|
Ãîñóäàðñòâåííîå îáðàçîâàòåëüíîå ó÷ðåæäåíèå âûñøåãî 11 pageDate: 2015-10-07; view: 334. 4. PARALELIZM. W człowieku ciało jest rozciągłe, a dusza myśląca; niemniej ciało i dusza człowieka są w zgodzie. Nie może to być skutkiem tego, że ciało podlega duszy lub odwrot-nie; bo ciało i dusza - pod tym względem Spinoza był jednego zdania z okazjonalistami - nie mogą oddziaływać na siebie. Jeżeli są w zgodzie, to tylko dlatego, że są objawami tej samej substancji. Porządek myśli i porządek stanów cielesnych odpowiadają sobie wzajem. Odpowiedniość tę Spinoza usiłował wytłumaczyć nie, jak to zwykle czyniono, przez oddziaływanie jednego porządku na drugi, lecz przez równoległość obu. Koncepcja paralelizmu psycho-fizycznego była oryginalnym pomysłem Spinozy, pozostającym w związku z jego monistyczną koncepcją bytu. Zjawiska psychiczne i fizjologiczne, długo traktowane jako będące jednej natury, potem rozerwane radykalnie przez Kartezjusza, teraz ponownie zostały zbliżone, jako równoległe. Dzięki paralelizmowi miał zostać przezwyciężony dualizm duszy i ciała. Ale jakże jest możliwe poznanie rzeczy przez myśl, jeśli myśli i rzeczy nie komunikują się wzajem? Jest możliwe znów dzięki temu, że myśli i rzeczy są równoległymi objawami jednej substancji. Rzeczy nie działają wprawdzie na myśl, ale pomimo to myśl poznaje rzeczy. Zarówno bowiem myśli, jak i rzeczy wywodzą się z natury Boga. Wywodzą się równolegle i dlatego odpowiadają sobie; dzięki temu jest możliwe, że myśli nasze, nie sty-kając się z rzeczami, jednakże ściśle im odpowiadają. „Porządek i powiązanie rzeczy jest takie samo, jak porządek i powiązanie idei". Dzięki temu paralelizmowi miał zostać przezwyciężony dualizm podmiotu poznającego i przedmiotu poznawanego. 5. ETYKA RACJONALNA i MISTYCZNA. Sprawy etyczne Spinoza rozważał najobszerniej, ale nie przyjmował dla nich odrębnych zasad, lecz traktował je jako zastosowanie ogólnej nauki o Bogu i świecie. Afekty i czyny ludzkie tak samo są wytworem konieczności, jak wszystko inne; i one nie są wolne. Niesłusznie też postępują ci, co wyśmiewają się z namięt-ności ludzkich lub potępiają je, miast je rozumieć; Spinoza w swej etyce chciał je badać tak, jak bada się linie, płaszczyzny i ciała. Wszelkie afekty są koniecznym wytworem natury; ale jedne wypływają z natury własne] działającego, inne znów są wzbudzane przez otaczające go rzeczy. Każda istota pragnie zachować swoją naturę i działać wedle niej; kto tak czyni i nie podlega działaniom z zewnątrz, ten jest wolny. Spinoza uważał jak stoicy, że takie postępowanie, naturalne i wolne, jest postępowaniem słusznym; działanie zgodne z naturą, wolne i słuszne: to trzy nazwy jednej rzeczy. Kosztem moralności, sprowadzonej do natury, dualizm moralności i natury miał tu zostać przezwyciężony. Spinoza łączył, jak stoicy, naturalizm etyczny z racjonalizmem; prawdziwą naturę człowieka widział w rozumie; czyny są zgodne z naturą ludzką, jeśli są rozumne. Na tym podłożu Spinoza chciał rozwinąć polityczną działalność reformatorską. Pragnął zreformować świat, jego stosunki społeczne i państwowe, prawne i religijne tak, aby dać przewagę racjonalnym czynom i pobudkom. Najwyższe dobro widział w poznaniu: poznanie Boga wzbudza miłość doń (amor Dei intellectualis) i prowadzi do mistycznego z Nim połączenia: jest to największe