Студопедия
rus | ua | other

Home Random lecture






Monarsze sekrety 12 page


Date: 2015-10-07; view: 403.


Ulubionym zajęciem Henryka było jednak polowanie na damy, urządzane na paryskich ulicach. Charakteryzowało się ono rozpasaniem i okrucieństwem. Napadano najczęściej na prostytutki, kazano im się rozbierać i podpalano owłosienie łonowe.

Nawet Katarzyna Medycejska miała już dosyć ekstrawaganckich ekscesów młodszego syna i postanowiła ożenić go ze starszą o lat szesnaście Juaną de Austria, matką króla Portugalii Sebastiana. Pobożna Juana, która po śmierci swego pierwszego męża pędziła życie ascetyczne i surowe, nie zdecydowała się jednak na poślubienie Henryka, o którym ponadto mówiono, że był także homoseksualistą. Od pewnego czasu począł bowiem nosić się niczym niewiasta. Ubierał się w złociste i pokryte drogimi kamieniami suknie, wykazywał nadzwyczajną dbałość o bieliznę i właściwe ułożenie włosów, a jego kolia, wypełniona ambrą, rozsiewała wszędzie swój słodki zapach. W każdym uchu zawieszał po dwa kolczyki ozdobione perłami.

Otaczał go także orszak silnych i wysportowanych młodzieńców, wśród których pierwsze skrzypce grali Ludwik du Guast i poeta Filip Desportes.

Takiego właśnie męża otrzymać miała stara i pobożna Anna Jagiellonka i taki miał być król Polski.

Jego wybór ogłoszono w maju 1573 roku, ale Henryk wyruszył do swego nowego królestwa dopiero w listopadzie. Romansował bowiem w tym czasie z Marią de Cond i nie uśmiechała się mu łożnica starej i szpetnej Jagiellonki. Jechał powoli, zatrzymując się wiele razy. W Lotaryngii nawiązał romans z Ludwiką de Vaudemont, która później miała zostać jego żoną.

Orszak królewski, liczący 1200 koni, wozy z bagażami oraz karety z damami dworu i niewiastami lekkich obyczajów, ciągnął przez Heidelberg, Fuldę, Torgau, Frankfurt. Na Łużycach oczekiwał go książę piastowski Jerzy II brzeski, który towarzyszył królowi aż do polskiej granicy. Granicę przekroczono w Międzyrzeczu, gdzie monarchę powitała delegacja senatu z biskupem kujawskim, wojewodowie i kasztelanowie. Później przez Poznań i Częstochowę udano się w kierunku Krakowa.

Pierwsze spotkanie z Anną nie wypadło nazbyt zachęcająco. Henryk wypowiedział kilka zdawkowych słów i czym prędzej opuścił jej komnaty. Po trzech dniach został koronowany, chociaż nie obeszło się bez różnych przepychanek związanych z rotą przysięgi. Zaczęły się bale i turnieje, ale król coraz bardziej ociągał się z poślubieniem swojej jagiellońskiej narzeczonej. Symulował chorobę lub po prostu zamykał się we własnych komnatach i nie dopuszczał do siebie nikogo.

Opowiadano wprawdzie, że zabawiał się wtedy ze swoimi faworytami i że kazał sprowadzać na zamek prostytutki. Pisał również bez przerwy listy do Francji, a te, które wysyłał do Marii de Cond, kreślił nawet własną krwią. Plotki narastały coraz bardziej. "Sprowadzał nie tylko do ogrodu blisko Zwierzyńca francuskie rozpustnice, ale nadto włoskim ohydnym nałogom nie przepuścił" - pisał kronikarz. "Król bez żadnego dozorcy zostawiony razem z otaczającymi go Francuzami oddawał się polowaniom, grze w karty, tańcom i rozpustnym ucztom, na które, jak powiadano, nagie dziewczęta były wprowadzane" - dodawał inny.

