|
Orgon, KleantDate: 2015-10-07; view: 443. Scena 6
Kleant próbuje przekonać swojego szwagra co do tego, że Tartuffe jest zwykłym oszustem, który poprzez swoją fałszywą pobożność próbuje wkupić się w łaski bogatego mieszczanina. Pomimo, że argumenty Kleant są bardzo racjonalne i rzeczowe, Orgon nie zmienia swojego zdania na temat Świętoszka, a wręcz przeciwnie, planuje oddać mu swoją córkę Mariannę za żonę. Kleant śpieszy, by poinformować o tym Walerego. Kleant powiedział szwagrowi, że Doryna kpiła z niego za jego plecami. Ale nie potępił jej za to, ponieważ sam widział, jakie rzeczy wyprawiano w domu Orgona. Nie mógł zrozumieć, co takiego jego szwagier widział w Świętoszku i dlaczego pozwolił mu zamieszkać pod własnym dachem. Orgon oburzył się:
„Mój szwagrze, nie sądź rzeczy prędzej, Aż sam poznasz człowieka, o którego chodzi!”.
Kleant przyznał, że może i nie poznał dobrze Tartuffe'a, ale przejrzał zamiary Świętoszka. Orgon odparł, że gdyby jego szwagier bliżej poznał znamienitego gościa, to dostrzegłby jego wspaniałość. Mężczyzna próbował komplementować Świętoszka:
„Bo też to człowiek… człowiek… no, człowiek i kwita”.
Orgon opowiadał, że przy Tartuffe'ie:
„(…) cała się moja odradza istota, On wyzwala mą duszę z doczesnego błota”.
Pan domu opowiedział szwagrowi o tym, jak poznał Świętoszka. Mężczyzna często spotykał Tarrtufe'a w kościele. Świętoszek zaimponował mu gorliwością swoich modlitw, podczas których nawet kładł się krzyżem na ziemi i całował posadzkę świątyni. Orgon rozmawiał z Wawrzyńcem – sługą Świętoszka, który powiedział mu, że jego pan żyje w wielkiej nędzy. Mężczyzna zaoferował swoją pomoc i wręczał Tarrtufe'owi małe sumy pieniężne, ale ten na jego oczach rozdawał te pieniądze innym ubogim, zostawiając sobie niewielką część. Orgon uznał Świętoszka za dar nieba:
„(…) niebo go wwiodło w domu mego progi A z nim weszła pomyślność wszelka, spokój błogi”.
Mężczyzna zachwalał Tartuffe'a, mówiąc, że ten o wszystko się troszczy, nawet o Elmirę. Przy tym był bardzo surowy dla siebie i za każdy drobny grzech wymierzał sobie pokuty. Nawet zabicie pchły było dla Świętoszka wielkim grzechem.
Kleant nie mógł już dłużej słuchać słów swojego szwagra. Zarzucił mu, że dał się oszukać Tartuffe'owi. Reakcja Orgona była natychmiastowa, przerwał szwagrowi i powiedział, że jego słowa są obrazą dla religii:
„(…) to niedowiarstwo nie wyjdzie [ci] na zdrowie”.
Kleant zaatakował wszystkich ludzi o pobożności podobnej do tej, jaką posiadali Orgon i jego matka. Powiedział:
„Żądacie, aby wszyscy ludzie byli ślepi, I bezbożnikiem dla was jest, kto widzi lepiej! Kto przed waszym bałwanem nie uchyli czoła, Dla tego już na świecie nic świętego zgoła! ”.
Kleant powiedział, że o ludzkiej pobożności świadczy zawartość serca, a nie ostentacyjne gesty, takie jak leżenie krzyżem na posadzce kościoła. Tacy ludzie jak Tartuffe modlą się na pokaz. Nie rozumiał, jak to było możliwe, że jego szwagier dał się nabrać na sztuczki aktorskie Świętoszka, któremu ewidentnie chodziło o życie w bogactwie Orgona. Gospodarz poczuł się urażony słowami Kleanta:
„Tak, tyś jest najmądrzejszy z doktorów, a jakże!”
Szwagier wcale nie uważał się za mądrzejszego od kogokolwiek i dalej próbował tłumaczyć Orgonowi, że Tartuffe go oszukuje. O ludziach pokroju Świętoszka mówił:
„To, co dla wszystkich świętym być winno i wzniosłem Oni czynią niegodnie towarem, rzemiosłem, I losu pragną zyskać korzystną odmianę Przez obłudne wzdychania i posty udawane ”.
Bardzo długie i racjonalne wywody Kleanta jednak nie poskutkowały. Orgon zdawał się pozostawać niewzruszony słowami szwagra. Kleant zapytał zatem o ślub Marianny z Walerym. Otóż data wesela była już ustalona, ale okazało się, że Orgon zmienił zdanie, co do zamążpójścia swojej córki. Mężczyzna nie chce powiedzieć tego wprost, ale można wywnioskować, że rozważał zerwanie słowa danego Waleremu. Kleant postanowił, że ostrzeże narzeczonego Marianny, jak się sprawy mają.
|