szczęście dostępne człowiekowi. CECHY SPINOZYZMU. Spinoza zbudował system monistyczny, nie będący ani materializmem, ani spirytualizmem. Uznawał jedną substancję, ani materialną, ani du-chową, neutralną wobec przeciwstawienia myśli i ciał. Nie posługiwał się przy tym kon-cepcją ewolucyjną, używaną przez dawniejszych monistów; ewolucjonizm zastąpił przez paralelizm, który był jego najoryginalniejszą koncepcją metafizyczną. Ze stanowiska monizmu Spinoza usiłował rozwiązać naczelne zagadnienia metafizyczne, dyskutowane w jego epoce: stosunek myśli i ciał pojął w duchu paralelizmu, stosunek Boga i świata - w duchu panteizmu. Co prawda, monistyczne stanowisko okazało się trudne do konsekwent-nego zachowania; w szczegółowych wywodach Spinoza traktował ciała jako zależne od myśli, a częściej jeszcze ciała podawał za pierwotne, myśli zaś za zależne od nich, a wtedy monizm jego upodabniał się do materializmu. Swą niezmiernie abstrakcyjną metafizykę umiał połączyć ze sprawami aktualnymi: z racjonalistycznej i deterministycznej teorii wywodził idee demokratyczne i wolnomyślicielskie. Zewnętrzną - ale tylko zewnętrzną - właściwością jego systemu było wykończenie matematyczne. OPOZYCJA. Gwałtowna i powszechna opozycja, jaką wywołały pisma Spinozy wśród filozofów i teologów, miała nerw religijny i etyczny. Potępiano jego wolnomyślne zasady teologiczne i polityczne, wyrażone w Traktacie teologiczno-politycznym, i atakowano poglądy metafizyczne za panteizm, w którym widziano ukryty ateizm, i za determinizm, niebezpieczny dla moralności. Tak było w XVII i jeszcze w XVIII w. Ale nawet ci, co dzielili wolnomyślne poglądy Spinozy, występowali przeciw jego filozo-ficznej doktrynie. Występował przeciw niej i Bayle, i Wolter, i Wolf, występowali angielscy deiści i francuska Wielka Encyklopedia. Tym nie chodziło już o względy religijne, lecz o naukowe. Krytycy (między którymi był Leibniz) wykazali logiczną niedoskonałość Etyki; zauważyli, że matematyczna ścisłość Spinozy jest tylko pozorem; że jego definicje są wieloznaczne, aksjomaty nieoczywiste, a twierdzenia nie wynikają z przesłanek. ZWOLENNICY. Dopiero w niespełna sto lat po śmierci Spinozy przyszedł czas spinozyzmu. We Francji w XVIII w. powoływali się nań materialiści, kładąc nacisk na motywy naturalistyczne i mechanistyczne, nie będące zresztą jego pomysłem oryginalnym. Głównym zaś terenem kultu Spinozy stały się Niemcy w końcu XVIII w. Kult ten wyrósł już nie na glebie trzeźwego naturalizmu, ale wprost przeciwnie, romantyzmu. Twórcami jego byli Jacobi, Herder, Goethe. A podtrzymywali go potem romantycy wszystkich krajów, z Byronem i Shelleyem na czele. Romantyków pociągała zarówno doktryna, jak i osoba Spinozy. Panteizm jego odpowiadał ówczesnej postawie umysłów, a w nim sa-mym wielbiono prawdziwego mędrca, samotnego filozofa, męczennika nauki. Generację romantyków, niekompetentną w rzeczach ścisłości, podziwem przejmowała ścisłość ma-tematyczna Spinozy i w systemie jego widziano nieprześcigniony, definitywny twór ro-zumu. Nauka Spinozy stała się tematem ożywionych dyskusji, najpierw między Jacobim i Mendelssohnem (1785-1786), potem między Jacobim i Herderem. Od tych czasów da-tuje się filozoficzna powaga Spinozy. Od romantyków kult jego przejęli idealiści niemieccy, Schelling i Hegel, którzy zbliżali się doń sposobem filozofowania, abstrakcyjnym i monistycznym. Przez Hegla kult ten przeszedł znów do materialistów, ze Straussem i Feuerbachem na czele. Odtąd w XIX i XX w. Spinoza znajdował stale zwolenników, czczących w nim protoplastę monizmu, apostoła wolnej myśli itd. W r. 1921 wielbiciele Spinozy za-łożyli międzynarodowe zrzeszenie Societas Spinozana z siedzibą w Hadze; w r. 1927 uro-czystym zjazdem w Hadze obchodzili 250 rocznicę jego śmierci, a w r. 1932 - 300 rocznicę jego urodzin.
