycielstwo, któremu poświęcał wiele swojej energii, chociaż marzenia królewskie miały bardzo mglisty i wręcz abstrakcyjny charakter. Wydawało mu się, że na swych skroniach zdoła utrzymać korony Jagiellonów, Wazów i Rurykowiczów, a jako syn Habsburżanki, uzyska także po śmierci Ferdynanda II koronę cesarską. Poważnie przyjął propozycję króla Hiszpanii, aby został admirałem floty hiszpańskiej na Bałtyku, floty, która tutaj nigdy nie istniała i nie miała zaistnieć. Później chciał opanować tron grecki, odbić Turkom Konstantynopol i reaktywować cesarstwo bizantyjskie.

To polityczne marzycielstwo położyło się cieniem na panowaniu Władysława, które do najświetniejszych okresów Rzeczypospolitej niestety nie należało.

Realizacja królewskich planów uzależniona była oczywiście od odpowiednich koligacji dynastycznych i problem królewskiego ożenku urósł do rangi niezwykle skomplikowanego zagadnienia. Aby utrwalić swoje panowanie w Szwecji, syn Zygmunta III zamierzał najpierw poślubić Marię Eleonorę, wdowę po swoim kuzynie Gustawie Adolfie. Później przerzucił się na jej ekstrawagancką córkę, królową Szwecji Krystynę. Była ona zresztą jego bliską kuzynką, a to przez swego dziadka, zarazem stryja Władysława. Zarówno Maria Eleonora, jak i Krystyna wyznawały wszakże luteranizm i nie mogły zasiadać na tronie polskim.

Z tych samych względów odpadła kandydatura kalwinki Elżbiety, córki Fryderyka V Wittelsbacha, palatyna Renu, którego żona była siostrą króla Anglii Karola I. Wittelsbach przez jeden rok panował na tronie czeskim i nosił przydomek "króla zimowego". Elżbieta spokrewniona była też z panującą aktualnie szwedzką linią Wazów i stanowiła przez to partię niezwykle interesującą. Niestety, nie dała się namówić na zmianę wyznania.

Brano także pod uwagę Katarzynę Medycejską z Florencji, ale małżeństwo to nie otwierało szerszych perspektyw politycznych. Władysław odrzucił również za pierwszym razem propozycję króla Francji Ludwika XIII, aby związał się z księżniczką Marią Ludwiką Gonzagą. Francja połączona była sojuszem ze Szwecją, ale ponadto pozostawała w opozycji przeciw cesarstwu, a to gmatwało już sprawy królowi.

Śladem swego ojca zwrócił się zatem w stronę Habsburgów, po których zamierzał przecież przejąć cesarską koronę. Sprytny Ferdynand II okpił go jednak niczym dziecko. Wyswatał mu swoją córkę Cecylię Renatę, obiecując poprzeć jego pretensje do tronu szwedzkiego, wypłacić zaległy posag matki i macochy, dać córce 100 tysięcy florenów, a dzieciom, które ona urodzi - oddać księstwa opolskie i raciborskie. W zamian za to żądał od Władysława wyrzeczenia się pretensji do korony cesarskiej oraz poparcia Ferdynanda III w jego staraniach o tron. Król przystał na te propozycje, ale obiecanych pieniędzy nigdy nie otrzymał, a o sprawie tronu szwedzkiego Habsburgowie po prostu zapomnieli. W tym czasie utracił zresztą koronę moskiewską. Zrzekł się jej pod naciskiem Michała Romanowa za sumę 200 tysięcy rubli i obietnicę pomocy w wojnach przeciwko Szwecji i Turcji.

Cecylia Renata ukoronowana została na Wawelu i chociaż król, oszukany przez jej ojca, traktował ją z dużym dystansem, urodziła mu syna Zygmunta Kazimierza, który stawał się sukcesorem jagiellońskiego tronu. Królowa zmarła wraz z noworodkiem przy następnym porodzie, a królewicz Zygmunt przeżył tylko siedem lat.

Po śmierci pierwszej żony rozpoczęły się natychmiast nowe kon-tredanse matrymonialne. Habsburgowie przysłali Władysławowi aż szesnaście portretów arcyksiężniczek, ale on wybrał tym razem, odtrąconą uprzednio, Marię Ludwikę Gonzagę, jako że sojusz z Francją stawał się teraz bardziej atrakcyjny od sojuszu z cesarstwem.