Anna ciągle czekała, a Henryk ciągle zwlekał. W czerwcu wyprawiono wreszcie wielki bal, który potraktowano jako oficjalne zaręczyny. Nazajutrz król dowiedział się wszakże o śmierci swego brata, króla Francji, i o tym, że tron francuski stoi przed nim otworem. Postanowił nie zaprzepaścić tej szansy. Obawiając się, że zostanie zatrzymany, wymknął się nocą z Wawelu i pognał ku granicy. Zarządzono za nim pościg i ścigający dopadli go w Pszczynie. Henryk zdecydowanie odmówił powrotu. Wyznaczono mu definitywny termin, a kiedy go nie dotrzymał, został zdetronizowany.

Anna Jagiellonka pozostała nadal starą panną i musiała rozglądać się za nowym kandydatem na męża.

Henryk objął tymczasem tron po bracie i zamierzał ożenić się z Marią de Cond, ponieważ jej mąż był protestantem, a zatem w świetle prawa kościelnego pozostawała ona panną. Maria umarła jednak przy porodzie. Przypomniał sobie wtedy o lotaryńskiej Ludwice de Vaudemont i postanowił zawrzeć z nią małżeństwo. Nie był to jednak związek zbyt pomyślny, ponieważ królowa poroniła swe pierwsze dziecko, a potem nie zachodziła już w ciążę. Król otoczył się więc ponownie swoimi męskimi faworytami: hrabią Caylusem, Franciszkiem d'<="" p="">

Nie mając sukcesora, na swojego następcę wyznaczył nieślubnego syna swego brata Karola IX, którego urodziła hugenotka Maria Touchet. Bratanek ten, jako dziecko z nieprawego łoża, nie mógł jednak wchodzić w rachubę i prawa sukcesyjne przeszły na Henryka nawarskiego, który poślubił królewską siostrę Małgorzatę i chociaż żył z nią w separacji, związek ten nie został jednak unieważniony.

Henryk zginął zasztyletowany przez dominikanina Jakuba Clementa w trzydziestym ósmym roku swojego życia. Był w jedenastym pokoleniu potomkiem Filipa IV Pięknego, którego przeklął niegdyś wielki mistrz zakonu templariuszy.

Bastard czy samozwaniec?

Wrok po ucieczce Walezjusza Anna Jagiellonka dostała wreszcie upragnionego męża. 1 maja 1576 roku biskup kujawski Stanisław Karnkowski pobłogosławił jej małżeństwu ze Stefanem Batorym i jednocześnie włożył im na skronie korony królewskie.

O Batorym jako o królu mówiono, że był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, natomiast jako mąż pozostawiał wiele do życzenia. Już na wstępie oświadczył swojej żonie, że nie będzie zachodził do jej sypialni, a kiedy ona próbowała dostać się do komnat królewskich, zastawała z reguły drzwi zamknięte. Lamentowała, prosiła, ale król pozostawał niewzruszony. Nie wiadomo, czy odstręczała go brzydota i głupota ostatniej Jagiellonki, czy też nie zagojona rana na udzie, która uniemożliwiała mu współżycie.

Jeździł za to bez przerwy na wojny, walczył ze swoim wrogiem Iwanem Groźnym, polował i pił, chociaż lekarze przestrzegali, iż pijaństwo to przywiedzie go kiedyś do zguby.

W końcu rana na udzie uległa widocznie zabliźnieniu, skoro w Grodnie związał się z piękną leśniczanką, która powiła mu syna. Był wtedy rok 1584 i królowi pozostały już tylko dwa lata życia.

W momencie, w którym Batory został ojcem, zmarł jego odwieczny wróg Iwan Groźny. Jego osiem żon urodziło mu ośmioro dzieci, ale kiedy umierał, przy życiu pozostawali już tylko dwudziestosiedmioletni Fiodor i zaledwie miesięczny Dymitr. Jak gdyby na przekór zadawnionej nienawiści ojców, historia syna Batorego i syna Groźnego splotła się potem w jednej osobie Dymitra Samozwańca.