LEIBNIZ
Ostatni wielki system racjonalistyczny XVII w., zbudowany przez Leibniza, wyrósł na podłożu pluralizmu i indywidualizmu, z poczucia różnorodności i indywidualności rzeczy. Na tym podłożu umiał uzgodnić przeciwieństwa, jakie ujawniła dotychczasowa filozofia. ŻYCIE LEIBNIZA było jedyne w swoim rodzaju ze względu na pełnię i wszechstron-ność poczynań. Gottfried Wilhelm Leibniz żył od 1646 do 1716. Urodził się w Lipsku jako syn uczonego prawnika, profesora. Jest prawdopodobne, iż pochodził z rodziny emigrantów polskich, arian Lubienieckich. Był umysłem wyjątkowo wcześnie dojrzałym: od dzieciństwa pochłaniał książki naukowe; mając lat 15 wstąpił na uniwersytet, gdzie studiował prawo, matematykę i filozofię; mając lat 17 napisał rozprawę De principio individui, w której wykazał niepospolitą erudycję i samodzielność; mając lat 20 został doktorem praw. Zaproponowano mu wówczas katedrę uniwersytecką; ale pragnąc bardziej pełnego i czynnego życia odrzucił propozycję; i nigdy potem pracą akademicką się nie trudnił. Natomiast wszedł na służbę elektora mogunckiego i jako współpracownik jego pierwszego ministra dostał się od razu w wir wielkiej polityki europejskiej. Różnorodne sprawy, jedna ważniejsza od drugiej, zajmowały jego umysł: reforma nauczania jurysprudencji, kodyfikacja praw, sposób zwalczenia herezji, pogodzenie katolicyzmu z protestan-tyzmem. Mając lat 24 został radcą sądu najwyższego w Palatynacie; w misjach politycz-nych bawił przez cztery lata w Paryżu, w latach 1673 i 1676 jeździł do Londynu, w 1676 do Amsterdamu. Jednocześnie prowadził rozległe studia; studiował matematykę i przyrodo-znawstwo; dokonał wówczas, w r. 1674, odkrycia rachunku różniczkowego; studiował również filozofów: Kartezjusza, Hobbesa, Pascala. Zawarł, głównie podczas pobytu w Pa-ryżu, osobiste stosunki z najpierwszymi uczonymi tamtych czasów, jak Arnauld, Malebranche, Huet, Tschirnhaus, Mariotte, Huyghens, Boyle, Collins. Odwiedzał Spinozę, korespondował z Newtonem. W 1676 r., po śmierci elektora i jego ministra, opuścił służbę w Palatynacie i osiadł w Hanowerze jako radca dworu i bibliotekarz. Na tym stanowisku pozostał lat czterdzieści, aż do śmierci; zresztą, więcej bodaj czasu spędzał na podróżach politycznych i naukowych niż w zacisznym, małym mieście, które nie zaspokajało jego ambicji. W związku ze swym stanowiskiem brał udział w różnorodnych rokowaniach dyplomatycznych, a także pra-cował na polu historii prawa, wydawał Annales Brunsvicenses, Scriptores rerum Brunsvicensium, Codex iuris gentium, wielką historię rodu książąt brunświckich. A poza tym pracował nad mnóstwem rzeczy, robiąc odkrycia, budując teorie i snując projekty działań i reform. W zakres jego dociekań wchodziła nadal teologia, specjalnie idea godzenia wyznań, prawo, zwłaszcza państwowe, przyrodoznawstwo wszelkich działów, a