Maria Ludwika była córką księcia Gonzagi, gubernatora Szampanii, oraz Katarzyny z Lotaryngii, księżnej Menu. Na wyborze Marii z całą pewnością zaważył fakt, iż była ona spokrewniona z bizantyjskimi Paleologami, a horoskopy astrologiczne przepowiadały, że zasiądzie na tronie greckim. Polski monarcha począł marzyć o podboju Konstantynopola i reaktywowaniu cesarstwa bizantyjskiego.

Kandydatka na królową nie była już pierwszej młodości. Miała trzydzieści pięć lat i bogatą przeszłość. Już w wieku lat piętnastu była kochanką królewskiego brata Gastona, za co została uwięziona w Vincennes przez kardynała Richelieu. Później romansowała z koniuszym Cinq-Marsem, ściętym na szfocie z rozkazu kardynała, oraz z księciem Kondeuszem. Opowiadano także, iż jej kochankiem był nawet pewien Włoch niskiego urodzenia. Miraż bizantyjskiego tronu, jaki roztaczał się wokół jej osoby, rekompensował jednak te niedostatki cnoty. Ślub per procura zawarty został w Paryżu, a króla reprezentował na nim wojewoda poznański Krzysztof Opaliński.

Jeden z uczestników poselstwa pisał o królowej, że "była piękna i bardzo blada, choć było w niej dużo naturalnego wdzięku. Miała kształtną kibić o słusznej tuszy, oczy czarne i piękne, włosy tegoż koloru, płeć gładką, ładne zęby, a inne szczegóły twarzy ani piękne, ani brzydkie".

Tron konstantynopolitański okazał się jednak kolejnym mitem, a królowa nie dała swojemu małżonkowi sukcesora. Władysław zamierzał zatem jeszcze za swego życia rozwiązać skomplikowany problem sukcesji. Proponował, aby tron przejął arcyksiążę Leopold - pod warunkiem, że poślubi on królewską ciotkę Annę Wazównę. Sejm polski nie przystał jednak na takie rozwiązanie.

W odróżnieniu od swojego świątobliwego ojca król posiadał bujny temperament erotyczny i miał liczne kochanki. Znamienne są w tym miejscu słowa, które po ślubie z Marią Ludwiką wypowiedział poseł Krzysztof Opaliński do francuskiego ambasadora: "Prócz tego należy jej być cokolwiek śmiałą w pieszczotach i udzielaniu miłosnych satysfakcji, ponieważ król nasz miłościwy jest człowiekiem lubieżnym w tej materii miłosnej".

Królowa nie umiała lub nie chciała dać mężowi "miłosnych satysfakcji", ponieważ roztrwonił on królewską fortunę na swoje liczne utrzymanki. Kiedy sejm nie chciał już przyznać mu więcej pieniędzy, zdenerwowany Władysław zawołał: "Niech to tak będzie, żem ja te kilkakroć sto tysięcy kurwom moim rozdał". Jeden z kronikarzy pisał, że "w nierządnicach pan się kochał lubo miał ciała na sobie z potrzebę".

Miłości uczyła go najpierw ochmistrzyni Urszula Meierin. Potem były inne... Dwie siostry z Grodna, które na pożegnanie otrzymały po starostwie, dworka Cecylii Renaty panna Eckenberg oraz ostatnia metresa Jadwiga Łuszkowska, późniejsza pani Wypyska.

Do historii przeszedł wszakże jego romans z ubogą szlachcianką Teklą Bzowską, która urodziła mu syna Szymona. Opiekę nad synem król powierzył Rafałowi Kostce, kasztelanowi bełskiemu. Nie był to wybór przypadkowy, ponieważ Kostkowie stanowili jeden z najsłynniejszych rodów magnackich w Polsce. W wieku XVI, po ucieczce Walezjusza, Jan Kostka, kasztelan sandomierski, był nawet kandydatem szlachty do tronu polskiego. Inny Kostka - Stanisław, syn kasztelana zakroczymskiego, wyniesiony został na ołtarze jako święty. Wychowywał się zatem Szymon w domu Rafała Kostki, jak na królewskiego syna przystało, pod imionami Aleksandra Leona.