Po śmierci Iwana tron carski objął ascetyczny i bogobojny Teodor i zasiadał na nim przez lat czternaście. Jego młodszy brat Dymitr w wieku lat siedmiu został podobno zamordowany w Ugliczu przez wielkorządcę Borysa Godunowa. Godunow wydał zresztą swoją siostrę za Fiodora i kiedy ten umarł, korzystając z okazji zagarnął dla siebie tron Rurykowiczów.

I właśnie wtedy na dworze Adama Wiśniowieckiego pojawił się niepozorny, ryżawy młodzieniec z dwiema wielkimi brodawkami na twarzy i przekrzywionym ramieniem, który oświadczył, iż jest Dymitrem, synem cara Iwana Groźnego. Opowiadał, że w Ugliczu został ostrzeżony o grożącym mu niebezpieczeństwie i uniknął śmierci, a zamiast niego siepacze Godunowa zabili innego chłopca.

Historia ta pachniała mistyfikacją, ale zważywszy, iż Borys kazał wymordować wszystkich świadków uglickiej zbrodni, nikt nie potrafił jej potwierdzić ani też zanegować. Kandydat do tronu carskiego przebywający w Polsce był nader wygodny dla Zygmunta III Wazy i dlatego też postanowiono udzielić mu poparcia. Godunow twierdził wprawdzie, że Samozwaniec jest mnichem zbiegłym z klasztoru i nazywa się Otriepiew, ale w otoczeniu Zygmunta szerzyła się dość wiarygodna plotka, że jest to nieślubny syn Stefana Batorego. Mówiono, że mając lat szesnaście uczestniczył on w poselstwie Lwa Sapiehy do Moskwy, w której pozostał z bliżej nie ustalonych przyczyn. Później wędrował podobno przez Ukrainę, przebywał w Ławrze Pieczerskiej, a następnie dostał się na dwór księcia Ostrogskiego. Trudnił się w tym czasie rozbojem i książę zamierzał go uwięzić, ale młodzieniec uciekł do Adama Wiśniowieckiego, politycznego przeciwnika Ostrogskich. I właśnie tam, skorzystawszy z przewrotu, jaki dokonał się w Moskwie, począł głosić, że jest synem Iwana Groźnego. Uwierzył w to między innymi nuncjusz papieski Rangoni, który twierdził, iż sam wygląd dłoni pretendenta wskazuje na arystokratyczne pochodzenie.

Poczęto zatem rozgłaszać, iż ujawnił się najmłodszy syn carski, cudem ocalony od śmierci. Powoływano się w tym miejscu na świadectwo moskiewskich bojarów, którzy mieli go podobno bez żadnego trudu rozpoznać. Samozwańca przekazywano sobie z rąk do rąk, aż wreszcie trafił na dwór teścia Wiśniowieckiego - Jerzego Mniszcha. Był to brat królewskiego pokojowca, który dostarczał Zygmuntowi Augustowi kochanki i który sprowadził na jego dwór Barbarę Giżankę. Spowinowacony z kardynałem Bernardem Maciejowskim, wkradł się w łaski króla Zygmunta III i został mianowany starostą lwowskim i wojewodą sandomierskim. Mniszech miał piękną córkę Marynę, o której rękę oświadczył się Dymitr, przyrzekając jej w prezencie ślubnym Psków i Nowogród Wielki, a teściowi Smoleńsk i Siewierszczyznę. Oświadczyny zostały oczywiście przyjęte i natychmiast spisano stosowne umowy.

Za sprawą swych możnych protektorów Dymitr pojechał do Krakowa, gdzie w tajemnicy przeszedł na obrządek łaciński i obiecał podporządkować prawosławie Rzymowi. Zyskał tym samym bezgraniczne poparcie nuncjusza papieskiego i zakonu jezuitów, a król Zygmunt przyjął go na prywatnej audiencji.