szczególniej mechanika, poza tym medycyna, górnictwo, językoznawstwo, logika, a najwięcej matematyka i filo-zofia. Skarżył się nieraz na nadmiar i rozbieżność swych prac, ale nie byłby się zgodził wyrzec którejkolwiek z nich. Ukochaną jego myślą była organizacja nauk i tworzenie w tym celu akademii; robił o to starania w Berlinie, Dreźnie, Wiedniu i Petersburgu. W Berlinie, gdzie dużo przebywał, odkąd zaprzyjaźniona z nim ks. Zofia Karolina wyszła za Fryderyka I, doprowadził do otwarcia Akademii Nauk w 1700 r. i był jej pierwszym przewodniczącym. W Wiedniu natomiast, gdzie spędził lata 1712-1714, mianowany tam radcą cesarskim i baronem, planu utworzenia akademii nie przeprowadził z powodu złych finansów państwa. Nie tylko sfery naukowe, ale i dwory monarsze interesowały się jego filozofią (zwłaszcza Zofia hanowerska, Zofia Karolina pruska, księżna Walii, Eugeniusz Sabaudzki), zabiegały o jego rady (Piotr Wielki), obdarzały go tytułami i łaskami. Ale - po życiu pełnym świetności - umarł w Hanowerze zupełnie sa-motny. Był umysłem jedynym w swoim rodzaju: filozofia nie zna umysłu bardziej wszech-stronnego i oryginalnego. Był przede wszystkim filozofem, ale i w wielu innych naukach pracował twórczo. Łączył w swych rozważaniach najróżniejsze punkty widzenia: meta-fizyczny, naukowy, społeczny, religijny. Charakterystyczną cechą jego umysłu była posta-wa koncyliatorska, dążność do godzenia przeciwnych poglądów. Inną cechą było to, co można by nazwać wyobraźnią filozoficzną: zdolność wodzenia myśli po nieutartych i nie-spodziewanych torach. PISMA. Z ogromnej ilości pism Leibniza mała tylko część została ogłoszona za jego życia. Oddzielnie wydał, poza młodzieńczymi dysertacjami, tylko Teodyceę. Najwięcej publikował w pismach naukowych, w „Acta eruditorum" i „Journal des savants". Wypo-wiadał się w rozprawach specjalnych i akademickich komunikatach, ale poza tym także w ogromnej korespondencji naukowej (sama Biblioteka Królewska w Hanowerze po-siada 15000 jego listów, skierowanych do tysiąca z górą osób), a również w pismach okolicznościowych i polemicznych (Teodycea została wywołana przez słownik Bayle'a, Nouveaux essais było polemiką z Lockiem) i w popularnych skrótach przeznaczonych dla zaprzyjaźnionych monarchów (np. Principes de la naturę et de la grace były pisane dla Eugeniusza Sabaudzkiego). Natomiast obszernie i systematycznie filozoficznych swych poglądów nie wyłożył nigdy. - Pisał we wcześniejszych latach po łacinie, później po fran-cusku, nadzwyczaj rzadko po niemiecku. - Najważniejsze filozoficznie są pisma: De principio individui, 1663, Discours de metaphysiąue, 1686, Systeme nouveau de la naturę, 1695, Essai de Thśodicee, pisane 1696, wydane 1710, Nouveaux essais sur rentendement humain, pisane 1704, wydane 1765, Principes de la naturę et de la grace, pisane 1714, wy-dane 1740, Monadologie, 1714, wyd. 1720, i wydana przez L. Couturata rozprawka Primae veritates. Z korespondencji najważniejsze filozoficznie: z Arnauldem i z Clarkiem. Zasta-nawiające jest, że pisma pozostawione przez Leibniza w rękopisie częściowo nie są zgodne z tymi, które ogłosił. POPRZEDNICY. Źródła systemu Leibniza są różnorodne. Przekonaniem jego było, że w każdym poglądzie jest cząstka prawdy, a intencją - te cząstki zebrać w jeden system. Będąc jeszcze wyrostkiem, marzył o