Dopóki żył ojciec, nie tajono jego królewskiego pochodzenia. Był paziem na dworze królowej, posłował do szwedzkiej Krystyny. Później pochodzenie to poszło jednak w niepamięć. Polska uwikłała się w wojny kozackie, wybrano nowego monarchę i wszyscy zapomnieli o królewskim bastardzie.

Kiedy Aleksander zamierzał oświadczyć się o rękę pięknej wojewodzianki Herburtówny, jego rywal Jan Sieniawski potraktował go niczym parweniusza, a wojewoda nie wyraził zgody na małżeństwo. Aleksander poprzysiągł zemstę zadufanej w sobie szlachcie. Skontaktował się z hetmanem kozackim Chmielnickim i księciem Siedmiogrodu Rakoczym i wspólnie z nimi uknuł plan podziału Polski. Wzniecił następnie na Podkarpaciu powstanie ludowe, wzywając chłopów do zrzucenia pańszczyźnianego jarzma. Największym jego sukcesem stało się zdobycie zamku w Czorsztynie. Pomoc, którą spodziewał się uzyskać od Chmielnickiego i Rakoczego, jednak nie nadeszła, ale za to wyruszyła przeciwko niemu dwutysięczna armia krakowskiego biskupa Gembickiego. Buntownik, zdradzony przez chłopów, został pojmany i na krakowskich Krzemionkach wbito go na pal. Naturalny i jedyny żyjący syn króla Władysława umierał niczym pospolity zbrodniarz.

Kardynał i sybaryta

Jan Kazimierz był przyrodnim bratem Władysława IV, a jednocześnie najstarszym synem drugiej żony Zygmunta III Konstancji. Usilnym pragnieniem jego matki było oczywiście zapewnienie mu korony królewskiej, ale szanse na to wydawały się nader znikome. Władysław, który objął tron po ojcu, snuł rozległe plany matrymonialne i istniało duże prawdopodobieństwo, iż doczeka się on potomka.

Przyszłość Jana Kazimierza była więc zupełnie niejasna. Jako szesnastoletni młodzieniec zaciągnął się na służbę do cesarza Ferdynanda II i w randze pułkownika objął komendę nad polskimi zaciągami w wojskach habsburskich. Jego udział w kampanii lotaryńskiej nie przysporzył mu chwały, wystąpił więc z wojska i w imieniu Władysława posłował do Wiednia, aby sfinalizować królewskie małżeństwo z Cecylią Renatą.

Podczas pobytu na cesarskim dworze otrzymał propozycję objęcia stanowiska admirała floty habsburskiej w Hiszpanii, a jednocześnie wicekróla Portugalii. Ochoczo przystał na tę ofertę i przez Mediolan i Genuę ruszył do swego nowego królestwa. Jechał incognito, w niewielkim orszaku, którego formalnym zwierzchnikiem był jego dawny wychowawca i przyszły biskup warmiński - Jan Konopacki.

Wyprawa ta nie uszła wszakże uwagi czujnego kardynała Richelieu, pierwszego ministra króla Ludwika XIII. To na jego rozkaz orszak zatrzymano, a Jan Kazimierz, pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Hiszpanii, został aresztowany i osadzony w cytadeli Sisteron. Przez pół roku przebywał tam w bardzo ciężkich warunkach więziennych.

Akcja dyplomatyczna, którą natychmiast podjęli: republiki Genua i Wenecja, papież Urban VIII, król angielski Karol I i król polski Władysław IV, przyczyniła się do złagodzenia losu więźnia, którego przeniesiono do zamku w Bois de Vincennes w pobliżu Paryża. Znamienne jest natomiast, iż o swego admirała nie upomniał się dwór cesarski.

Władysław IV wysyłał dwukrotnie poselstwo do Wersalu, ale dopiero druga legacja spowodowała uwolnienie królewicza. Jako "księcia drugiego rzędu" przyjęli go nawet na prywatnej audiencji Ludwik XIII i królowa Anna. Audiencja miała wszakże charakter dość upokarzający, gdyż odbywała się ona w królewskich sypialniach, a królowa, Habsburżanka rodem, nie raczyła zresztą na powitanie gościa podnieść się z łóżka.