Kiedy przełamano już w Polsce wszystkie lody, zaczęto organizować wyprawę przeciwko Godunowowi. We wrześniu 1604 roku ruszyła na Rosję trzyipółtysięczna armia, złożona z prywatnych pułków magnackich oraz wszelkiego autoramentu wolontariuszy i awanturników. Początkowo odnosiła ona nawet sukcesy. Zajęła Czernihów, Putywl, Siewsk, Kursk, ale kiedy pod Dobryniczami zastąpiły jej drogę regularne wojska Borysa, poszła w rozsypkę. Gdy wydawało się już, że wszystko zostało stracone, nadeszła wiadomość, że zmarł Godunow, a wkrótce potem obalono jego syna Fiodora. Kreml otworzył swoje wrota przed Samozwańcem.

20 czerwca 1605 roku wjechał on do Moskwy i został bezzwłocznie koronowany. W listopadzie wysłał swego wielkiego posła do króla Zygmunta, zawiadamiając go oficjalnie o objęciu tronu, prosząc o wyrażenie zgody na poślubienie Mniszchówny oraz proponując wspólne wystąpienie przeciwko Turkom, "żeby nas wielkich hospodarów staraniem chrześcijaństwo z rąk bisurmańskich wyswobodzone było".

Król zgodził się oczywiście na małżeństwo i powinowaty Mniszchówny, biskup krakowski i nominat na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, Bernard Maciejowski, udzielił Marynie ślubu per procura. W uroczystości wzięli udział król polski wraz ze swoją siostrą oraz synem, a także nuncjusz papieski.

Mniszchówna ze wspaniałym orszakiem wyruszyła do Moskwy. Wjechała do niej 12 maja 1606 roku, a 18 maja patriarcha Hermogenes pobłogosławił jej związek z Dymitrem i włożył jej na skronie koronę Rurykowiczów.

W tydzień później było już jednak po wszystkim. Wybuchło nowe powstanie, kierowane przez Wasyla Szujskiego. Dymitra pojmano, przywiązano mu sznur do genitaliów i włóczono po ulicach. Zmasakrowane i niemożliwe do identyfikacji ciało porzucono potem ludziom na pośmiewisko.

Mniszech i Maryna zostali uwięzieni, a zwolenników byłego cara wymordowano. Zginęły wtedy tysiące ludzi, w tym także niemało Polaków.

Upadek Samozwańca był wszelako na rękę Zygmuntowi III, ponieważ doszły go słuchy, że Dymitr uwierzywszy, iż jego ojcem był Stefan Batory, zamierzał uderzyć na Polskę i zdetronizować Wazów. Tron polski nęcił go widocznie bardziej niż tron rosyjski.

Z niepowodzeniem zięcia nie mógł natomiast pogodzić się Jerzy Mniszech, którego Szujski zesłał do Jarosławia. Począł on głosić, że Samozwaniec wcale nie zginął i że wkrótce upomni się znowu o swoją koronę. Prawdopodobnie Mniszech wyszukał także człowieka, który swym wyglądem przypominał zamordowanego cara i którego przedstawił publicznie jako ocalonego zięcia. Nikt oczywiście nie wiedział, iż nieco wcześniej, w najgłębszej tajemnicy, poślubił on owdowiałą Marynę.

Wokół drugiego Samozwańca gromadzić się poczęli dawni protektorzy: Samuel Tyszkiewicz, Adam Wiśniowiecki, Roman Różyński, a nawet Jan Sapieha. Zebrali oni siedmiotysięczną armię, przy pomocy której zamierzali zdobyć Moskwę. Planowany atak przeciągał się jednak w czasie, aż zdenerwowani tym żołnierze, którzy nie otrzymywali żołdu, poczęli dezerterować. Wojsko topniało w oczach, aż Samozwaniec, obawiając się o swoją głowę, porzucił armię i uciekł do Kaługi. Próbował jeszcze później zgromadzić swoich zwolenników, ale zginął w końcu zamordowany przez Piotra Urusa.