uzgodnieniu Demokryta, Platona i Arystotelesa. Znał Kartezjusza i Gassendiego, okazjonalistów i Spinozę - i choć tak bardzo byli różni między sobą, z wszystkich w ten czy inny sposób korzystał. Mimo taką postawę, stworzył system na wskroś oryginalny. Zagadnienia, jakie podejmował, były typowe dla filozofii nowożytnej, specjalnie dla racjonalistycznej filozofii XVII wieku; ale stanowisko, jakie wobec nich zajmował, było pod niektórymi przynajmniej względami zbliżone raczej do filozofów śred-niowiecza i filozofów Odrodzenia (jak np. do Bruna). ROZWÓJ filozofii Leibniza rozpoczął się wcześnie; wspominał później, że mając lat 15 chodził po lesie w okolicy Lipska i zastanawiał się, czy ma w swej filozofii zachować poglądy tradycyjnej metafizyki, czy też pójść za nową, mechanistyczną koncepcją. Me-chanizm wówczas wziął w nim górę, ale na krótko. Już w dysertacji z r. 1663 zajął stano-wisko, któremu do końca pozostał wierny. Odtąd poglądy jego rozwijały się stopniowo i bez załamań, aż dojrzały, jak sam mówił, „po dwudziestu latach rozmyślań", tj. w latach 1680-1685. POGLĄDY LEIBNIZA I. METAFIZYKA. Naczelnym zagadnieniem XVII wieku było zagadnienie substancji. Zapoczątkował je Kartezjusz twierdząc, iż istnieją dwie różne substancje, cielesna i du-chowa. Zawikłał się przy tym w trudności, nie umiejąc wyjaśnić, jak dwie tak różne od siebie substancje, rozciągła i nierozciągła, mogą wzajem na siebie działać. Następcy jego szukali dla tej trudności rozwiązania. Okazjonaliści twierdzili, że dwie substancje nie dzia-łają na siebie i działać nie potrzebują, bo Bóg to za nie czyni. Spinoza wywodził, że to, co Kartezjusz brał za dwie substancje, to były tylko dwa przymioty tej samej substancji, mianowicie Boga. Hobbes zaś mówił, że nie ma dwu substancji, są tylko substancje jednego rodzaju, mianowicie materialne. Leibniz wystąpił z jeszcze innym rozwiązaniem. Było w duchu indywidualizmu i plura-lizmu: przyjmował nieograniczoną ilość substancji. Jednakże twierdził, że wszystkie są jednego rodzaju. Pod tym względem podobny był do Hobbesa. Ale zarazem był jego przeciwieństwem: bo gdy tamten przyjmował jedynie substancje materialne, to ten twierdził że materialnych właśnie nie ma. Przyjmował, że każde zjawisko jest indywidualne, każde różni się od każdego innego, nie ma dwóch liści ani dwóch kropel wody, które byłyby do siebie zupełnie podobne. Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi atomistów, nie ma dwóch rzeczy, które by różniły się tylko miejscem zajmowanym w przestrzeni, a poza tym były identyczne. Wszelako zjawiska, jakkolwiek różnią się między sobą, są sobie bliskie, gdy zaś nie są dość bliskie, to znajdą się zawsze zjawiska między nimi pośrednie. Nie ma w przyrodzie skoków, są tylko przejścia. Zjawiska stanowią szeregi ciągłe. Np. między różnymi rodzajami ruchów przejścia są ciągłe, a spokój jest tylko krańcowym punktem w szeregu ruchów coraz to drobniejszych. Podobnie linia prosta jest krańcowym wypadkiem linii krzywych, a rów-ność - nierówności. Podobnie nieświadomość jest tylko najniższym szczeblem świado-mości, fałsz jest najmniejszą prawdą, a zło najmniejszym dobrem. Wszędzie we wszech-świecie panuje ciągłość, każde zjawisko jest przejściem między innymi zjawiskami. Ten stan rzeczy Leibniz sformułował jako prawo ciągłości (lex continui). Prawo to