Kiedy Jan Kazimierz dowiedział się, że Władysławowi urodził się następca tronu, pożegnał się ze swoimi sukcesyjnymi planami i postanowił wstąpić do zakonu jezuitów. Uczynił to w Loretto, a kuria rzymska, mimo protestów polskiej dyplomacji, decyzję tę zatwierdziła. W jezuickim nowicjacie nie wytrzymał wszakże długo i już po roku postanowił opuścić zakon. Aby mógł to uczynić z honorem, papież Innocenty X mianował go kardynałem, mimo iż syn Zygmunta III nie posiadał święceń kapłańskich. Po Janie Albrechcie ród Wazów otrzymał w ten sposób swojego drugiego kardynała.

W kilka lat później sytuacja dynastyczna uległa zdecydowanej zmianie. Najpierw umarł siedmioletni królewicz Zygmunt, a w rok po nim król Władysław IV. Jan Kazimierz stał się najpoważniejszym pretendentem do tronu polskiego. Za rywala miał jedynie swojego brata, biskupa wrocławskiego Karola Ferdynanda. Była to pierwsza elekcja, podczas której biskup konkurował z kardynałem.

Królem wybrano ostatecznie Jana Kazimierza, który uzyskawszy dyspensę papieską, poślubił wdowę po swoim bracie Marię Ludwikę Gonzagę. Urodziła mu ona nawet córkę i syna, ale dzieci te umarły w niemowlęctwie. Stało się jasne, iż sukcesora tronu nie będzie i należało myśleć o zabezpieczeniu po sobie na- stępstwa.

Inicjatywę wzięła w swoje ręce królowa, która postanowiła adoptować własną siostrzenicę Annę Marię i wydać ją za mąż za syna Kondeusza, księcia d'Enghien, aby w ten sposób osadzić go na polskim tronie. Miała to być elekcja vivente rege, dokonana jeszcze za życia króla. Plany Marii Ludwiki poparło stronnictwo francuskie, natomiast sprzeciwili się im zwolennicy Habsburgów. Doprowadziło to w konsekwencji do wojny domowej, która przekreśliła ostatecznie plany elekcyjne.

Panowanie Jana Kazimierza, przebiegające pod inicjałami ICR (Ioanes Casimirus Rex), odczytywano jako Initium Calamitatis Regni - co miało oznaczać początek nieszczęść królestwa. Szarpały nim bowiem, oprócz wojny domowej, najazdy kozackie, rosyjskie, szwedzkie, tureckie. Byłoby oczywiście grubą przesadą twierdzić, iż Potop szwedzki nastąpił za sprawą królewskiego romansu, chociaż tego rodzaju teza nie rozmija się całkowicie z prawdą.

Na dworze królewskim już za Władysława IV do coraz większych zaszczytów dochodzić począł Hieronim Radziejowski, syn Stanisława, wojewody łęczyckiego. Najpierw był krajczym Cecylii Renaty, później starostą sochaczewskim, łomżyńskim, kamionackim, soleckim, wareckim, kozienickim, bielskim, czerskim. Ośmiokrotny starosta został wreszcie podczaszym królowej, marszałkiem zerwanego sejmu, a na koniec podkanclerzym koronnym. Była to zatem kariera polityczna nie mająca sobie równej w Rzeczypospolitej. Radziejowski należał jednak do intrygantów i warchołów i sądzono go nawet za gwałt popełniony na szlachciance. Żenił się trzy razy, za każdym razem równie bogato. Jego trzecią żoną była Elżbieta ze Słuszków, wdowa po Adamie Kazanowskim, marszałku koronnym.

Ta nie pierwszej już młodości dama spodobała się królowi do tego stopnia, że nawiązał z nią burzliwy romans. Dowiedziawszy się o tym, Radziejowski począł rozpowszechniać paszkwile skierowane przeciwko Janowi Kazimierzowi. Żona zażądała wówczas od niego unieważnienia małżeństwa i zamknęła się w klasztorze klarysek. Radziejowskiego król odsunął ze dworu, ale kiedy ten wdał się w awanturę ze swoim szwagrem Słuszką i w awanturze tej zginęli ludzie, oddał go pod sąd. Wyrok sądu był bardzo surowy. Podkanclerzego skazano na śmierć, wieczną infamię i konfiskatę majątku.