Moskwę na krótko zajęły wojska Zygmunta III, car Wasyl Szujski i jego dwaj bracia dostali się do polskiej niewoli, a Władysław IV został nominalnym carem Rosji.

Nie skończyła się jednak historia awanturniczej Maryny Mniszchówny. Była caryca i synowa Stefana Batorego związała się z chłopem Iwanem Zarudzkim spod Tarnopola, atamanem kozackim. Usiłował on wzniecić powstanie na Ukrainie, ale pojmano go i wbito na pal. Wraz z nim pojmano także Marynę i jej trzyletniego syna, zrodzonego w związku z drugim Samozwańcem. Dziecko zostało powieszone, a jego matkę uduszono. Wyroki te zatwierdził nowy car rosyjski Michał Romanow, dziad Piotra Wielkiego.

Metresa z różańcem w dłoni

Zygmunt III Waza był człowiekiem niezwykle skomplikowanym i zakompleksionym. Nie cieszył się też wśród swoich poddanych szacunkiem i nazywali go oni Dojutrkiem, jako że wszystko lubił odkładać "do jutra". Określano go także jako 3 T (tardus - nierychły, taciturnus - małomówny i tenex - uparty) lub 3 P (pius - pobożny, parcus - oszczędny i pertinax - zacięty). Dość surowo potraktowała go również historia. A przecież na jego skroniach spoczywały aż trzy korony królewskie, odniósł kilka wspaniałych zwycięstw pod Kircholmem, Byczyną, Kłuszynem, Chocimiem, więził cesarskiego brata Maksymiliana i rosyjskich carów, przyjmował hołd elektora pruskiego i pozostawił po sobie Polskę w granicach, jakich nigdy przedtem ani też nigdy potem nie miała.

Swoje osiągnięcia zawdzięczał jednak przede wszystkim wybitnym ludziom, którzy go otaczali. Zamoyski, Żółkiewski, Chodkiewicz, Koniecpolski - to ludzie, którzy z pewnością przewyższali swego monarchę. Sukcesy króla Zygmunta odnoszone były właściwie bez jego udziału, a niezdecydowany monarcha ludzi także nie potrafił właściwie doceniać.

Był Jagiellonem po kądzieli. Jego matka Katarzyna, córka Zygmunta Starego, poślubiła księcia Finlandii Jana Wazę, młodszego syna króla Szwecji Gustawa. Koronę szwedzką nosił w tym czasie jego starszy brat, niezrównoważony psychicznie Eryk XIV. Uznał on Jana za zdrajcę i wtrącił do więzienia, a jego żonę Katarzynę zamierzał oddać Iwanowi Groźnemu. W przystępie szału kazał także wymordować szwedzkich dostojników.

Zygmunt urodził się zatem w więzieniu. Kiedy atak szału u Eryka minął, kajał się on przed swym bratem i abdykował na jego korzyść. Potem chciał jednak osadzić na tronie własnego bastarda Gustawa Ericssona, którego urodziła mu Karin, córka Monsa, więziennego strażnika.

Kres poczynaniom nieodpowiedzialnego monarchy położyła wreszcie podana mu trucizna. Jan objął tron szwedzki, a Zygmunta poczęto przygotowywać do roli sukcesora, a jednocześnie kandydata do korony polskiej. Tytułował się on wielkim księciem litewskim, jako że tytuł książęcy był na Litwie dziedziczny i nie podlegał elekcji.

Przygotowania miały przede wszystkim charakter religijny, ponieważ Zygmunt jako sukcesor tronu szwedzkiego musiał być protestantem, natomiast jako król polski - katolikiem. Chowano go zatem w swoistym ekumenizmie. Z jednej strony brał udział w nabożeństwach luterańskich, z drugiej zaś wysłuchiwał nauk swoich jezuickich nauczycieli. Ta religijna niekonsekwencja osłabiła z pewnością jego psychikę.