pozwa-lało mu łączyć zjawiska w szeregi i sprowadzać do jedności przeciwieństwa, nawet prze-ciwieństwo materii i ducha. Najciekawsze były zastosowania tego prawa na polu psycho-logii i matematyki. W imię jego przyjmował, że życie psychiczne posiada całą skalę stopni, aż do postaci tak słabej, że już nieświadomej; przez to wprowadzał do psychologii nie-świadome stany psychiczne. W jego również imię, uzupełniając dotychczasową ma-tematykę, która uwzględniała jedynie wielkości nieciągłe, rozpoczął budowę matematyki wielkości ciągłych na podstawie liczb nieskończenie małych. Prawo to i w ogóle przekonanie o mnogości, indywidualności, a zarazem ciągłości natury miało też doniosłe znaczenie dla metafizyki Leibniza. Daje się ono sformułować w następujących tezach: 1. SUBSTANCJI JEST WIELE. Z jednej bowiem substancji nie mogłaby się wytworzyć mnogość rzeczy. W tym poglądzie wyrażał się pluralizm metafizyczny Leibniza, przekonanie, że mnogość zjawisk musi mieć źródło w samej naturze bytu. Z tego stano-wiska przeciwstawiał się wszelkiemu monizmowi, w szczególności temu, który współ-cześnie z nim głosił Spinoza. 2. SUBSTANCJE SĄ JAKOŚCIOWO ODRĘBNE. Inaczej niewytłumaczalna byłaby różnorodność rzeczy. Ten pogląd Leibniza przeciwstawia się czysto ilościowej koncepcji świata, wyzna-wanej przez filozofię mechanistyczną. Substancje są indywidualne, każda ma swój odrębny charakter. Naturę substancji łatwiej jest zrozumieć na podobieństwo osób niż na podobieństwo rzeczy, osoby bowiem wyraźniej posiadają cechy indywidualne. Leibniz mniemał nawet, że jeśli dwie rzeczy są tak do siebie podobne, iż nie sposób znaleźć wy-różniających je własności, to nie są dwiema rzeczami, lecz jedną i tą samą (zasadę tę nazwał principium identitatis indiscernibilium). Indywidualne substancje, z których składa się prawdziwy byt, Leibniz (świadom swojego związku z Arystotelesem) nazywał „entelechiami"; ale częściej, dla zaznaczenia, że są jednostkami prostymi, zwał je „monadami" (zaczerpnąwszy termin ten od Giordana Bruna). Stąd też swą metafizykę nazywał „monadologią". Monady były dlań nierozdzielnymi składnikami świata, „punktami metafizycznymi", „prawdziwymi atomami". 3. SUBSTANCJE NIE DZIAŁAJĄ JEDNA NA DRUGĄ. Skąd pochodzą własności substancji? Czy przyczyna ich jest zewnątrz, czy wewnątrz substancji? Jak okazjonaliści, Leibniz uważał za niepojęte i niemożliwe, by substancja mogła ulegać działaniu z zewnątrz i sama działać na zewnątrz. „Monada nie ma okien", jak mówił; każda monada jest zamkniętym kosmosem. Natomiast, wytworzywszy pojęcie substancji na wzór osoby ludzkiej, Leibniz uważał za zrozumiałe, że substancja rozwija samorzutną działalność, nie pobudzana z zewnątrz. Ponieważ jest zamkniętym kosmosem, więc tylko w jej własnej działalności mogą mieć źródło przemiany, jakim podlega, i własności, jakie osiąga. 4. SUBSTANCJE SĄ OBDARZONE SIŁAMI. Skoro tak jest, to substancja musi rozporządzać siłą, czyli zdolnością przetwarzania się; nie może być bierną masą, za jaką mechaniści mieli materialną substancję. W ten sposób Leibniz doszedł do dynamistycznej kon-cepcji substancji. W przeciwieństwie do swych poprzedników uważał przemienność za za-sadniczą własność substancji; w tym leżało główne bodaj odstępstwo Leibniza od Cartezjusza. Błąd kartezjanizmu widział w geometrycznej koncepcji materii, nie uwzględniającej czynników dynamicznych. W jego przekonaniu nie mechanizm, lecz dynamizm był teorią odpowiadającą zjawiskom. 