Radziejowski nie czekał oczywiście na wykonanie wyroku. Uciekł do Wiednia, gdzie na dworze cesarskim przedstawił projekt akcji zbrojnej przeciwko Polsce. Później pojechał do Szwecji i namówił Karola Gustawa do wojny z Polską, obiecując mu pomoc ze strony Chmielnickiego i Rakoczego. Kiedy Karol Gustaw najechał Polskę, Radziejowski towarzyszył Szwedom i przyczynił się do kapitulacji pod Ujściem.

Królewski romans z jego żoną nie trwał jednak długo, ponieważ kiedy zamknęła się ona w klasztorze, król swoje zainteresowanie obrócił ku dworce Marii Ludwiki - Annie Schnfeld. Była to miłość pełna namiętności. Dręczony obawą, aby królowa nie oddaliła Anny ze dworu, postanowił wydać ją za mąż za Jana Zamoyskiego, który ze względu na swoje bogactwo stanowił najlepszą partię w Rzeczypospolitej. Maria Ludwika nie zgodziła się jednak na ten związek, ponieważ upatrzyła sobie Zamoyskiego na męża Marii d'Arquien, o której powiadano, iż jest jej nieślubną córką. Król musiał przystać na tę propozycję i wydał Annę za barona de Soye, przyjaciela cesarskiego posła.

W tym czasie Waza zakochany był już jednak w Katarzynie Den-hoffowej, żonie podkomorzego koronnego. Katarzyna, mimo iż cieszyła się na dworze opinią kobiety statecznej i cnotliwej, odwza- jemniała królewskie uczucia. Była zresztą na tyle sprytna i inteligentna, iż Maria Ludwika po raz pierwszy zaczęła się obawiać, że może utracić swój dotychczasowy wpływ na męża. Kategorycznie zażądała przeto zakończenia tego romansu, ale Jan Kazimierz pozostał tym razem nieugięty. Denhoffowa z królewskiej kochanki przekształcać się zresztą poczęła w królewską powiernicę i jej wpływ na monarchę był coraz większy.

Po niespodziewanej śmierci królowej w 1667 roku romans z pod- komorzyną stał się już zupełnie jawny. Przez królewską sypialnię przewijać się zresztą zaczęło coraz więcej bezimiennych kochanek, aż zarzucać poczęto królowi nadmierną rozwiązłość.

Nie wiadomo, czy pod wpływem śmierci żony, czy też pod wpływem nieszczęść, jakie nękały kraj, Jan Kazimierz, zupełnie niespodziewanie dla wszystkich, powziął decyzję o swej abdykacji. Pomimo różnych nacisków nie dał się od niej odwieść i w 1668 roku, jako pierwszy polski monarcha, zrzekł się korony. Przez jakiś czas przebywał jeszcze w Polsce, ale potem wyjechał do Francji, która kiedyś więziła go w cytadeli. Papież mianował go opatem komendatariuszem paryskiego opactwa benedyktynów Saint Germain des Prs, ale były monarcha nie zamierzał oddawać się pobożnym kontemplacjom. W Paryżu poślubił dawną praczkę z Grenoble Marię Mignot, wdowę po Franciszku de l'H§pital, marszałku Francji. Pod koniec swego życia chciał jeszcze wrócić do Polski, ale rozchorował się i zmarł w 1672 roku.

Opinie o panowaniu Jana Kazimierza były bardzo podzielone. Mówiono, że był "ambitny a bez stałego celu, raz pełen fantazji i dumy, to znów zgryziony pesymizmem, religijny a niemoralny, często względem Polaków nietaktowny i wprost wyzywający".

Nieszczęścia królestwa polskiego nie zakończyły się jednak wraz z jego abdykacją. Burzliwa elekcja, podczas której stanęli w szranki syn księcia Kondeusza i Karol, książę lotaryński, miała zupełnie niespodziewaniy finał. Osiemdziesiąt tysięcy szlachty za namową kanclerza księdza Olszowskiego wybrało "króla Piasta" - Michała Korybuta Wiśniowieckiego.


<== previous lecture | next lecture ==>
Monarsze sekrety 12 page | Monarsze sekrety 14 page
lektsiopedia.org - 2013 ãîä. | Page generation: 1.618 s.