Całe życie cierpiał na kompleks niższości. Ród Wazów, z którego wywodził się, w porównaniu z innymi rodami europejskimi stawiał go w pozycji parweniusza. Wazowie jako szlachta pojawili się dopiero podczas unii kalmarskiej, niespełna półtora wieku wcześniej. Zygmunt zapatrzony był przede wszystkim w Habsburgów, którzy już w XI wieku posługiwali się tytułem hrabiowskim. I to właśnie aż z trzema Habsburgami przyszło mu rywalizować o tron Polski. To, że wygrał, wcale go nie podniosło na duchu. Wiedział, iż wybór swój zawdzięczał wyłącznie ciotce Annie Jagiellonce i zwerbowanej przez nią drobnej szlachcie koronnej. Większość magnatów opowiedziała się bowiem za Maksymilianem Habsburgiem, którego w dodatku okrzyknięto królem Polski. Bolał też Waza nad tym, że nie poparła go nawet Litwa, której był przecież dziedzicznym władcą, a która swe głosy oddała na cara Fiodora. Zasiadł na wawelskim tronie, ponieważ posadził go tam kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, do którego czuł przez to nieuzasadnioną niechęć.

Otrzymała zatem Polska króla chwiejnego, a jednocześnie upartego, któremu dane było panować aż czterdzieści pięć lat. Pod tym względem ustępował jedynie Władysławowi Jagielle.

Otrzymała Polska także króla, który interesował się historią, malarstwem, astronomią, alchemią, rzemiosłem i muzyką, ale który nie potrafił rozwiązywać podstawowych problemów państwa. Aż do końca życia nie wyzbył się swojego habsburskiego kompleksu, a obie jego żony były arcyksiężniczkami habsburskimi, rodzonymi zresztą siostrami. Z przesadną estymą przyjmował w Krakowie kardynała Hipolita Aldobrandini, późniejszego papieża Klemensa VIII, który zjawił się u niego, aby pośredniczyć w układach z cesarzem. Odwiedzał i obdarowywał cesarskiego brata Maksymiliana, którego Zamoyski trzymał w swojej niewoli. Zamierzał wreszcie odstąpić koronę polską Ernestowi Habsburgowi - pod warunkiem, że ten zaślubi jego siostrę Annę Wazównę. Tego rodzaju postępowanie nie przysparzało mu rzecz jasna popularności. Doszło nawet do tego, iż przygotowywano na niego zamach i w kościele Św. Jana został raniony czekanem przez Michała Piekarskiego.

Cechą króla Zygmunta była też przesadna pobożność, która w wielonarodowym państwie wywoływała nie zawsze przychylne komentarze. Jezuita Olszewski mówił o nim, że "w dzień święty okrom mszy, którą we dworze królewskim dlań miano, w kościele publicznie i mszy śpiewanej, i kazania zawsze słuchał, a w największe święta jutrzni i nieszpornych nabożeństw niemal przez dziesięć godzin zażywał. Sam muzykę kościelną, jako kiedyś Dawid Lewitom, sporządzał. Częściej niźli raz w miesiącu do Stołu Pańskiego przystępował. Kapłańskie pacierze na co dzień odmawiał, różańca pułki odliczał, w krytej kapliczce na ziemi krzyżem leżał, niedźwiednię posławszy, na której znak człowieka leżącego od przytarcia wyraził. Dyscypliny czynił i włosiennicą się przepasował. Groby Pańskie w Wielki Piątek nawiedzał, za procesją w dzień Bożego Ciała, co rok pieszo, nabożnie chodził". Zygmunt należał do Sodalicji Mariańskiej, Bractwa Św. Anny, Arcybractwa Miłosierdzia.