5. SUBSTANCJE SĄ NIEROZCIĄGŁE i NIEMATERIALNE. Substancje są niepodzielne: to, co podzielne, może stanowić mnogość substancji, ale nie jedną substancję. Ponieważ zaś rozciągłość jest podzielna, więc substancje są nierozciągłe. Ponieważ zaś materia jest roz-ciągła, więc substancje, jako nierozciągłe, są niematerialne. Ciała, jako materialne, roz-ciągłe i podzielne, nie są więc substancjami, mogą być jedynie zjawiskami substancji. Nierozciągłe, a za to obdarzone siłami substancje, niepodzielne i indywidualne, mają naturę podobną do dusz raczej niż do ciał. Nie z obserwacji materialnego świata, lecz z samowiedzy znamy indywidualne i samorzutnie działające jednostki. Jeśli nazwiemy „spiry-tualizmem" pogląd, że dusze są substancjami i że wszelkie substancje mają naturę bardziej podobną do dusz niż do ciał, to pogląd Leibniza był spirytualizmem. 6. SUBSTANCJE MAJĄ ZDOLNOŚĆ POSTRZEGANIA. Własności substancji są tedy analo-giczne do własności psychicznych; i stosunek między substancjami musi przede wszystkim polegać na postrzeganiu. To twierdzenie Leibniza miało bardziej paradoksalne brzmienie niż sens: pojmował bowiem postrzeżenie bardzo szeroko, nie uważał samowiedzy i nawet świadomości za niezbędny warunek postrzegania; obejmował mianem postrzeżenia stany o różnym stopniu jasności, wyrazistości i świadomości. Zasada ciągłości pozwoliła mu po-łączyć w jeden szereg postrzeżenia o różnym stopniu jasności, świadome i podświadome, od wszechwiedzy Boskiej do podświadomych „małych spostrzeżeń" najniższych sub-stancji. Jedynie Bóg, monada doskonała, postrzega wszechświat z doskonałą jasnością. Najniższe monady mają jedynie postrzeżenia niedoskonałe, nieświadome, podobne do tych, jakich ludzie doznają w stanie omdlenia lub głębokiego snu. Dusza ludzka posiada stosunkowo wysoki poziom świadomości: postrzega dokładnie i postrzeżenia te pamięta, przede wszystkim zaś posiada samowiedzę, która bynajmniej nie jest własnością wszelkiego postrzegania. Postrzeżenia czynią, że monady różnią się jedna od drugiej; każda postrzega wprawdzie to samo, bo, w ten czy inny sposób, każda ma wszechświat za przedmiot swych spostrzeżeń, ale - każda postrzega go z innym stopniem jasności i z innej perspektywy, każda uświadamia sobie inne jego części. Ponieważ substancje nie działają jedna na drugą, więc treść spostrzeżeń nie może być nabyta przez działanie z zewnątrz, lecz musi być sub-stancjom wrodzona. Była to paradoksalna konsekwencja epistemologiczna nauki o samoistności i nieprzenikalności substancji. 7. ZJAWISKIEM SUBSTANCJI SĄ CIAŁA. Ciała, nie będąc substancjami, są zjawiskami substancji. Cielesność była dla Leibniza tą postacią, w jakiej monada zjawia się monadzie. Ciała są wobec substancji tym, czym odbicia ciał w zwierciadłach są wobec ciał. Ciała są zjawiskami, ale nie są złudami; są to zjawiska „prawdziwe", „dobrze ugruntowane" (phaenomena bene fundata), gdyż w pewien sposób odpowiadają naturze zjawiających się substancji. Bo czymże są zjawiska? Leibniz zachował stare, obiektywne pojęcie zja-wiska: zjawisko jest zewnętrzną i względną postacią rzeczy. W tym sensie substancja sama przez się nie jest ciałem, ale dla innych substancji jest ciałem.
|