Równie bogobojne były obie jego małżonki. Pierwsza, Anna, "skoro wstała, na modlitwie i czytaniu pobożnych książek czas trawiła. Przed słuchaniem ofiary świętej pospolicie ze spowiednikiem o rzeczach zbawiennych rozmawiała, potem dwie zawżdy msze słuchała, jednej za żywe, drugiej za umarłe. Potem do modlitwy przed obiadem się sposobiła, a po obiedzie, o czwartej z południa, nigdy nieszporowych godzin nie omieszkała, a w święta, śpiewanego zawsze nieszporu słuchała" - pisał o królowej Piotr Skarga. Jej siostra Konstancja według kaznodziei Birkowskiego "pałac swój na dom modlitwy zamieniła, trzech mszy dziennie słuchała, pacierze z brewiarza rzymskiego odprawując". Zmarła zresztą podczas procesji Bożego Ciała na udar słoneczny.

Dwór Zygmunta był zatem wzorcowym dworem okresu kontrreformacji i cieszył się nieskazitelną opinią moralną. Utrzymywano na nim nieomal klasztorny rygor.

Z obu małżeństw doczekał się Zygmunt dziewięciorga dzieci. Anna urodziła mu czworo, z których przeżył wszakże tylko Władysław, późniejszy król Polski. Z Katarzyną miał synów: Jana Kazimierza, Jana Albrechta, Karola Ferdynanda, Aleksandra Karola i córkę Konstancję. Potomstwo drugiej żony chowało się znacznie lepiej. Jan Kazimierz po śmierci przyrodniego brata zasiadł na tronie, Jan Albrecht w wieku dziewięciu lat był już biskupem warmińskim, Karol Ferdynand nominowany został w wieku lat jedenastu na biskupa wrocławskiego. Jedynie Aleksander, podobno najzdolniejszy z nich wszystkich, lubił "miłostki i swawole", ale zmarł na ospę nie dożywszy dwudziestu lat. Konstancję wydano za mąż za księcia neuburskiego Filipa, ale zmarła młodo i bezpotomnie. Duchowne kariery synów królewskich doskonale charakteryzują atmosferę panującą na dworze Zygmunta III.

Z tej jezuickiej pobożności wyłania się jednak zupełnie niespodziewanie postać Urszuli Meierin, królewskiej faworyty. Była ona także nadzwyczaj pobożna i, co jest równie oczywiste, powiązana z Habsburgami.

Siedemnastowieczni kronikarze przedstawiali ją wprawdzie w ta- ki sposób, aby nie rzucała cienia na bogobojnego monarchę, ale w historii tej jest zbyt wiele niedomówień, aby nad nimi można było przejść do porządku dziennego.

Urszula przybyła na dwór królewski w orszaku pierwszej żony Zygmunta - Anny - w 1592 roku. Miała wtedy prawdopodobnie około dwudziestu lat, a więc była nieznacznie starsza od królowej. Zachwycała podobno swoją urodą, chociaż jej jedyny portret, namalowany na polecenie Władysława IV, niestety zaginął. Opowiadano, że pochodziła z mieszczańskiej rodziny i że jej prawdziwe nazwisko brzmiało Gienger, natomiast Meierin, pod którym była powszechnie znana, to nic innego jak niemieckie określenie ochmistrzyni. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że historia ta rozmija się z prawdą. Urszula była osobą wykształconą, ponieważ oprócz niemieckiego posługiwała się poprawnie językiem polskim i łacińskim. Pieczętowała się także własnym herbem, przypominającym Dunina, co świadczyć może o jej arystokratycznym pochodzeniu. Po przybyciu do Polski została od razu mianowana ochmistrzynią, czyli przełożoną fraucymeru. Stanowisko to zarezerwowane było dotąd dla osób krwi senatorskiej. Dziwić może także zażyłość, jaką utrzymywała ona zarówno z Anną, jak też z jej matką Marią Krystyną. Urszula tytułowała ją w listach "Najjaśniejsza Pani Matko", i chociaż królowe były matkami swoich poddanych, można jednak przypuszczać, iż Meierin była nieślubną córką Marii Krystyny, a tym samym przyrodnią siostrą obu małżonek Zygmunta III.


<== previous lecture | next lecture ==>
Monarsze sekrety 11 page | Monarsze sekrety 13 page
lektsiopedia.org - 2013 год. | Page generation: 0.673 s.